19 obserwujących
410 notek
322k odsłony
  1528   0

Nie Szamać!

Mądrość ludowa, skarbnicą narodów. Nasza przaśna mowa jest pełna tych smakowitych rodzynków zdrowego rozsądku. Zanim ktokolwiek usłyszał o Hannie Gronkiewicz Waltz, lub zaradnej rodzinie jej męża, jumającej zajumane pomordowanym "niczyje" kamienice, Polacy już znali to zabawne i prawdziwe powiedzonko:
 
Wpuść chama do biura, to atrament wypije.
 
Savoir vivre nie jest uniwersalnym kodem poprawnego zachowania i podlega regionalnym wariacjom. W Nepalu nie prawi się gospodyni domu komplementów po pysznym posiłku, a we Francji nie zachwala szefa kuchni publicznym bekaniem. Pomimo tych różnic, uniwersalną normą pozostaje konieczność wyrażenia w jakiś sposób uczucia zadowolenia i wdzięczności za smaczny poczęstunek. Różnią się jedynie sposoby jej manifestowania. Żeby dobrze "krakać" trzeba jednak znać wrony, pomiędzy które się wlazło. I choć to jest najważniejsze i decydujące, to dobrze też wiedzieć, jak kraczą te, z pomiędzy których się wylazło. 
 
I w salonie i pod celą więzienną, psucie powietrza jest postrzegane, jako uciążliwość dla otoczenia, przeto w obu miejscach jest regulowane przepisami etykiety. Ocena samego zjawiska niczym się nie różni w obu środowiskach, różne są jedynie zalecenia etykiety. W salonie nie uchodzi, pod celą, z konieczności, jest dopuszczalne, przed samym aktem trzeba jednak uprzedzić towarzyszy niedoli głośnym ostrzeżeniem: nie szamać!
 
Kłopot zaczyna się wraz ze społeczną mobilnością. Ruch jednostki w dół drabiny społeczej jest przy tym tak samo groźny dla tego ładu, jak ruch w kierunku przeciwnym, choć ten pierwszy znalazł dużo wcześniejszą, a czasem entuzjastyczną aprobatę, mściwej ze swojej natury, ludzkości. Przygody zdegradowanego członka "wyższych sfer", bywalca salonów, w więzieniu, z reguły wzbudzają powszechną wesołość. Natomiast pełne taktu wezwanie bywalców salonu, by przez chwilę "nie szamali", skierowane do nich przez dobrze otrzaskanego z więzienną etykietą grypsującego gostka, tuż przed pierdnięciem, wywoła raczej konsternacje, niż wesołość, czy choćby uznanie dla jego dobrych manier. 
 
Zaniedbania w obszarze tworzenia i kultywowania norm społecznych, nie świadczą o tym, że Polacy są głupsi, mniej inteligentni, czy bardziej dzicy od powiedzmy Anglików, ale lepsi od, powiedzmy, Ukraińców. Braki etyczne widoczne gołym okiem wśród polskiej klasy urzędniczej, wcale nie świadczą o ich niskim poziomie cywilizacyjnym. Ani o ich chciwości. Są jedynie dowodem na fundamentalną niemoralnośc i pozostają ponurym pokłosiem, dziedzictwem, gwałtownego zburzenia struktury polskiego społeczeństwa przez wojenny komunizm. Gwałtem uruchomiona nienatrualna mobilność społeczna, ujęta w zgrabnym hasełku: nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera, uczyniła możliwym awans na najwyższe szczeble hierarchi społecznej różnym szumowinom. 
 
I w tym rewolucyjnym procesie ginęła zdolność rozpoznawania norm obowiązujących na salonach, przy jednoczesnym gwałtownym, a zupełnie naskórkowym, wyzbywaniu, a raczej zapieraniu się tych, które obowiązywały pomiędzy "ojczystymi wronami". Rezultatem są salony, gdzie się powszechnie pierdzi, ale już nikt nie ostrzega współwięźniów kurtuazyjnym, NIE SZAMAĆ!
 
Dopóki nie dochodzi do niepożądanego krzyżowania się różnych kodów poprawnego zachowania, w tym samym miejscu i czasie, spełniają one swoją rolę cywilizacyjną - przynosząc ze sobą poczucie harmonii i ładu ludzkim społecznościom. W obecnej Polsce etyki bardzo różnych środowisk skrzyżowały się w jednym miejscu i czasie, pech chciał, że jest to warszawski ratusz. Mówiąc dosadnie, jageśmy ich powpuszczali, to nam wypili atrament.
 
Disclaimer: użyte przez autora w tekście przenośnie, w żadnym razie nie powinny być rozumiane, jako wezwania do zamknięcia obecnej pani prezydent Warszawy w więzieniu, są raczej grą na luźnych asocjacjach i mają zachęcić zainteresowanych do nauki grypsery. Po co gawiedź ma mieć ubaw ich kosztem?
Lubię to! Skomentuj40 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale