Owanuta Owanuta
182
BLOG

WAR! WOJNA! KRIEG!מלחמה

Owanuta Owanuta Polityka Obserwuj notkę 19

 

 

 

Około 1750 mil (2800 km) na południowy wschód od polskich granic, wykluwa się śmiertelne zagrożenie dla pokoju świata. Irańska bomba. Niemal niezauważony przez nasze media pozostał fakt, że Rosja, zainstalowała ostatnio w zbuntowanej, gruzińskiej republice Abhazji, swój najnowocześniejszy system obrony przeciwlotniczej S300P. Ukazały się protesty rządu gruzińskiego i oskarżenia o gotowanie nowej, jeśli już nie inwazji, to jakieś poważnej prowokacji. Uzasadnienie podane przez Rosjan dla tego ruchu, mówi o konieczności ochrony przeciwlotniczej Abhazji i stacjonujących tam rosyjskich wojsk. I choć oczywiście nie można wykluczyć takich intencji Rosji, to możliwe jest całkiem inne wytłumaczenie.

 

Uwadze światowych obserwatorów nie umknęła katastrofa izraelskiego śmigłowca w Rumuni. Rodzaj treningu, jaki przechodziły izraelskie załogi, w połączeniu z ujawnioną obecnością izraelskich samolotów bojowych w amerykańskich bazach wojskowych, znajdujących się na terenie Rumuni i Bułgarii, jest silną wskazówką co do tego, jaki kierunek ataku na irańskie instalacje nuklearne, rozważa Izraelskie dowództwo wojskowe. Rzut oka na mapę  pokazuje, że tak rozmieszczony rosyjski system, ktorego rakiety mają skuteczny zasięg około 250 km, blokuje Izraelczykom ewentualną “północną” drogę ataku na irańskie cele. Tym samym Rosja udowodniła Iranowi, że choć najnowsze międzynarodowe sankcje gospodarcze nałożone na Iran, uniemożliwiają jej bespośrednią sprzedaż S300 do tego kraju, to i tak potrafi ona zadbać o interesy swojego sojusznika.

 

Inaczej traktują swojego sojusznika Stany. Wydawało by się, że sam fakt, iż atomowa bomba w rękach nieracjonalnego, mesjanistycznego reżimu otwarcie i wielokrotnie deklarującego chęć “wymazania” Izraela z mapy świata - stanowiąc egzystencjalne zagrożenie dla Izraela, powinien motywować USA do niczym nieograniczonej pomocy zagrożonemu sojusznikowi. Tak się jednak nie dzieje.

 

Równie zdumiewające jest to, że Administracja Obamy przegapia niezwykle poważne zagrożenie, jakie irańska bomba niesie samym Stanom. Jeśli bowiem dojdzie do uzbrojenia irańskich wojsk w broń nuklearną, dotychczasowy kształt sojuszy i podziałów na Bliskim Wschodzie przestanie obowiązywać, dosłownie z dnia na dzień. Obecni sojusznicy USA - Saudi Arabia, Kuwejt, Emiraty, stracą motywację do dalszej akceptacji amerykańskiej obecności wojskowej na swoich terytoriach. Tym samym, Stany Zjednoczone utracą bazy do prowadzenia wojny z terrorem. “Umiarkowane” kraje arabskie, Egipt i Jordania, zerwą współpracę z Izraelem. Producenci ropy naftowej ulegną najprawdopodobniej presji Teheranu i obniżą drastycznie jej wydobycie, dewastując tym ruchem gospodarki uzależnione od niezakłóconego przepływu taniej ropy z regionu. Wywindowanie na niesłychane pułapy cen ropy, przyniesie zysk jej producentom, w tym Iranowi, Irakowi, Wenezueli, a przede wszystkim oczywiście Rosji.

 

Dlaczego Ameryka zachowuje się jakby nie dostrzegała tych oczywistych zagrożeń dla swojej pozycji jedynego super mocarstwa? Odpowiedź może tkwić w tym, że dla Baraka Obamy to nie są zagrożenia. Ta, od bardzo długiego czasu, najbardziej radykalna ekipa rządząca Stanami, jest prowadzona przez Prezydenta, który uznaje dominującą rolę Stanów na świecie za “niesprawiedliwą”. Który wierzy, że w Stanach płacimy zbyt mało za benzynę, że uzalżnienie od “trujących” technologii opartych na energii czerpanej ze spalania węglowodorów, trzeba przełamać, a dokonać tego można tylko drastycznie i sztucznie podnosząc ceny ropy. Ta ekipa zdaje się wierzyć, że ścisły sojusz z jedyną demokracją na Bliskim Wschodzie, nie leży w interesie USA. Ma tendencje do wkładania Izraela i Palestyńczyków do jednego wora i okazywania narastającego zniecierpliwienia przeciągającym się konfliktem. Zdaje się chylić ku wierze w islamską propagandę, że nienawiść do USA w krajach muzułmańskich, jest wywołana wyłącznie sojuszniczym zaangażowaniem Ameryki po stronie Izraela. I z chwilą porzucenia tego utrapionego sojusznika, wszystkie problemy związane z zagrożeniem terrorystycznym, znikną, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Te i inne utopijne mrzonki radykalnego demagoga, pchają nieuchronnie świat ku globalnej wojnie.

 

Stany mają też w obecnej chwili wewnętrzny konflikt, w którym pomieszane są wszystkie wątki, z tych jakimi ostatnio żyje Polska. Otóż w bezpośrenim sąsiedztwie,  miejsca w którym zawaliły się zaatakowane przez islamskich terrorystów wieże WTC, muzułmanie wznoszą trzynastopiętrowy meczet. Protesty społeczne przeciwko tej budowie, jak do tej pory, okazały się bezowocne. W sprawie ostro nabrzmiewającego konfliktu, wypowiedział się ostatnio sam Prezydent Obama. Stanął zdecydowanie po stronie prawa muzułmanów do wzniesienia tej budowli, powołał się na Konstytucję Stanów Zjednoczonych, która gwarantuje wolność od prześladowań religijnych i wolność do praktykowania religii. Nie zechciał wypowiedzieć się na temat mądrości zezwolenia na budowę meczetu, tam gdzie islamscy teroryści zamordowali 3000 amerykańskich obywateli. Tak to brak przenikliwości politycznej i mądrości życiowej, chroniąc literę prawa, depcze jego ducha, dając wolną rękę tym, którzy nienawidzą zarówno ducha jak i litery tego prawa.

 

Lenin kiedyś cynicznie, z bandycką pogardą, zapowiadał, że powiesi kapitalistów na sznurku kupionym od nich na kredyt. Dziś kraj, kolebka swobód obywatelskich, jest kawałek po kawałku dekonstruowany przez cynicznych ideologów, oszalałych w morderczym dążeniu do  narzucenia całemu światu swoich jedynie słusznych... , przy pomocy siły jeśli będzie trzeba.

 

Na złe idzie. Narody tracą instynkt pozwalający wybierać mądrych przywódców, zdolnych do prowadzenia świata ścieżką pokoju. Po czyjej stronia stanie Polska?

Owanuta
O mnie Owanuta

Nutnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (19)

Inne tematy w dziale Polityka