Wygląda jednak na to, że europejska machina radzi sobie jak dotąd dość dobrze bez konstytucji. Prawodawstwo unijne postępowało w ubiegłym roku prawie tak samo jak dziesięć lat temu. W 2005 i 2006 r. wypływ dyrektyw, przepisów, raportów „zielonych ksiąg” i komunikatów utrzymał tempo 2,8 tys. rocznie...
Jeśli Sz. P. Redaktor AM. potrzebuje płacić zagranicznemu autorowi za takie mądrości, to nie zdziwi mnie żadna krytyka pod adresem GW, ani jej rychły upadek finansowy, bo moralny i merytoryczny już się chyba dokonał. Tu udaję się do miejsca, w którym wartość papieru, na którym wydrukowano te bzdury daje się jeszcze jakoś ocalić.
Powyższe to jednak tylko pretekst do szerszych rozważań.
Zapewne wielu czytelników przemiele ten tekst wzrokiem i w ich umysłach pozostanie krzepiąca konstatacja – UE ma się dobrze i zmierza do świetlanej przyszłości. Niestety wiele takich informacji atakuje naszą podświadomość wykorzystując nasz brak czasu i niechęć do krytycznego myślenia w mózgu zmęczonego 8-mio godzinnym wysiłkiem.
A co z tego akapitu wynika? Ze rak biurokracji w UE ma się dobrze i nic go nie powstrzyma. Z konstytucją czy bez zadowoleni z siebie Gilesi M. będą dalej tworzyć tysiące przepisów raportów itp. nie oglądając się na ich sens i przydatność. Zwróćmy uwagę, że za sukces przyjmuje się tutaj nieprzerwany wypływ papieru. Nie odnosząc się do tego czy któraś z dyrektyw rzeczywiście doprowadziła do rozwiązania jakiegoś problemu, załatwienia sprawy, uproszczenia życia mieszkańcom Europy.
Czytając takie teksty traci się wiarę w sens integracji. Tym bardziej jeśli jednocześnie słyszy się, że KE zajęła się łaskawie zmuszeniem wszystkich Europejczyków do wymiany żarówek na energooszczędne (oczywiście na ich koszt zapewne), a w tak naturalnej sprawie jak przepisy drogowe w krajach UE obowiązuje pełna dowolność i każdy kraj może sobie zastawić dowolne pułapki na kierowców spoza swojego obszaru granicznego mimo, że będą się oni posługiwać jednym paszportem i jednym prawem jazdy do uzyskania którego nie muszą znać kodeksów drogowych pozostałych państw. Gdzie tu logika?
PS Sprawa żarówek pokazuje, że miałem rację w swojej niechęci do wprowadzania obowiązku jazdy na światłach cały rok, jeśli nie protestujemy dołożą nam więcej takich rozwiązań, w każdej koszt niby minimalny, ale to się sumuje, a przy takiej nadprodukcji pomysłów biurokratów żadnej pensji nie starczy.
Pozdrawiam wszystkich, którzy raczą to skomentować lub tylko przeczytać.


Komentarze
Pokaż komentarze (13)