Jeden z czołowych polskojęzycznych syjonistów Eli Barbur na czerwono straszy zbliżeniem Turcji z Europą. Sam temat na blogu tutaj tytułuje ,,coś w guście janczarstwa''.
Później przewiduje, że okręty tureckie czekałoby zatonięcie po zbytnim podskakiwaniu Izraelowi (czytaj: np. konwój i ochorona flotylii wolności). Można atakować statki z humanitarną pomocą, to czemu nie floty wojenne innych krajów. Izraelowi wszystko wolno prawda? Tylko, żeby nie było zdziwienia i żeby wspomniany autor (mieszkający w Tel-Awiwie, a więc mieście portowym) się nie zesrał, gdyby jednak ta marynarka Republiki Turcji nie została w większości zatopiona.
Eli Barbur pokpiewa sobie z tego jakoby Turcja była liczącym się graczem. To może przypomnę, że ma nie tylko armię, ale też i potencjał gospodarczy większy np. niż wszystkie kraje bałkańskie razem wzięte.
Na koniec autor zastanawia się nad losem Kurdów. Szkoda tylko, że nie zastanawia się równie mocno nad losem Palestyńczyków. Czyżby pamięć wyborcza, znaczy się wybiórcza?
p.s. Czekamy na nowy artykuł rzeczonego autora w GóWnie!


Komentarze
Pokaż komentarze (31)