Owanuta Owanuta
358
BLOG

Z A P O W I E D Z I

Owanuta Owanuta Polityka Obserwuj notkę 9

 Porucznik Krótki był tak sfrustowany, że w protokóle napisał, że w  czasie przesłuchania zachowywałem się niezwykle agresywnie, straszyłem go zemstą “moich ludzi”, jak również byłem arogancki i kładłem mu na biórko obute w więzienne kamasze nogi.

Czy rzeczywiście położyłem swoje buciory na jego biurku? Nie, oczywiście, że nie.  Nawet gdybym miał taki niemądry pomysł, nie sądzę, żeby mi się udało. Nie był wysoki, czy muskularny, ale jednak... SB-ek, funkcjonariusz reżimu z nieograniczonymi możliwościami. Jedyne co można by podciągnąć pod kategorię zachowań agresywnych, to moje pytanie o to jak mu się siedzi na sovieckim bagnecie i jak, mu się wydaje, długo jeszcze to potrwa.

Był wtorek 5-ego listopada, 1985 roku, siedziałem w pokoju przesłuchań, na ostatnim piętrze pawilonu III, w więzieniu na Rakowieckiej. Nie byłem agresywny, byłem przerażony. Posadzili mnie 29 października i powoli zaczynało do mnie docierać, że to nie jest zatrzymanie na 48 godzin. Niby wiedziałem od pierwszego dnia na Mostowie, kiedy prokurator Białek wręczył mi sankcję na trzy miesiące, ale zaczynało docierać do mnie dopiero teraz.

Po powrocie do celi, wróciłem myślami do deklaracji jakie robiłem samemu sobie jeszcze na wolności, że kiedy już ten moment przyjdzie i mnie złapią i posadzą, to rozpocznę strajk głodowy. Co innego deklarować, nawet jeśli tylko samemu sobie, co innego zrobić. Gdyby nie mój strach, pewno dalej próbowałbym urządzić się w tym “więźniu”. Już przecież wysłałem list do Goszy, a w nim listę rzeczy, które ma mi przysłać do jedzenia - orzechy, miód, zioła... Widzisz, jeszcze wtedy nie wiedziałem jak to było naiwne, że i tak nic by z tego do mnie nie doszło. Regulamin.

 

Wiesz, ja nie wiedziałem, czy jestem na tyle silny, by odmówić sobie jedzenia. Postanowiłem najpierw po cichu sprawdzić jaki jestem, a strajk ogłosić dopiero wtedy, kiedy będę już wiedział, że wytrzymam. 

Dziesiątego już wiedziałem, że idzie z tym żyć. Ssanie w dołku, mroczki w oczach, bóle brzucha po pięciu dniach prawie całkiem ustały. Ogłosiłem strajk.

 

Po następnych pięciu dniach, przenieśli mnie do pawilonu II-ego. Wsadzili do niewiarygodnie zatłoczonej celi więźniów kryminalnych. Moje przerażenie osiągnęło nowe, nie przeczuwane do tej pory, natężenie. Siedząc na wmurowanym w podłogę taborecie z zamkniętymi oczyma chłonąłem uszami i nosem prawdę o moim nowym domu. Miałem powody do niezadowolenia. Mówią, że nos przyzwyczaja się do odorów i po jakimś czasie przestajemy być na nie wrażliwi, tymczasem mijała godzina za godziną, a ja wciąż nie mogłem się doczekać tej zbawiennej chwili. To co słyszałem było nawet trudniejsze do zniesienia.

 

Między innymi, w tej celi siedzieli więźniowie, domagający się prawa do rozlokowania w tej samej celi, bo... byli, jakby to powiedzieć, parą. OK, to nie jest nic miłego, ale to nie perspektywa dzielenia niewiarygodnie zatłoczonej celi z parą zakochanych homoseksualistów, była w tym najgorsza.

 

- A co?

 

- Ten ich świat był mi zupełnie obcy, kompletnie obcy. Jak inna planeta. Posłuchaj.

 

Chłopaki skrzyknęli się do robienia “czaju”. Jeden na lipo, by blokować widok klawiszowi do celi przez wizjer, inny do robienia grzałki, jeszcze inny ma “wąsy”, do podłączenia zrobionej z dwóch żyletek, rozdzielonych zapałkami, grzałki do wygrzebanej w betonie dziury w suficie , gdzie biegły przewody elektryczne...

 

Kiedy herbata była już gotowa i porozlewana do “kubasów” Jeden z tych zakochanych w trosce o swego partnera powiedział - Dawaj tu kurwo ten swój swój nocnik...

 

- Co?! Dlaczego on tak do niego powiedział, jak był w nim zakochany?

 

- Nie rozumiesz córuś, jeden z nich był cwelem, a ten co go częstował, to był git człowiek, więzień grypsujący i jemu, w zgodzie z więzienną etykietą, nie było wolno powiedzieć,  -  chcesz trochę? Daj swój kubek to ci naleję... Mogę mówić dalej?

 

- Zaraz, zaraz, ja nie rozumiem. Jak to możliwe, no bo jak był zakochany i chciał być z partnerem w jednej celi i to był powód jego głodówki, to znaczy był odważny. Tak jak ty.  To nie mógł się odważyć, olać więzienną etykietę  i okazać mu trochę czułości jak mu już tak na nim zależało?

 

- Nie mógł. Utraciłby status git człowieka, zostałby “scwelony” i nawet ta odrobina komfortu jaką zdołał sobie zorganizować w pierdlu, nie była by już więcej dla niego dostępna. On wiedział co robi. Ten jego partner też. Miał dzięki temu ochronę.

 

 - No i co dalej? Miało być przecież o Sławku?

 

- Nie spiesz się, Karolinko. Wszystko po kolei. Tam w tej celi usłyszałem, pierwszy raz o Bieleckim..

 

- A jak?

 

 - Nie mam już teraz, kochana moja czasu. Jak to mówią, ciąg dalszy nastąpi....

 

- Tato! Nie możesz mi tego robić! Obiecałeś!

 

 - Wszystko ci opowiem, obiecuję, ale przecież wiesz, że muszę się pakować. Myślisz, że to tak łatwo zapakować życie do dwóch walizek i wsiąść do samolotu?

 

 - O matko jedyna, to ty jeszcze nie spakowany? Ja myślę, że ty się boisz wrócić i chcesz się spóźnić...

 

 - Nie pleć. Zdążę. 

 

 - To kiedy mi opowiesz resztę?

 

 - Jutro.

 

 - Obeicujesz?

 

 - Obiecuję, córuś. Wszystko ci opowiem. Teraz muszę lecieć.

 

 - No to pa.

 

- Pa. I oczywiście masz rację. Bardzo się boję powrotu.

Owanuta
O mnie Owanuta

Nutnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka