Obserwuję ich czasem. Kakofonia pustych i tak samo jałowych dyskusji, łączy się lekko, z równie tej kakofonii pustym i jałowym milczeniem uprawianym przez innych na równie żaden konkretny temat.
Kolejka jedzie i wiezie w swoim wnętrzu rozmaitych ludzi. Gdzie? Nieważne. Są oni wszyscy tacy sami. Są tacy sami do tego stopnia, że bez trudu można by ich losowo powysadzać na losowo wybranych przez nas stacjach, bez uszczerbku dla ich dotychczasowego jak i zarazem przyszłego żywota. Im samym nie sprawiłoby to prawdopodobnie także najmniejszej nawet wyczuwalnej różnicy.
O, ten pan np. Siedzi poprawnie, ubrany w czarny płaszczyk, ni to męski ni to damski, w którym wygląda pomimo swojej dobrej czterdziestki jak kilkuletni chłopczyk. Umila sobie monotonię podróży w ten oto sposób, iż w nerwowy sposób to wyciąga z kieszeni owego płaszcza telefon, spoglądając w niego tak jakby chciał się raczej przyjrzeć odbitemu weń swojemu obliczu, po czym chowa go do tej samej kieszeni.
Można by mu powiedzieć. Hej, panie X, to pana stacja następuje, należy teraz panu wstać i wysiąść.
Wtedy on nie zastanawiałby się zbyt długo, a po prostu dźwignął by swoją poprawną teczkę z podłogi, skłoniłby się lekko współpasażerom i zniknąłby z naszych oczu pomiędzy skrzydłami otwartych drzwi kolejki. Po chwili jednak znów obejrzelibyśmy go – tym razem przez szybę okna – jak stoi na tym przypadkowo wybranym przez nas peronie i macha do nas wesoło w sposób pożegnalny.
Stało by się tak ponieważ człowiek ów najprawdopodobniej przynależny jest wszędzie. Wszędzie by pasował.



Komentarze
Pokaż komentarze (11)