Od kilku dni eksploruję swój nowy nabytek: 22 płytowy album Jacka Kaczmarskiego. Wstrząsające przeżycie. Wydawało się znam tę twórczość... (Kiedy byłem szczeniakiem nie wypadało nie znać Murów, Obławy, i tu mógłbym długo wymieniać. Każde nasze spotkanie - prowincjonalnych oazowców - nie obywało się bez tych piosenek.) A jednak niespodzianka. Nawet zapamiętana z jakiegoś szczególnie barwnego wesela fraza „A my damy w banię, a my damy w szyję. Człowiek z pawiem na kolanie dowie się, że żyje.” Okazała się być jego autorstwa.
Dziś szczególnie poruszył mnie utwór poświęcony Dylanowi. Pozwolę go sobie wkleić tu ze strony poświęconej Kaczmarskiemu (link w polecanych).
Ocean w nas śpi
I horyzont z nas drwi
Płytka fala fałszywie się mieni
A prawdziwy jest rejs
Do nieznanych ci miejsc
Kiedy płyniesz na przekór przestrzeni
I na tej z wielu dróg
Po co ci para nóg
I tak dotrzesz na pewno do końca
Nie potrzebny ci wzrok
Żeby wyczuć swój krok
I nie musisz wciąż radzić się słońca
Wielbicieli i sług
Tłum ci zawisł u nóg
To wolności twej chciwi strażnicy
Zaprowadzisz ich tam
Gdzie powinieneś być sam
Z nimi żadnej nie przejdziesz granicy
Zlekceważą twój głos
Którym wróżysz im los
Od jakiego ich nic nie wyzwoli
Bo zabije ich las
Rąk co klaszczą na czas
W marsza rytm co śmierć niosąc nie boli
Patrz jak piją i żrą
Twoją żywią się krwią
I żonglują słowami twych pieśni
Lecz nic nie śni im się
A najlepiej wiesz że
Nie istnieje wszak to co się nie śni
By przy śmierci twej być
Płakać śmiać się i drwić
To jedyny cel twojej eskorty
Oddaj komuś rząd dusz
I na własny szlak rusz
Tam gdzie żadne nie zdarzą się porty
Mówić będą żeś zbiegł
Ale wyjdą na brzeg
I zdradzieckie ci lampy zapalą
Ale ty patrząc w dal
Płynąć będziesz wśród fal
Aż sam wreszcie staniesz się falą
Jacek Kaczmarski
1985
Dylan, Wysocki, Kaczmarski. Idole mojej młodości. (Jeszcze Cohen, Simon i Gurnfunkel, ale ci mniej pasują do tezy.) Cóż znaczą teraz? Zepchnięci do niszy przez popkulturę, znikają z horyzontu naszego przeżywania i myślenia. A czym byli kiedyś? Jaką pełnili rolę?
Otóż stawiam tezę, że byli współczesnymi szamanami. Za pomocą niebywałego talentu, alkoholu lub narkotyków kontaktowali się z absolutem. Wykrywali podskórne nurty drążące społeczną świadomość, pozwalali nam się z nią skonfrontować w tekstach swoich piosenek. Uświadomić sobie dylematy epoki, abyśmy w swoim myśleniu mogli się z nimi mierzyć. Osiągnąć oczyszczenie.
Czy nie z braku takich postaci w dzisiejszym obiegu myśli wynika to, że coraz gorzej się czujemy w otaczającej nas (coraz bardziej) rzeczywistości? Ta, obecna także na salonie24, agresja?
Swoją drogą, mamy chyba kulturę matryjarchalną. Dawniej by zaimponować dziewczynom wystarczyło grać Białego misia, chłopakom – Kaczmarskiego. Chyba widać analogię.
Jak ktoś wspomniał na swym blogu właśnie minęła rocznica urodzin Jacka Kaczmarskiego. Całkiem nieświadom tego, dokładnie w tym dniu sfinalizowałem swój zakup. Myślałem, że z tej okazji bardziej utalentowani literacko blogowicze pociągną temat. Ale cisza. Sama polityka. Czyżbym coś przegapił?
PS Btw strona poświęcona Kaczmarskiemu i jego twórczości ma 3000 wejść dziennie, podczas gdy wpisów przeciętnego blogowicza na s24 nie czyta nikt, a paru tuzów nie wiem czy ma tyle wejść od początku. Więc może ta nisza jest pojemna? Warto spróbować. (Ostatnio program 3 PR udowadnia, że można wrócić do dawnych czasów - krzepiące)
PPS Tak to jest jak się nieweryfikuje informacji. Albo coś przekręciłem, albo na blogu na który się powołuję w tekście była zła data. Już nie pamiętam gdzie to było (może w komentarzach pod jakimś postem?). W każdym razie rocznica urodzin jest dopiero dzisiaj 22 marca. Nie zmieniam wpisu, bo świadczy przynajmniej o tym,że nie piszę koniunkturalnie.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)