W cieniu raportu Maciarewicza przemyka inicjatywa sejmowa doprowadzenia do obowiązku jazdy na światłach przez cały rok. Ręce opadają mi jak płetwy, gdy widzę jak awangarda Postępu znowu w imię „słusznej sprawy" usiłuje uszczęśliwić ludzkość za moje pieniądze. Oczywiście argumenty są nie do odparcia BEZPIECZENSTWO, DZIESIATKI ISTNIEŃ LUDZKICH ITD. ITP. (Argumenty przeciw na pewno przypomni JKM, więc zajmę się trochę innym aspektem)
Dlaczego kochani posłowie nie zajmą się np. zmianami w służbie zdrowia?. To na pewno przełożyłoby się na większą liczbę uratowanych i zadowolenie pozostałych, którym utrata życia nie groziła, ale przyszli choćby po badania przydatności do zawodu.
Odpowiedź wydaje się prosta. Taka ustawa to skomplikowana materia, miesiące ustaleń, trzeba by się napracować wgłębiać w temat, szukać źródeł finansowania... A jeszcze by się okazało, że zmiany figę dały, a spodziewany efekt propagandowy jest wręcz ujemny.
Tutaj zaś wszystko proste. Koszty (jak obliczył Dziennik chyba, ok. 40 zł rocznie poniesie kierowca, da się bezspornie wykazać o ile zmalała liczba śmiertelnych wypadków. Najwyżej ogłosi się to po miesiącu, w którym panowały wyjątkowo dobre warunki na drogach i statystyka jest niska. A robota żadna - kilka słów w istniejących przepisach trzeba zmienić. Trochę ropy więcej się sprowadzi (ORLEN zarobi, Putin się ucieszy, a min. Gilowska podniesie akcyzę żeby znaleźć pieniądze na dodatkowy import). Cóż POstęp musi kosztować!
Na szczęści PiS zapowiada, że zblokuje ustawę w Senacie. I za to ich lubię! Co tam raport 300 stron nudy.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)