Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
330
BLOG

Wiosny..

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Rozmaitości Obserwuj notkę 5

 

Mój organizm jest dość specyficznie zestrojony z naturą. Jesień bowiem wyczuwam już w połowie sierpnia, kiedy słońce wtedy jeszcze mocno po letniemu praży, podczas gdy ja już wtedy widzę wokół siebie pierwsze oznaki zbliżającego się kolejnego cyklu. Słyszę jak robaczki coraz głębiej wkręcają się w glebę, liście na drzewach szumią już nieco inaczej, a przelatujące mi nad głową ptaki też już nie są wtedy takie jak powiedzmy w czerwcu, a raczej zdają się być powoli ogarniane przed-podróżowym stresem.

Tak samo mam zimą. Już w lutym, w co oczywiście nikt mi nie wierzy, z wolna przestawiam się na tryb wiosenny. Wiosnę słyszę w specyficznym odgłosie uderzających o parapet kropel, a kiedy wyjdzie słońce, to mam już tę wiosnę niemal na wyciągnięcie ręki. Kiedy jestem wśród przyrody, widzę dobrze że narastają gorączkowe przygotowania ekosystemu do wiosennego Powstania, które jak co roku zakończy się pełnym i bezprzykładnym sukcesem. Nikt mnie wtedy nie przekona, że nie zaczyna się już wiosna.

Do tego stopnia od dziecka uwielbiam ten wiosenny comeback, że często zdarzało się mi widzieć w śnie jedynie, tuż przed moimi oczami kołyszące się w lekkiej i rześkiej bryzie soczysto-zielone liście topoli, wydające przy tym wspaniały dla uszu szelest. Jakież okropne było wówczas bolesne przebudzenie i uświadomienie sobie że jeszcze trzeba na ten cud natury poczekać, brodząc dzień w dzień na przemian to w chrupiącym śnieżysku, to w  ohydnym błocku.

W tym roku wyjątkowo łaknę wiosny i odliczam na krawieckim centymetrze, niczym więzień w celi, kolejne przybliżające nas do niej dni. Niechże już ta zima pójdzie precz, niech da się wyjść wreszcie w pole i wypełnić płuca krystalicznym wiosennym powietrzem wymieszanym wraz z czadem wypalanych liści.

Wtedy jedyne co zrobię to najpierw wsiądę na rower, rozpędzę się i wjadę centralnie w jakiś opączkowany krzaczor, skąd wylezę wkrótce, dzierżąc w łapie niczym trofeum solidny pęk bazi z wypisanym bananem na twarzy. Potem wsiądę w pociąg i pojadę prosto do Pragi, gdzie powłóczę się leniwie z gołą głową, usiądę sobie na Starym rynku i pijąc kawkę spoglądał będę tylko i wyłącznie na zimowo blade jeszcze łydki Prażanek. Ot, co.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Rozmaitości