Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
340
BLOG

Życie, śmierć i narodziny

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 12

L. siedział wbity głęboko w fotel, czytał popołudniową gazetę, i oddawał się - popijając przy tym świeżo zaparzoną herbatę – urokowi mijającego właśnie dnia. Co raz, ślinił palec i przerzucał kolejną stronę w gazecie, coś tam pod nosem sobie komentując, bądź mrucząc stłumionym głosem, coś w rodzaju „O, a oni znów..”, „ A niechże ich diabli..”,”Franciszku Józefie, do kroćset!”. Potem się nieco uspokajał, znów popijał łyk herbaty i dodawał już w bardziej stonowany sposób kwestie takie jak: „Bawełna spada na łeb na szyję”, „W Budapeszcie ma być sucho do końca miesiąca”..

Wieczór ten upływał więc bez zbędnych zakłóceń, podobnie jak setki wcześniejszych. Służący L., niejaki T. stał właśnie tego wieczoru na taborecie i czyścił z kurzu ozdobne porcelanowe filiżanki, które L. przywiózł niegdyś z Delftu. Robił to w ciszy i bardzo skrupulatnie, aczkolwiek dobrze wiedział, iż jego pryncypał nie przepada za zbyt długo panującą ciszą.

 - Czy słyszał Szanowny Pan o tym – zagaił T. - że wczoraj zmarła dziewięcioletnia córka Baumannów? Mój Boże taka młoda, taka urocza. W zeszłym tygodniu obsztorcowałem ją, bo uderzała piłką w bramę, i to wtedy gdy miał Szanowny Pan migrenę.. A dziś jej już nie ma między nami, Mój Boże.

L. zastygł z filiżanką przy ustach. Odstawił ją, gazetę położył na stoliku, wstał i podszedł do przysłoniętego ciężką bordową zasłoną okna. Milczał. Po chwili jednak zapytał:

- Mój drogi T. Jak Ty sądzisz? Czy człowiek kiedy umiera, to umiera już całkowicie? Wiem, nie brzmię jasno, ale wiem z pewnością, iż wiesz o co mi chodzi.

T. wytarł ostatnią z filiżanek, spojrzał na nią pod mdłe światło lampy, zszedł z taboretu i wycierając dłonie w ścierkę odrzekł:

 - Szanowny Panie. To ja się zapytam. Czy kiedy oglądamy, tak jak teraz, zachodzące słońce, to czy ono umiera? A czy kiedy to słońce wstaje rano wraz ze świtem, to czy ono się rodzi na nowo, czy może jest dokładnie to samo co wieczorem gdy zachodziło? Więc jak to jest – to to samo słońce, czy już nowe? Czy właśnie się rodzące dla nas ponownie, czy może wieczorami znów dla nas tak samo umierające?

U drzwi zadzwonił dzwonek. Przyszedł stróż i zapowiedział iż gość czeka na dole..

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Rozmaitości