HGW w dzisiejszym wystąpieniu stwierdziła rzecz dla mnie zdumiewającą. Mianowicie ni mniej ni więcej to, że jedna z ulubionych czynności ludzkości od zarania dziejów jest działaniem całkowicie bezpłodnym. Wkażdym razie w wykonaniu zwolenników PiS-u. Zdaniem Pani Prezydent zajmują się oni typowym szkodnictwem i wtykaniem kijów w szprychy władzom samorządowych Wawy. Jednak na nic to, bowiem dzielna Rada niestrudzenie pracuje nad szczęściem mieszkańców miasta. Zbulwersowany sięgnąłem do literatury i natrafiłem na dwie teorie.
Pierwsza, sformułowana przez Stanisława Lema mówi, że wdzisiejszych czasach często właśnie o to chodzi, aby z bzykania nic nie wyszło. I liczy się tylko przyjemność partnerów. Co bardzo by pasowało do dzisiejszego stanu stosunków między PiS i PO.
Druga, bardziej optymistyczna to stwierdzenie Kubusia Puchatka, że jedynym powodem bzykania jest to, że jest się pszczołą, a pszczołą jest się po to by robić miód. Co mnie osobiście bardziej by interesowało. Mniam! ;-)
Ajak Wy to widzicie?


Komentarze
Pokaż komentarze