Dzisiejszy PULS WIECZORU skłonił mnie do takiej refleksji:
Wciąż przegrywamy bitwę o pamięć. Nieustanny konflikt i wzajemne wycinanie się w polityce niestety przekłada się na historię, sztukę i inne dziedziny.
Dlatego brak dzieł opisujących Sierpień i 4 czerwca. A przecież była tradycja Człowiek z żelaza, wcześniej Człowiek z marmuru. Jeśli nie umiemy dojść do spójnej wizji tych czasów, a na łamach salonu24 widać, że nie umiemy, to niech powstaną filmy czy książki próbujące opisać stanowiska w tej narodowej dyskusji.
To byłby nawet świetny chwyt marketingowy. Powstają dwa filmy na temat np. Okrągłego Stołu. Jeden reprezentujący punkt widzenia Gazety Wyborczej drugi choćby Solidarności 80. Za realizację biorą się najwybitniejsi reżyserzy. Lech Wałęsa wycofuje swoje nazwisko z jednego scenariusza. Anna Walentynowicz popiera drugi. Robi się medialna zadyma na skalę międzynarodową. W związku z tym filmy zyskują darmową reklamę. Zwolennicy obu wizji zwierają szeregi i jak jeden mąż idą do kin, więc frekwencja bije wszelkie rekordy (także w skali europejskiej). Jeden film wygrywa festiwal w Gdyni, drugi ociera się o Złotą Palmę.
Moskwa odtajnia dokumenty zdające się przechylać szalę prawdy historycznej na korzyść jednego, na to CIA organizuje przecieki podważające wiarygodność tych informacji. I Tak dalej i tym podobne (brak mi już wyobraźni).
A tymczasem, co mamy? Niemiecki reżyser kręci film o polskich sprawach i nikt z kraju się w to nie włącza, żeby, choć własną pieczeń upiec przy tej okazji. Jeszcze na koniec się na niego obrazimy robiąc mu tym reklamę, a w świadomości świata pozostanie, że pijani Polacy wywołali awanturę, która dzięki dalekowzrocznej polityce Niemiec i wielkoduszności Gorbaczowa skończyła się upadkiem Muru Berlińskiego.
Anna Walentynowicz powinna dać twarz temu dziełu nawet gdyby tam były same głupoty i kłamstwa, zgodnie z zasadą: „Dobrze czy źle, byle nazwiska nie przekręcali”. Skoro sami nie potrafimy zadbać o pamięć Solidarności, trzeba korzystać z każdej okazji.
Widz na zachodzie i tak o szczegółach zapomni, a skojarzenie z Polską by mu zostało. Oni naprawdę nie przywiązują takiej wagi do historii.
Karygodne jest, gdy przy każdej kolejnej rocznicy będziemy mieli spektakle obrazy, bo ktoś kogoś nie zaprosił, a inny zaproszony odmówił przybycia. "Ileż trzeba czekać aż się przedmiot świeży jak figa ucukruje, jak tytuń uleży?" (Zgadnij koteczku: z czego to?)
Na razie jesteśmy na etapie Powstania Warszawskiego.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)