Owanuta Owanuta
446
BLOG

ROSEMANN - MY BROTHER'S KIPPER

Owanuta Owanuta Polityka Obserwuj notkę 22

Rosemann w swojej notce, jeśli odsiać niezbędne na wysokim poziomie, na jakim on pisze - zabiegi stylistyczne i meandryczne dygresje, zwraca uwagę na bardzo interesujące i bardzo ludzkie zjawisko. Zmęczenie.

Rosemanna męczy rozmowa o postawie Polaków  w czasie Zagłady. Nic w tym dziwnego, przecież to jest trudna rozmowa. Rosemann jednak swoje zmęczenie zwalcza z nominalnym tylko wysiłkiem i szybko ulega pokusie, by w gorzkim żarcie i w  niezbyt do tematyki pasującym szyderstwie, udawać przed nami antysemitę i z łobuzerską dezynwolturą "przyznać" się do tkwiącej w nim zadry: pretensji do Żydów, za zamordowanie Jezusa.

Ja go rozumiem. Tak jak rozumiem maratończyka, że przestaje w swoim wyczerpaniu przejmować się czy jego spękane od przyspieszonego oddechu usta wyglądają "reprezentacyjnie".

Często w rozmowach na Salonie24, używamy mocnych słów, wyrażeń powszechnie uznawanych za prawie obraźliwe, to oczywiście utrudnia rozmowę. Trudno się jednak oprzeć pokusie takiego zachowania. Jednak właśnie w pokonaniu tej pokusy jest jeden z kluczy do sukcesu rozmów na te trudne tematy.

Oczywiście nic nie robi dla lepszego zrozumienia tych problemów, łomot jaki spuszczamy naszym interlokutorom, niczego konstruktywnego to do dialogu nie wnosi. Kontrproduktywne jest odsądzanie od czci i wiary, wykluczanie ze wspólnoty, przypisywanie niskich pobudek nosicielom innych od naszych poglądów. Tak się nie powinno rozmawiać na Salonie24.

Nie jest w porządku kiedy frustrację wywołaną brakiem argumentów zamienia się w personalny atak i oskarża tych co wzywają do pogłębionych rozmów o naszych, polskich postawach w czasie Zagłady, o chęć na przykład doszlusowania do "salonu" (nie Salonu24, a tego >salonu<  symbolizującego establiszmant, środowisko związane z Gazrurką). Możemy się świetnie obejść bez takich insynuacji w naszych rozmowach.

Swoją drogą, to taka uwaga socjologiczno-psychologiczna, niebywały jest stopień w jakim stress i frustracja zwyczajnie obniżają ludzkie IQ. Tyle razy doświadczyłem tego na sobie, teraz mam okazję zobaczyć jak z podobnym problemem boryka się Rosemann. Jak temu, niezwykle inteligentnemu i orginalnie zazwyczaj myślącemu, blogerowi umykają w irytacji najprostsze sprawy.

Zupełnie nie zrozumiał co chciała Karolina Wigura osiągnąć przywołując film "Walc z Baszirem". Nie, oczywiście nie po to go użyła, by ułatwić sobie niecny zamiar wciskania nam win za Holocaust. Chciała zwyczajnie pokazać, że wyzwania moralne tego świata stają przed wszystkimi narodami, wszyscy się z nimi borykają i że jest różnica pomiędzy postawą w której człowiek chce rozważać ewentualność swojej winy, nawet jeśli tylko być może może pośrednio i bez świadomej intencji ułatwił popełnienie zbrodni, a postawą w której zapiekle się wykrzykuje, to nie ja! to oni! a co ja miałem zrobić?! Takie rozróżnienie jest bardzo ważne  i nie istnieje żaden immunitet zwalniający nas z przypisania jasnych wartości moralnej tym dwu postawom. To jest, jak mówią Amerykanie, "food for  thoughts". Dobrze jest o tych rzeczach porozmyśleć. A potem porozumować na głos, żeby użyć zwrotu Vito Carleone.

Podsumowując, czy Rosemann jest prawdziwym antysemitą? Nie, nie jest nim w mojej opinii i ja czułbym się komfortowo, rozmawiając z nim o tych sprawach twarzą w twarz. Pod wrunkiem, rzecz jasna, że zda sobie sprawę, że to nie jest sprint. Że to jest maraton. A jak tak szybko się zmęczył, choć to jest dopiero początek tej debaty, to lepiej żeby podładował akumulatory. 

Owanuta
O mnie Owanuta

Nutnik

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (22)

Inne tematy w dziale Polityka