Kandydowanie w poważnych wyborach to ciężka praca. I jak każda praca, wymaga odrobienia pracy domowej, czyli przygotowania. Zaiste, bardzo to niepokojące, że sztab wyborczy Czesława Bieleckiego nie zadbał i chyba wcale nie ubiegał się, o właściwą dla sojego kandydata formułę debaty tlewizyjnej. A przecież populizm Wojciecha Olejniczaka, jego cwaniactwo, nie były tajemnicą i rolą sztabu wyborczego, godnego tego miana, powinno było być opracowanie sposóbu zneutralizowania nietrudnych do przewidzenia, paskudnych zachowań tego kandydata.
Debaty telewizyjne to bardzo poważny business. Należy je przygotowywać bardzo uważnie i ze zrozumieniem silnych i słabych stron swojego kandydata. Należy dokładać wszelkich starań, by wynegocjować taką formułę debaty, która skutecznie eksponuje zalety i minimalizuje okazje do manifestacji jego słabszych stron.
Ogarniał mnie bezsilny gniew kiedy patrzyłem na niczym nie mitygowaną nagonkę na Bieleckiego, na skandowane zgodnym chórem slogany: głos na Bieleckiego, to głos na PiS. Bielecki był atakowany nie fair, bezpardonowo i tylko dzięki licznym zaletom jego charakteru, debata nie zamieniła się w jego totalną klęskę. Przybrała natomiast formę potyczki Dawida z Goliatem. W bezstronnej telewizji takie haniebne traktowanie jednego kandydata przez dwójkę pozostałych, byłoby niemożliwe. Ale słabi, bezradni i niekompetentni moderatorzy nie zrobili niczego, by opanować chaos i łamanie reguł. Być może wcale nie chcieli.
Uczciwa debata nie może tak wyglądać. Ale przecież na uczciwą debatę nie wolno było w tym wypadku liczyć! Nie z tymi kontrkandydatami, nie w tej telewizji. Dobry sztab wyborczy powinien był przygotować kandydata do tego co nieuchronne.
Powinna była wygrać Warszawa, a wygrała HGW. Olejniczak był skutecznym zagończykiem, atakował Bieleckiego swoimi złośliwymi, kłamliwymi oskarżeniami ilekroć ten próbował konfrontować HGW i jej niekompetencje. Niezwykle prosta i efektywna strategia, którą nawet średnio kompetentny sztab wyborczy zdołałby przewidzieć, gdyby w ogóle zajmował się takimi drobiazgami jak przygotowywanie swego kandydata do telewizyjnej debaty wyborczej. Wszak, ani HGW, ani Olejniczak nie ukrywali, że są w sojuszu, którego celem jest uniemożliwienie dojścia do władzy PiS... Kochani moi, ktoś policzył głosy? Dwoje na jednego?!
Kandydaci to ludzie jak my. Mają nerwy, określoną wytrzymałość, ograniczoną wiedzę (lub bardziej obrazowo - nie mogą być i nie są wszystkowiedzący). Toteż za kandydatem musi stać zespół kompetentnych, oddanych sprawie wygrania wyborów, fachowców, doradców, pomagających udźwignąć ten ogromny ciężar. Bieleckiego pozostawiono samemu sobie. Osamotniony zmagał się w bardzo nierównej walce z bezwzględnym i świetnie wytrenowanym przeciwnikiem. I tyle z tego całego gadania o poparciu kandydatury Bieleckiego przez PiS.
A jednak, nawet w tak niesprzyjających okolicznościach, Bielecki zdołał nie tylko dotrzymać pola swoim oponentom, ale powiększyć o kilka punktów poparcie dla swojej kandydatury. To nie jest jednak rezultat, którego oczekiwali zwolennicy Pana Czesława Bieleckiego. Chcieliśmy na tym etapie widzieć znacznie mniejszą różnicę do Pani urzędującej Prezydent i znacznie większą do populisty Olejniczaka. To że tak nie jest w dużej mierze zawdzięczamy bardzo słabej pracy sztabu wyborczego Czesława Bieleckiego.
Być może wygra HGW, a nie Warszawa. Trudno. To też, po części i nasza wina. Bo nie zrobiliśmy więcej, by wypromować jedynego kandydata, który prawdziwie kocha to miasto i chcąc jego awansu, wie jak go osiągnąć.
Uczmy się na błędach. Dłużej klasztora niż przeora. Będą następna wybory. Teraz, Hanna Waltz nie musi bać się robienia obiecanek bez pokrycia, przez cztery lata i tak nie będzie jaj można ruszyć, a po czterech latach... , choćby i potop. Ważne, by dziś do władzy nie doszedł człowiek popierany przez PiS. Dla nich tylko to się liczy. Nie Ty droga Warszawianko, nie Ty drogi Warszawiaku, ale gnębienie PiS-u.
Ale jeśli Czesław Bielecki dokona cudu i przejdzie do drugiej tury, nie wolno nam zmarnować jego wysiłku, jego poświęcenia. Musimy zmienić naszą prawie doskonale bierną postawę kibiców i w ciągu dwóch tygodni dzielących nas od drugiej tury, nadrobić skutki naszej bezczynności propagując wszem i wobec kandydaturę Bieleckiego.
Bo zaszczuć można każdego. Szczególnie najlepszego. Nie pozwólmy, by ten los spotkał Czesława Bieleckiego. Toteż, Warszawiacy, jeśli wzywamy Czesława Bieleckiego na stanowisko naszego prezydenta, to wstydem jest nasze letnie poparcie jakie mu okazujemy. Do roboty! Wygrać można tylko wtedy kiedy się walczy.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)