0 obserwujących
72 notki
44k odsłony
  262   0

Białek: Realne, czyli polskość.

Przedostatni rozdział książki Jana Sowy pod tytułem „Fantomowe ciało króla. Peryferyjne zmagania z nowoczesną formą” kończy się tymi słowami:

Jakkolwiek złowrogo brzmieć może podobna diagnoza dla współczesnych Polaków, Węgrów, Słowaków, Czechów lub Litwinów, Europa byłaby stabilniejsza, gdyby osobliwą „międzystrefą” oddzielającą Wschód od Zachodu trwale podzieliły się żywioły rosyjski i germański. Tak jakby Realne wciąż domagało się Symbolicznego potwierdzenia braku, za jaki uznać należy cały region Europy Środkowo-Wschodniej. Najwyraźniej jednak Realne jest również nośnikiem sprzeczności, bo każdy faktyczny podział tej strefy okazuje się równie niemożliwy do utrzymania, co jej autonomia. I to dobra wiadomość dla Polaków, Węgrów, Słowaków, Czechów lub Litwinów. [ss. 492-493]1

Pada tu bodaj najważniejsza teza omawianej książki: Europa Środkowo-Wschodnia, a w szczególności Polska, może być określona jedynie przez brak, a konkretniej przez „brak instytucji i rozwiązań charakterystycznych dla Zachodu” [s. 35]. Polskość nie może być definiowana za pomocą żadnych pozytywnych wartości, gdyż pozytywność związana jest wyłącznie z Zachodem, nasz kraj natomiast jest niczym więcej jak „brakiem tego, co pojawiło się na Zachodzie”[s. 372]. Abstrahując od prawdziwości tych stwierdzeń, skupmy się nie na tym, co Sowa mówi o Polsce, ale jak traktuje Zachód. Europa Zachodnia jawi mu się jako homogeniczny byt, wyposażony w uniwersalne walory. Takie przedstawianie globalnego centrum i posługiwanie się dualizmem pozytywności i braku jest typową kolonialną strategią, którą próbowali demaskować badacze postkolonializmu. Powstaje więc pytanie, czy autor nie powiela kolonialnych narracji, które tak często używane są w odniesieniu do naszej części Europy.

Kolejny problem z omawianą tu książką związany jest z tezą Sowy, iż lepiej dla europejskiej stabilności byłoby, ażeby kraje międzystrefy nie były suwerenne. Nie jest to oczywiście wielce oryginalna myśl. Przeciwnie, ma ona dość długą tradycję tak u polskich jaki i zagranicznych teoretyków (i na nieszczęście – również u praktyków). Ciekawe jest jednak to, że już w zacytowanym fragmencie Sowa dostarcza argumentu, który stoi w sprzeczności z ową myślą. Skoro „faktyczny podział tej strefy okazuje się niemożliwy do utrzymania”, to o jakiej stabilności tu mowa? Co zrobić z historią ruchów powstańczych, których w Europie Środkowej było dosyć sporo? Nawet jeśli uda się nam jakoś pokazać, że są one mało istotne, to przecież i tak w żaden sposób nie ukryjemy, że nawet gdy żywioły germański i rosyjski podzielą się naszą częścią Europy, to prędzej czy później same skaczą sobie do gardeł. Nie ma tu zatem mowy o żadnej stabilnej sytuacji. Dlaczego więc Sowa stawia tezę o stabilności, której przeczy już dwa zdania później? Otóż wydaje mi się, iż autor jest – delikatnie mówiąc – sceptyczny wobec idei, że dziwne plemiona zamieszkujące obszar między Odrą a Dnieprem mogą rządzić się same. Sceptycyzm ów (a może po prostu: niechęć do polskości jako pewnej realności) sprawia, że miejscami stawia tezy, na które nie ma dostatecznego podparcia w faktach. Wygląda to jak gdyby nad chłodnymi analizami brały górę dość dziwne emocje.

Sowa przyjmuje w swojej pracy rolę nie tyle historyka, który chce po prostu opisać dzieje Polski, co psychoterapeuty próbującego zdiagnozować problemy, z którymi zmaga się polskość. Historyczne zdarzenia są symptomami, dzięki którym prawdziwa natura naszego narodu może się objawić. Przebicie się przez pozór prawdy na poziomie pojedynczego zdarzenia do realności (Realnego), która w jakiś sposób „konstytuuje” wszystkie historyczne wypadki ma mieć moc terapeutyczną. Czy diagnozy Sowy rzeczywiście mogą nam pomóc wyjść ze stanu zawinionej niedojrzałości?

Nie twierdzę, że omawiane tu problemy stanowią istotę „Fantomowego ciała króla”. Nie mam również zamiaru przekonywać, iż są to najbardziej zapalne punkty książki. Książka Sowy to ponad pięćset stron, na których dzieje Rzeczypospolitej analizowane są z perspektywy teorii historiograficznych, ekonomicznych, psychoanalitycznych, filozoficznych i politologicznych. Krakowski socjolog powołuje się na tak różnych badaczy jak: Fernand Braudel, Immanuel Wallerstein, Witold Kula, Marian Małowist, Giovanni Arrighi, Daniel Beauvois, Alain Badiou, Sławoj Żiżek, Ernesto Laclau, Perry Anderson, Ernst Kantorowicz, Edward Said, Homi Bhabha, Maria Janion, Jacques Lacan, Zygmut Freud i wielu innych. Siłą rzeczy więc różni czytelnicy będą zwracać uwagę na różne aspekty tej pracy.
 

Realne – to, co zawsze powraca

Kluczowym dla Sowy pojęciem jest koncept pochodzący od Lacana, wspomniane wyżej Realne, a wraz z nim pozostałe dwa składniki słynnej triady: Wyobrażeniowe i Symboliczne. Sowa za Badiou powtarza:

Lubię to! Skomentuj1 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale