Owanuta Owanuta
525
BLOG

WARSZAWO, MOJA WARSZAWO!

Owanuta Owanuta Polityka Obserwuj notkę 6

MOJA WARSZAWA - celowo poza konkursem.

 

W swoim dążeniu do uszczęśliwiania całego społeczeństwa i wszystkich jego odłamów, nawet jeśli troszkę na siłę, rząd PRL-u, w latach 50-tych,  zaczął osiedlać wędrownych Cyganów w Nowej Hucie, głównie na osiedlu Willowym, stwarzając w ten sposób, w osobistej geografii pana Kwieka, Cygana mieszkającego na ulicy Targowej w Warszawie, punkt do którego jego serce, z żarliwością właściwą jego rasie, ciążyło całymi latami w nieutulonej tęsknocie. I gdyby nie to, to jego żona, pani Kwiek nie byłaby tak poruszona tym ogłoszeniem, które w Życia Warszawy, od pewnego już czasu, wywoływało u innych czytających, chęć pukania się w czoło. Bowiem prywatna zamiana “trzypokojowego mieszkania w Nowej Hucie, na podobne w Warszawie”, nie była rodzajem ogłoszenia, która spotykało się z masowym, entuzjastycznym odzewem. Pani Kwiek jednak szybko zrozumiała, jego dla siebie wagę. Nawiązała kontakt z moją Mamą i po pospiesznych, ale twardych negocjacjach, obie panie doprowadziły wkrótce do tego, że ich mężowie dostali szansę, by wreszcie ukoić tęsknoty swoich serc. Był rok 1970.

 

“Powracającemu wynajmę....” Ten eufemizm często spotykany w ogłoszeniach prasowych  za czasów więdnącego PRL-u, sygnalizował że za to konkretne mieszkanie trzeba będzie zapłacić w “zielonych”...

 

Czy możliwe, że inaczej to brzmiało dla rzeczywiście powracających zza granicy po długim pobycie na saxach? Może przeżywali odrobinę wzruszenia czytając  te ogłoszenia, wydawałoby się, dla nich specjalnie skrojone? Jakby powitalne... 

 

Porzućmy te sentymentalne złudzenia. To był sposób w jaki, Warszawa, niezmiennie cwana i przedsiębiorcza, nieugięta pod kolejną okupacją, zapraszała swoich synów, by dzielili się z resztą jej obywateli, swoim dewizowym bogactwam zdobytym na Zachodzie. Tylko tyle. 

 

Mojego Ojca Warszawa nawet tak nie witała. Prawdę powiedziawszy ledwo - ledwo, po wielu latach starań, uchyliła niechętnie swoich wrót i to tylko na Pragę. Po 29-ciu latach tułaczki, Ojciec powracał do miasta swojego dzieciństwa i swojej młodości. Czekał na to bardzo długo. Jego powrotna odyseja zaczęła się w 1949, kiedy rząd Bieruta podjął decyzję o budowie Nowej Huty. Wtedy też, mój Ojciec, choć jezcze o tym nie wiedział, wstąpił na drogę, która okrężnymi szlakami miała doprowadzić go z powrotem do Warszawy - Wyspy Tragicznej. Na razie dominujący kierunek wiatrów sprawiał, że mój Ojciec oddalał się od swego miasta. Z tysiącami innych, podążył budować miasto przyszłości. Za swoją wiarę w jego przyszłość, został wynagrodzony żoną, trzypokojowym mieszkaniem, i trójką dzieciaków. Choć na mnie musiał czekać aż do 1955.

 

 Nasz nowy, warszawski dom znajdował się na Targowej pod 14-ym, dosłownie parę kroków od terenu dawnego obozu przejściowego na Skaryszewskiej. Jakimś przedziwnym trafem, Los, czy jak Mu tam, przywrócił mojemu Ojcu Warszawę, prawie dokładnie w tym samym miejscu w którym mu ją, jako dwudziestoletniemu mężczyźnie, wywożonemu na przymusowe roboty do Niemiec w 1941-ym, odebrał.

 

Na Targowej, pod czternastym, rozpoczynałem warszawski etap mojego życia. 

Wychowany we wszechobecnym, logicznym ładzie urbanistycznym Nowej Huty, byłem porażony brzydotą stolicy. Jej przypadkowością, przestrzennym chaosem. I natychmiast się w niej zakochałem. Nie potrafię jasno powiedzieć dlaczego. Pewno po prostu “warszawskie geny”. A może to te zaczerwienione oczy Taty, kiedy z takim strasznym smutkiem mówił, że nic nie pozostało z jego kamienicy na Chłodnej  -  tylko bruk ulicy, kazały mi podświadomie czuć, że miasto w którym pozostało serce mojego Ojca, to jest też i moje miasto? Tak jak kamienice obijane podmuchami pobliskich wybuchów, tracą szaty tynku odsłaniając wstyd gołej cegły, tak samo, wspomnienia wstrząsów i konwulsji strasznego czasu w którym przyszło mojemu Ojcu marzyć o męskości, rodzinie, dojrzałości, karierze, odzierały go z dekorum surowego i nieprzystępnego Ojca. Pozostawał człowiek bolesny. Wędrowiec, obywatel Miasta Powracających.

 

Jak się powraca do miasta w którym pozostało nasze serce? Wtedy, w 1970 przejęty nowymi doznaniami, gnany przymusem poznawania nowego terytorium, niewiele miałem czasu, by się nad tym zastanawiać. A dziś już wiem. Do takiego miasta powraca się z drżeniem. W niepewności. Z nadzieją.

 

22 lata. Tyle lat spędziłem w USA. W ciągu tego czasu kilka razy przymierzałem się do powrotu, nigdy jednak nie starczyło mi odwagi. Dziś, od kilku już dni jestem znowu Warszawiakiem.

 

Natłok wrażeń, emocji, często sprzecznych... , a pośród nich to najdziwniejsze odczucie ze wszystkich. Czuję się tak, jakbym nigdy nie wyjechał. W gazecie nie powitały mnie ogłoszenia, “powracającemu wynajmę”, nie było takiej potrzeby. Czymkolwiek są te procesy, które przywracają człowiekowi równowagę po szoku jakim jest konieczność opuszczenia własnego kraju, własnego miasta, dokonały już we mnie dzieła uzdrowienia.

 

Mam szeroko otwarte oczy, w głowie kłębi sie od pomysłów, w sercu pewność nadziei. Znowu chodzę po ulicach Warszawy. Znowu "się kręcę”. Witam Was Rodacy. Te kilka ostatnich, przepięknych, słonecznych dni, to oczywiście na moje konto, to taka zachęta dla mnie i premia za odwagę. Korzystajcie mili. Idzie jesień. 

 

 

Owanuta
O mnie Owanuta

Nutnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (6)

Inne tematy w dziale Polityka