Ciągle mi chodzą po głowie te słowa Kalisza, żeby się już nikt nie ważył nazywać ich postkomunistami! Powinni oni teraz przyjąć te słowa Kaczyńskiego z zadowleniem chyba... ? Zresztą sami przeczytajcie:
"Niech nikt nie mówi o nas »postkomuniści« w: Polska, /24.04.2010/ Z Ryszardem Kaliszem rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki.
Zasypane zostały jakieś ważne podziały?
Tak. Powiem mocno: wszyscy, także my w SLD, jesteśmy ludźmi wolnej Polski. Ale po tej tragedii niech nikt nie waży się mówić o nas postkomuniści. Pomijając, czy były do tego podstawy, bo moim zdaniem nie było, to myślenie zostało całkowicie zanegowane przez tę tragedię smoleńską.
To gdyby ktoś na Pana albo na kolegów z SLD mówił "ty komuchu", to co?
To jakby nie miał szacunku dla grobów i tragicznie zmarłych. Dla nas, ludzi lewicy, Katyń też jest i zawsze był symbolem.
Jarosław Kaczyński przecież na to dokładnie odpowiedział, uznał wczoraj kultywowanie starych podziałów i nazywanie ludzi lewicy postkomunistami za niepasujące do obecnej sytuacji po tragedii smoleńskiej, niegodne i szkodliwe. Zapowiedział, że odtąd będzie nazywał ich ludźmi lewicy, z szacunkiem.
I natychmiast odezwały się głosy oburzenia, fala potępienia, powątpiewania w szczerość intencji, protesty. Jak to jest? Sami ze sobą się nie mogą zgodzić? Z własnymi myślami tak się biją? Jak Kwaśniewski powie, że jest lewicowcem, to jest, a jak to samo powie o nim Kaczyński, to już nie jest? Sprawa Kalisz kontra Kalisz? Sami powątpiewają w tę swoją lewicowość?