eska.pl
eska.pl
Pandorra Pandorra
473
BLOG

Po ile jedna sztuka polskiego ambasadora?

Pandorra Pandorra Polityka Obserwuj notkę 5

Po chwilowym zachwycie mediów nad luzackim stylem polskiego ambasadora w stylu Gangnam, po zachwycie nad nowym sposobem promowania Polski w Chinach zapadła głęboka cisza. Dziś już nikt do tematu nie wraca, zapewne dlatego, że okazało się, że to nie była promocja Polski tylko promocja prywatnego chińskiego klubu. Zwykła reklama, w której wziął udział polski ambasador, polscy pracownicy ambasady oraz sama polska ambasada jako budynek.

W notce szczurbiurowy.salon24.pl/475044,niewyobrazalny-skandal-z-polskim-ambasadorem-w-chinach
mnóstwo blogerów s24 zarzucało oburzonym brak luzu. Kilka cytatów:

MAIA14:
"Ale o co chodzi?
Nie był pijany, dobrze zatańczył i pokazał, że Polacy też potrafią mieć trochę luzu."
"I szczęśliwie, również pośród naszych ambasadorów zdarzają się ludzie z poczuciem humoru."

WNYK:
"Ale pisowska Wolska to zgarbiona pod wiecznym ciężarem zmęczona zrzęda. Nie dla Niej wesołość kibiców Euro 2012, spiew podchmielonych Irlandczyków czy taniec ambasadora."

Janina Jankowska:
"Skąd Pan wie, czy udział w tym klipie przez Chińczyków nie jest odebrany jako wyraz zbliżenia, więzi, przyjaźni z tym narodem? Po co Pan uruchamia te wielkie symbole i biednego ambasadora żyletą po oczach? Take it easy. Mnie się klip i ambasador podobał. Myślę, że tym wystąpieniem zyskał sympatię Chińczyków i w efekcie ( jeśli ma poczucie misji) może wiele dobrego zrobić dla Polski."

Łukasz Warzecha:
"Oburzenie przesadzone i rytualne. Ani skandal, ani niewyobrażalny. Ambasadorowie od tego są, żeby promować swoje kraje na różne sposoby."


I pytanie do zachwyconych tańcem ambasadora Chomickiego: nadal uważacie, że to świetna promocja Polski? Tylko gdzie w tej reklamówce jest mowa o Polsce?
"Be my Guest" to klub biznesowy a nie zaproszenie do naszego kraju...

Zachwyconym polecam wypowiedź blogerki związanej z Chinami. I nawet nie będzie o chińskiej kulturze, bo ten argument do zachwyconych nie trafił:


"Spoglądam raz jeszcze na filmik i w pełni do mnie dociera, co mnie w nim tak naprawdę poruszyło. I nie jest to bynajmniej kwestia, czy Ambasadorowi przystoi tańczyć Gangnam czy nie, czy to jest fajne czy niefajne, czy ambasadorski taniec to dobry sposób na promocję ojczyzny czy nie.  Jeśli coś spowodowało moje szybsze bicie serca, to to, że ten filmik to w istocie reklamówka dwóch chińskich podmiotów (a konkretnie jednego towarzystwa i jednej firmy), których szefowie przedstawiani są na początku filmiku i w których towarzystwie Pan Ambasador tańczy. Nazwę towarzystwa (angielską – “By My Guest”), tego, które wyprodukowało filmik (tak więc spokojnie, nie za nasze, uff…), nasz Ambasador w jednym z ujęć klipu pięknie wykaligrafuje. Tak, “By My Guest” to wcale nie nowe hasło do promowania Polski w Chinach, za pomocą którego teraz mielibyśmy zapraszać chińskich gości do siebie.

Jak możemy się dowiedzieć ze strony Be My Guest – 尚客私享家 – jest to jednostka, która zajmuje się organizowaniem eventow dla high society – “zagranicznych polityków, dziennikarzy, ludzi sztuki”. Co miesiąc By My Guest organizuje ekskluzywna imprezę, w której udział “może wziąć jedynie 30 do 40 najwyższej rangi ludzi polityki, sztuki czy mediów – zarówno z Chin, jak i z zagranicy”.  Ujęcia z wnętrza jakiejś europejskiej ambasady, roztańczonego ambasadora egzotycznego kraju (może nie potęgi, ale zawsze) i dziewczyn w europejskich strojach z pewnością dodają przekazowi wiarygodności. Przekazowi towarzystwa 尚客私享家 . Po angielsku Be My Guest. Mówiliśmy “zagraniczni politycy”? Lepiej po prostu popatrzcie, jak się z nami bawią!

Druga z jednostek zajmuje się obróbką kamieni szlachetnych, jej szef zostaje też przedstawiony jako prezes fundacji I Do, działającej na rzecz dzieci z grup nieuprzywilejowanych. Dzieci i szkoła pojawiają się w filmiku, natomiast próźno szukać gdziekowiek informacji, że filmik w jakikolwiek sposób jakiekolwiek dzieci wspomaga. Oficjalny podpis pod klipem: “zebrali się, aby radośnie melodeklamować, energetycznie tańczyć, jedynie po to, aby cieszyć się i przekazywać dalej swoją własną radość”.  I szef tej firmy, podobnie jak i szef Be My Guest, wywija radośnie w takt koreańskiego hiperprzeboju. Oni mają powód – reklamują swoje produkty i usługi.

A nasz Ambasador? Nasza Ambasada? Nasze tańczące dziewczyny? Oni są ilustracją do przekazu reklamowego. Dwóch chińskich podmiotów."


Więcej na:
zachinyludowe.net/

Blog gorąco polecam, nie tylko ze względu na aferę z ambasadorem ale to zwyczajnie bardzo ciekawy, bardzo dobrze prowadzony blog.

 

Powtarzam pytanie do zachwyconych: gdzie w tej reklamie jest promocja Polski?


 

Pandorra
O mnie Pandorra

Bamberka

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka