nudna-teoria nudna-teoria
78
BLOG

Smoleńskie kłamstwa i manipulacje - Publikacje Gazety Polskiej

nudna-teoria nudna-teoria Polityka Obserwuj notkę 0

Towarzysze z GAPola znowu nadają. Kolejna runda odgrzewania nieświeżego, smoleńskiego kotleta. 
W tym przypadku podpisany jest Artur Dmochowski


1. Tu-154 cztery razy podchodził do lądowania, mimo że kontrolerzy nalegali, by odleciał na zapasowe lotnisko (powtarzały to wszystkie główne media 10.04.2010 r.). W rzeczywistości samolot wykonywał jedno próbne podejście do lądowania uzgodnione, a nawet wręcz zalecone przez wieżę.
To co media powtarzały, to jedno, a prawda jest taka, że żaden oficjalny komunikat nie mówił o czterech podejściach. Po prostu ktoś nie zrozumiał pojęcia czwartego zakrętu proceduralnego (na kręgu nadlotniskowym), a reszta powtarzała niczym GAPol. 

Przepisy nie znają pojęcia "próbne podejście". Ten zwrot pojawił się dopiero w stenogramie z nagrania rosyjskiej wieży. Nic nie było uzgodnione. Polski pilot postawił rosyjską kontrolę wobec faktu dokonanego. Przepis AIP Rosji ( i Polski też) mówi: "decyzję podejmuje i odpowiedzialność ponosi dowódca statku powietrznego". 


2. Prezydent Lech Kaczyński miał naciskać na załogę, by lądowała niezależnie od warunków. 
Z drugiej strony wszyscy pamiętają cyrk jaki akolici PiS urządzili po odmowie lotu do Tbilisi. Więc nacisk był, choć niewerbalny. 


3. Gen. Błasik był w kokpicie tupolewa w ostatnich minutach lotu ...
Raczej nie był na swoim fotelu, bo nie było obrażeń od pasa biodrowego. I ciekawe komu drugi pilot miałby robić wykłady z oprzyrządowania. 


4. „Śmiertelnym lądowaniem dowodził dowódca Sił Powietrznych Polski”
Czy dowodził? Raczej nie. Za to pilot musiał być pewien, że za takie przewalenie przepisów nie spotkają go reperkusje. 


5. „Gen. Błasik miał zwyczaj wchodzenia do kabiny pilotów i zajmowania ich miejsca za sterami”
Tak. Musiał w końcu swoje wykazać by zachować dodatki lotnicze. Z tej okazji wróbelki wyćwierkały, że samolotem Jak-42 przesmarował pas, kończąc dobieg na jego nieodśnieżonym odcinku. 
Poza tym istniała instytucja "lotów inspekcyjnych" za które "inspektorzy" też dostawali dodatkowe pieniądze. 


6. „Przekopywano z całą starannością ziemię na miejscu tego wypadku na głębokości ponad 1 metra i przesiewano ją w sposób szczególnie staranny” – minister Ewa Kopacz w Sejmie (28.04.2010 r.). Prawda była inna. Nie tylko nie dbano o szczątki poległych, ale wręcz niszczono wrak i miejsce katastrofy ciężkim sprzętem oraz zacierano ślady.
Były miejsca gdzie przekopywano, choćby po to by wydobyć te słynne drzwi. Szczątki jak najbardziej zebrano, a by je wydobyć trzeba było przemieszczać elementy wraku. 


7. Załoga nie znała rosyjskiego i nie rozumiała komend wieży. Przeciwnie – piloci znali ten język doskonale, ponieważ do niedawna był obowiązkowy w polskim lotnictwie wojskowym. Kpt. Protasiuk miał za sobą 30 lotów do Rosji i na Ukrainę.
Jedno zdanie, dwa debilizmy. Dowódca samolotu Jak-42 pomylił komendę "priamo" (prosto) z "w prawo", a korespondencję radiową w załodze czteroosobowej powinien był prowadzić nawigator, który w ogóle nie znał rosyjskiego. To zaś doprowadziło do przeciążenia pracą dowódcy załogi. 


8. „Jak nie wyląduję, to mnie zabije”

9. „To patrzcie, jak lądują debeściaki”
Wiele rzeczy pisano, nawet, że piloci na koniec wołali Matkę Przenajświętszą, ale nagrało się "o ku....aaaa".


10. Rozczłonkowanie samolotu na tysiące kawałków wynika z tego, że maszyna uderzyła w ziemię grzbietem (m.in. „Gazeta Wyborcza”, 2.11.2011 r.). Parametry lotu nie wskazują, żeby Tu-154 obrócił się do góry kołami. Ale co istotniejsze, nieprawdą jest, jakoby dach samolotu znacząco różnił się wytrzymałością od jego spodu. Łatwo znaleźć w internecie zdjęcia katastrof, w których uderzające o twarde podłoże w pozycji obróconej samoloty ulegały tylko wgnieceniom lub pęknięciom na kilka części, ale nie rozpadały się na kilkucentymetrowe kawałki. Wynika to z faktu, że konstrukcja samolotu opiera się na eliptycznych, grubych, duraluminiowych wręgach, które są jednakowo wytrzymałe na całym obwodzie. 
Piętrowy debilizm. Bez rotacji na plecy nie da się wyjaśnić odchyłki od osi pasa. Przy zderzeniu w pozycji normalnej bagażniki i ciężki centropłat są pod kabiną pasażerską. W przypadku kraksy na plecy pomiędzy glebą, a pasażerami jest niewiele ponad milimetr blachy z usztywnieniami, a masa centropłata i bagażników dodatkowo naciska od góry. 

Kadłub samolotu, w odróżnieniu od samochodu, zapewnia osłonę przed ciśnieniem lub uderzeniem ze wszystkich stron.
Piramidalny idiotyzm. Kadłub samolotu konstruowany jest na wytrzymywanie ciśnienia od wewnątrz. Stref kontrolowanego zgniotu nie ma w ogóle. 


11. „Wkurzy się, jeśli...” – rzekomy fragment rozmowy załogi Tu-154 miał być dowodem na presję, jakiej poddani byli piloci („Gazeta Wyborcza”, 12.01.2011). Tych słów w ogóle nie ma w stenogramie.
Którym stenogramie?


12. „Jezu, Jezu!!!” – tak miały brzmieć ostatnie słowa pilotów. „Te wstrząsające informacje ujawnił »Faktowi« rosyjski prokurator” – pisał ten tabloid 15.05.2010 r. – „Nasz rozmówca to jeden z bliskich współpracowników szefa komitetu śledczego. (...) Słyszał zapis z czarnej skrzynki. (...) To, co opowiedział, potwierdza wstępne ustalenia śledczych, że załoga prezydenckiego tupolewa nie miała żadnych kłopotów technicznych i nie orientowała się, że leci za nisko, aż do chwili, gdy z kabiny zobaczyła las i ziemię”. Takich słów nie ma w nagraniach, a ostanie chwile lotu wyglądały zupełnie inaczej.
No tak, było "ku....a mać", ale dopiero po "kłopotach technicznych" spowodowanych kontaktem z botaniką.  


13. „Pijany generał Błasik zmusił pilotów do lądowania”
Nic takiego nie było. Rosjanie tylko perfidnie i cynicznie opublikowali raport medyczny przypisujący gen. Błasikowi 0,6 promila we krwi. Resztę zrobiły usłużne media Sakiewicza i Karnowskich.


14. Przed startem Tu-154 miało dojść do kłótni między gen. Błasikiem a kpt. Protasiukiem –
O czym rozmawiali nie wiadomo, zaś wiadomo, bo jest na tym samym nagraniu, że wbrew zwyczajowi gotowość samolotu i załogi do wykonania lotu meldował gen. Błasik, a nie dowódca załogi. 


15. Raport przygotowany przez polską komisję ministra Jerzego Millera (29.07.2011) był równie fałszywy jak dokument MAK. Zawierał wprawdzie krytykę pod adresem kontrolerów lotu w Smoleńsku, ale winą obciążał głównie stronę polską. Komisja Millera zajęła się przede wszystkim rzekomymi nieprawidłowościami w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa i zarzuciła elitarnej załodze Tu-154 popełnienie bardzo wielu elementarnych błędów, które trudno byłoby przypisać nawet początkującym pilotom.
Załoga nie popełniła żadnych "błędów", lecz w pełni świadomie zignorowała przepisy. 


16. „Był dowódcą Sił Powietrznych przez kilka lat i jest odpowiedzialny za opisany w raporcie nieprawdopodobny bałagan, który doprowadził do katastrofy smoleńskiej”
Więc przypomnijmy, że kadencja gen. Błasika , jako Dowódcy Sił Powietrznych zaczęła się od Katastrofy w Mirosławcu. 


17. „Piloci świadomie lądowali przy fatalnej pogodzie” 
No przecież była fatalna. 


18. Piloci byli „niedouczeni” – to jedna z podstawowych tez pisanej jakby na rosyjskie zamówienie książki „Ostatni lot” Latkowskiego, Białoszewskiego i Osieckiego.
Czy "niedouczeni"? Nie wiadomo, bowiem nie odbywały się przewidziane procedurami sprawdzenia kwalifikacji i nawyków. 

Załoga nie popełniła żadnych błędów i do ostatnich chwil działała w najwyższym stopniu profesjonalnie, a kpt. Protasiuk wykazał się wręcz mistrzostwem, gdy uniknął uderzenia w zbocze doliny przed lotniskiem, na które naprowadziła samolot wieża w Smoleńsku.

Załoga nie ma się "wykazywać mistrzostwem", tylko trzymać z daleka od przeszkód terenowych. Wysokościomierze baryczne działały poprawnie. 


"Kpt. Protasiuk i mjr Grzywna należeli do najlepszych z najlepszych. Wystarczy powiedzieć, że dowódca miał wylatane ponad 3,5 tys. godzin (!), a II pilot niemal 2 tys."
Z takim nalotem to Ryanie byliby na początku kariery. Dla pilota komunikacyjnego to tyle co nic. 


19 Brzoza złamała skrzydło – „matka wszystkich kłamstw”. Jak wykazały analizy przeprowadzone w USA, wytrzymałość skrzydła, na którym utrzymuje się przecież w powietrzu 90-tonowy ciężar samolotu, jest tak znaczna, że nie mogłoby zostać złamane przez brzozę. A jeszcze lepszym dowodem są awaryjne lądowania w lesie różnych maszyn, także tupolewów, które wycinały po drodze nawet kilkaset drzew i dochodziło przy tym tylko do powierzchownych uszkodzeń poszycia.
Poprawne analizy przeprowadzone w USA, przez prawdziwych amerykańskich naukowców, pokazały, że pień brzozy o średnicy ok. 42 cm niszczy (nie łamie) strukturę skrzydła z drugim "dźwigarem" włącznie. Przypadek "powierzchniowych uszkodzeń" jest znany jedynie mediom niezależnym od rozumu. Tu-204 wyglądał na ten przykład tak:
https://en.wikipedia.org/wiki/Aviastar-TU_Flight_1906

image
Tak wyglądają "powierzchowne uszkodzenia" GAPola. Przełamany kadłub, strzępy ze skrzydeł, urwane silniki ... .
No, ale pan Dmochowski musi jakoś zarobić na życie. 

Blog ten nie służy do wyjaśnienia przyczyn smoleńskiej katastrofy, a jedynie do odmitologizowania związanych z nią zagadnień (głównie) technicznych.  Co zrobić by nie czytać bzdur? Polecam: YKW, Barbie, Flyga, AndrzejMat, Paes64, Ford Prefect, Wotur, jerzyk07, Zenon8228, Lord Sith, Jarosław Klimentowski - Wypowiedzi zawierające niewybredne ataki "ad personam", jak i słowa ogólnie uważane za "łacinę" mogą być usunięte bez względu na wartość merytoryczną; jedyne ograniczenie wolności wypowiedzi. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Polityka