Czasem krótko, czasem na temat
Blog reaktywowany po 10 latach. To dużo czasu. Będzie inaczej i raczej o czym innym niż w roku 2011 :-)
1 obserwujący
8 notek
4979 odsłon
  550   2

Refleksje po lekturze książki "Czy warto umierać za smartfona?"

Nie ukrywam, że zamawiając książkę Krzysztofa Zanussiego „Czy warto umierać za smartfona”, oczekiwałem czytelniczej uczty, licząc iż dzieło to może stanowić istotny intelektualny wkład w dyskusję o kondycji i perspektywach współczesnego człowieka w ogóle, a naszej cywilizacji w szczególności. Być może zmanierowany wysokim poziomem rozważań takich autorów, jak chociażby Jacek Bartyzel, Wojciech Roszkowski czy Marcin Libicki, zbyt wysoko ustawiłem poprzeczkę własnych oczekiwań, bowiem lektura książki Zanussiego przyniosła spore rozczarowanie. Do tego stopnia, że ciężko było mi doczytać ją do końca. I bynajmniej nie ze względu na nieciekawy styl, bo książkę pod względem czyta się przyjemnie. Jednak zdecydowanie nie dla ciekawego stylu autora sięgnąłem po tę publikację. Szukałem intelektualnego wyzwania, którym zdecydowanie ta książka się nie okazała. Ostatecznie książkę doczytałem do końca, jednak wyłącznie z powodu złożonej kilku osobom obietnicy przekazania mojej opinii.

Nie zarzucam autorowi braku erudycji, a tym bardziej dobrych intencji, czy nawet wielu trafnych intuicji. Problem polega jednak na tym, że zamiast próby spójnego i możliwie pełnego spojrzenia na kondycję naszej cywilizacji i współczesnego człowieka, otrzymujemy jedynie antologię dykteryjek, osobistych anegdot, futurystycznych przepowiedni i dość luźnych przemyśleń autora, mniej lub bardziej ciekawych, mniej lub bardziej ze sobą powiązanych, na pewno jednak nie prowadzących rozważań w żadnym konkretnym kierunku. Na samo tytułowe pytanie „Czy warto umierać za smartfona”, które w moim odbiorze jeszcze przed lekturą mogło być próbą prowokacyjnego wstępu do poważnych rozważań, autor stosunkowo szybko sam sobie udziela odpowiedzi, że nie warto. Odpowiedzi banalnie oczywistej, ale w istocie nie poprzedzonej żadnym poważnym rozważaniem, którego czytelnik ma prawo się spodziewać.

O ile celem rozważań z pogranicza filozofii, politologii, socjologii czy innych nauk humanistycznych i społecznych, przynajmniej tych które roszczą sobie prawo poważnego wkładu w dyskurs o człowieku i cywilizacji, nie musi a nawet nie może być udzielenie odpowiedzi na wszystkie istotne pytanie, o tyle samo stawianie pytań istotnych powinno być fundamentem. Tego w książce Zanussiego zdecydowanie zabrakło. Nawet jeżeli autor nie rości sobie prawa do naukowości, z premedytacją przyjmując styl publicystyczny, skierowany do masowego czytelnika, oczekiwałbym znacznie więcej niż zaledwie niespójnego ślizgnięcia się po kilku, niekoniecznie najistotniejszych dla omawianego zagadnienia aspektach.

Zaskoczyło mnie, a wręcz zirytowało, szczególnie w kontekście plasowania się Zanussiego w kręgu pisarzy chrześcijańskich, wyjątkowo nieprecyzyjne operowanie aparatem pojęciowym w zakresie fundamentalnych dla naszej cywilizacji wartości. Przykładem jest zagadnienie wolności, którą autor sprowadza w zasadzie do robienia tego na co się ma ochotę. W tym kontekście Zanussi sygnalizuje m.in., że w imię miłości ograniczamy naszą wolność. Tym samym autor przedstawia wolność jako antagonistę lub co najmniej ofiarę miłości, podczas gdy w istocie miłość jest apogeum i apoteozą wolności, jej pełnią i urzeczywistnieniem. Świadomie lub nie, ale w ten właśnie sposób autor prezentuje mocno spłycone, żeby nie powiedzieć infantylne spojrzenie na wolność.

Zresztą istotnych cywilizacyjnie zagadnień, które poprzez zaledwie ślizgniecie się autora po nich, zostały mocno spłycone jest więcej. Kolejnym przykładem jest praca. W miarę snucia przez autora futurystycznych wizji o zaniku konieczności ludzkiej pracy w wyniku zastąpienia człowieka przez maszyny i ustanowienia przysługującego każdemu wynagrodzenia obywatelskiego wypłacanego przez rząd, autor pomija w zasadzie całą głębie wymiaru pracy, wykraczającego poza konieczność zapewnienia bytu sobie i rodzinie oraz wypełnienie czasu w ciągu dnia. Takich przykładów mocnego spłycania zagadnień jest znacznie więcej.

Czy warto zatem sięgnąć po książkę Krzysztofa Zanussiego? Odpowiem niejednoznacznie. Jeżeli macie dużo wolnego czasu i zadowolicie się zgrabnie napisanym zbiorem dykteryjek i przemyśleń, często trafnych lub co najmniej ciekawych, okraszonych znaczną liczbą naprawdę ciekawych anegdotek, możecie śmiało sięgać po tę lekturę. Jeżeli jednak, podobnie jak ja, z powodu nieustannego braku czasu, musicie dokonywać rygorystycznej selekcji lektur, ograniczając się do tych najbardziej wartościowych, wybór „Czy warto umierać za smartfona” może was rozczarować i pozostawić, tak jak mnie, z poczuciem zmarnowanego czasu.


Lubię to! Skomentuj3 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura