Kilka dni temu postanowiłem zrobić porządek w moim rozlatującym się komputerze. Usunąłem przy tej okazji historię tego co robiłem w necie. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to że przy tej samej okazji usunąłem także swój numer klienta który miałem zapamiętany przy logowaniu się na stronie mojego banku. Ups...A przelewy do zrobienia.
Rzuciłem parę nieprzyjemnych słów, przekopałem mieszkanie w poszukiwaniu tego, czego i tak wiedziałem że nie odnajdę ( czyli tej zasranej karteczki na której mogłem mieć zapisany ten nr. ), po czym odpuściłem. Pomyślałem - nic to chłopie, podejdziesz jutro do Rotundy w centrum i sobie ten numer wyciągniesz. Proste jak drut.
Zawsze jak mam iść do banku, to już jak tylko wstanę rano jestem zły niczym pies. Wiem, że choćbym nie wiem jak się starał to spotkają mnie tam jakieś kłopoty. Wchodzę do Rotundy w odowiednim więc nastroju. Jako make-up: żądza mordu na pysku. Na szczęście nie było kolejek bo bym tę budę rozniósł w pył.
Podchodzę do wolnej niuni przy ladzie. Mówię o co mi biega. Niunia mówi, że prosi o mój dowód. Podaję. Bierze go i coś tam zaczyna klikać. Nie wiem gdzie mam się patrzeć - czy na te krostki które sobie wypieła stanikiem i dumnie pokazuje każdemu kto ma na to ochotę, czy może na ten obraz nędzy i rozpaczy zwany bankiem.
W tle tych rozmyślań słyszeć zaczynam jakieś niepokojące piknięcia wydobywające się z jej komputera. Oho - zaczyna się, pomyślałem.
"Proszę pana, pański dowód osobisty jest nieważny" - mówi do mnie z uśmiechem godnym ameby niunia. Zemdlałem, wstałem, znów zemdlałem, po czym ostatecznie wstałem jeszcze raz. Słucham?
Niunia podsuwa mi mój dowód i pokazuje coś o czego istnieniu nie miałem dotąd zielonego pojęcia, czyli datę ważności dowodu osobistego. 22 listopada 2011. Pański pociąg odjechał niemal dwa miesiące temu panie MarcinKK. Wiecie że dowody osobiste mają jakąś datę ważności? Co ja ku..a jestem? - majonez jakiś czy co?
Wyszedłem stamtąd i udało mi się jak dotąd nikogo nie zabić. Co zresztą nie niosłoby żadnych konsekwencji. Bowiem wg. prawa jestem no-name. Moge robić co mi się żywnie podoba. Cudownie.
Czarek uświadomił mi że dziś jest 13-ego i piątek. Co mi tam - ja się urodziłem 13-ego w piątek ( serio piszę ) i jakoś żyję. Mam to nawet wpisane w moim nieważnym dowodzie.
Teraz tylko czeka mnie kilkanaście wizyt w jakimś miłym urzędzie ds. wszelakich idiotyzmów. Śledźcie kroniki kryminalne.



Komentarze
Pokaż komentarze (33)