Tak, tak, znów będę marudził i się bezsensownie czepiał. Tak właśnie będzie, tak naprawdę nie powinniście już ze mną w ogóle rozmawiać. Cóż jednak mam począć, muszę, po prostu muszę wyrzucić z siebie, wprost na Wasze głowy, kolejną stertę mych miernych przemyśleń.
Otóż już od bardzo dawna miałem zamiar napisać o pewnym corocznym zjawisku społecznym, które nazwałem kiedyś roboczo – narciarskim snobingiem. Na czym polega narto-snobing? Otóż nie wiadomo dokładnie na czym, to struktura dosyć skomplikowana, jest to zespół wielu różnych aspektów możliwych do łączenia w przeróżne kombinacje. Tym trudniej zjawisko to właściwie scharakteryzować, gdy samemu nie należy się do tej – pardon wrażliwcy ale innego, lepszego określenia póki co znaleźć nie umiałem - narciarskiej sekty moon. Mogę polegać więc tylko na tym co usłyszę bądź od znajomych, bądź wychwycę gdzieś w komunikacji miejskiej. Na tym więc oparłem się czyniąc poniższą charakterystykę.
Z tego co ustaliłem pierwszym, najważniejszym i koronnym zarazem dowodem na to, iż ktoś z kim mamy w danym momencie do czynienia należy do sekty narciarskiej, jest to że o tym mówi. Jeśli ten ktoś pyta Was ze swoistą przynależną temu pytaniu oczywistością, tak że pytanie to zdaje się być wręcz z samej swej natury czysto retoryczne, o to czy „byliśmy już w tym roku na nartach?” powinniście wówczas natychmiast uruchomić wszystkie ośrodki alarmowe w Waszych głowach. Tak, bez wątpienia stoi przed wami narciarski snob. Uwaga! Baczność!
Bowiem w sekcie narciarskiej przede wszystkim o nartach się mówi. Cała reszta, o której za chwilę, stanowi już tylko pochodną, a nierzadko też i bywa ta reszta dla narciarskiego snobera po prostu smutnym kosztem jaki musi niestety uiścić w zamian za należenie do narciarskiej snobistycznej kasty. Kosztem tym może być np. sama konieczność faktycznego pojechania w te góry, wydania tam mnóstwa pieniędzy, stracenia cennego czasu na zjeżdżanie z góry na dwóch kawałkach desek i późniejszego - to zdaje się być chyba najcięższym zadaniem dla snobera - przekonywania samego siebie iż w istocie była to świetna zabawa. Oczywiście wszystkie te koszta bledną w momencie, kiedy można w końcu zapytać kogoś napotkanego ze znajomych: „a czy Ty byłeś już w tym roku na nartach?”. Czyż to nie wspaniałe?
Snobing narciarski, jak już powyżej napisałem, polega głównie na mówieniu i opowiadaniu. O cenach nart, wyciągów, o jakości stoków, o dobrych schroniskach, o nowej generacji gogli, oraz o konieczności wymiany kombinezonu ( bo ten np. gdzieś tam się popruł nieco - tu można, albo i należy wręcz, opowiedzieć o jakiejś mrożącej krew w żyłach przygodzie ze stoku – np. jakimś upadku z którego ledwo uszło się z życiem – nawet gdyby po prawdzie było to zwykłe tzw. „klapnięcie na dupę” ). W tym wszystkim potrzebna jest nutka polskiego narzekactwa i nie zawadzi dodać do kompletu opowieści o tym jak to było „ciężko na Zakopiance”. Potem należy koniecznie dodać, że „nie ma to jak Ałstria i Włochy”.
Trudno – też już jak wspominałem – tak łatwo określić i spisać w punktach istotę narto-snobingu. Jest to bowiem materia bardzo amorficzna, usadowiona pomiędzy charakterystycznie wypowiadanymi kwestiami i ozdabiana tu i ówdzie specyficznymi gestami, bezdechami i rzucaniem oczu w lewo i w prawo. Wyrasta z pomiędzy tych kwestii często nie do końca sprecyzowana, acz jednak wyraźna i klarowna apoteoza dobrej zabawy odbywającej się gdzieś na stokach, podlanej nieco alkoholem, a przede wszystkim spędzanej w jednorodnym towarzystwie, które w ten narto-snobistyczny sposób wspólnie koronuje swój niedawny akces do klasy średniej.
Oczywiście – jak każdy ustrój o charakterze totalitarnym ( bo czyż narto-opresywność nie jest czymś na kształt totalitaryzmu?) charakteryzuje się ciągłą zmiennością i nieustannym rozwojem. Hitem ostatnich sezonów jest wciąganie do owej narto-sekty dzieci. Bidne dzieciątka, które z chęcią z tej góry by się po prostu sturlały, bądź w potężnym hałasie uroczych pisków i wrzasków zjechały z niej na drewnianych sankach albo na emaliowanej misce, i tak chcąc czy nie chcąc, mają przypinane do nóżek małe nartki, ubierane są one w małe kombinezoniki i dostają do rączek małe kijaszki do narciątek. Wszystko po to aby móc potem zaskoczyć napotkanego znajomego opowieścią o tym, jak to „moje dziecko ma dopiero 1,5 roku i już zjechało z Gubałówki czy skądś tam”. Po takiej opowieści żaden as z rękawa wypaść przeciwnikowi już nie ma prawa i można powiedzieć tylko „ że jest już pozamiatane”.
Jako że proceder ten postępuje dość żywo i przybiera postać niekończącego się nigdy pościgu za nowością, tak tylko czekać pierwszego porodu na stoku i pierwszego szusowania w świecie, odbytego przez świeżo powity płód jeszcze na pępowinnej uwięzi. Jak sądzę ten kto wymyśli kombinezonik poporodowy i gogelki noworodcze zbije na tym niewątpliwą fortunę.
Czarną stroną narto-snobingu, wszak najczęściej ukrywaną za parawanem opalonej od alpejskiego słoneczka i uśmiechniętej od ucha do ucha buzi narto-snobera, są kontuzje. Pękają zastałe od całorocznego zasiadania za biurkami kości, rwą się zmurszałe ścięgna oraz kwitną na ciałach sine ślady. Oczywiście doświadczony narto-snober i to przekuje w swoją korzyść. Paradowanie potem o kulach po biurze, jeszcze w fikuśnej górskiej czapce, z nogą wciśniętą w gips pomalowany markerami przez narto-ziomków, może stanowić po prostu dowód na kolejny osiągnięty level w narto-snoberskiej hierarchii przez rzeczonego kontuzjowanego. Taki snober otoczony jest nimbem tego, który taką oto ciężką kontuzją okupił swą przynależność do tych którzy są normalni i europejscy. Aż się same ręce składają do oklasków w obliczu takiej oto ofiarności i odwagi.
Na tym zakończę ten pokrótce stworzony raport. Jeśli pojawią się tu komentujący, wszyscy powinniśmy wzmóc naszą ostrożność. Może być tak że będziemy za chwilę uświadamiani że jesteśmy wsteczniakami bez nart w piwnicy, że w ogóle się nie znamy, zazdrościmy i w ogóle jesteśmy dziwni. Bo przecież narty są super i jeśli nie jeździmy na nartach tracimy bardzo dużo.
Stwórzmy teraz solidny kordon i trzymajmy się mocno. Najlepiej za ręce.
470
BLOG



Komentarze
Pokaż komentarze (18)