Właśnie wygasa festiwal marcowych wspominków z okazji czterdziestolecia rocznicy tzw. „wydarzeń marcowych”. Niestety nie wygaśnie na zawsze, nie pozwolą na to ci, którzy wykorzystywali i będą wykorzystywać tamte wydarzenia do swoich aktualnych celów. Właśnie – to ważne słowo: aktualnych.
W zależności od potrzeb Marzec ’68 wykorzystywany jest raz jako przykład niezłomności tzw. „komandosów” w walce z nieludzkim systemem i ich umiłowania wolności, raz jako przykład polskiego, tradycyjnego antysemityzmu o podłożu katoendeckim (to chyba wersja tegoroczna, choć można w tegorocznych obchodach wyróżnić również wątek „polskich wypędzonych” w kontekście naprawiania krzywd).
A co by zostało z tej legendy, gdybyśmy zestawili suche fakty?
Zestawmy.
- bezpośrednim zapalnikiem marcowych wydarzeń było zdjęcie ze sceny Teatru Narodowego "Dziadów" Mickiewicza w reżyserii Kazimierza Dejmka, którą to sztukę wystawiono … dla uczczenia 50 rocznicy wybuchu wielkiej socjalistycznej rewolucji październikowej, zaś sam Dejmek był wówczas członkiem PZPR.
- oficjalnie nie bezpośrednim, ale właściwym i faktycznym motorem wydarzeń była walka frakcyjna w PZPRze, która została uruchomiona przez niejakiego Moczara (właściwie: Mikołaj Diomko) na tle „wojny sześciodniowej” podczas której wojska izraelskie ekspresowo rozgromiły armię egipską wspomaganą przez Sowietów. Całe polskie społeczeństwo sympatyzowało w tych dniach z Izraelem, który niejako „ w naszym imieniu” widowiskowo skopał ruskim dupsko co stawia tezę o „tradycyjnym” polskim antysemityzmie w dziwnie wątpliwym świetle.
- w tym samym ‘68 roku do wyczyszczenia polskiej Armii z „elementów syjonistycznych” został przez aktyw wydelegowany jeden z późniejszych „ludziów honoru” gen. Jaruzelski. Akcję przeprowadził niemal tak samo wzorowo i sprawnie jak późniejsze wprowadzenie stanu wojennego.
- z dokumentów z epoki (np. stenogramy rozmów Kuronia z Lesiakiem) oraz z późniejszych politycznych wyborów, wiadomo dzisiaj że środowisko „komandosów” absolutnie nie chciało likwidacji socjalizmu w Polsce, ale raczej przerobienia go podług swojego uznania, a jak późniejszy rozwój wypadków pokazał i ku swojej wygodzie. Dorabianie post factum antysocjalistycznego wydźwięku marcowej rozpierduchy nie wytrzymuję krytyki. Nawet wykonawca antysemickiej czystki w polskim wojsku awansował po latach na „niezłomnego patriotę”. Ten fakt dobitnie pokazuję jak doraźnie i wybiórczo środowisko Gazety Wyborczej używa mieczyka antysemityzmu.
- rok ’68 zapisał się jeszcze i tym, że wtedy właśnie udzieliliśmy wraz z innymi armiami Układu Warszawskiego tzw. bratniej pomocy Czechosłowakom (a tak po sąsiedzku wpadliśmy, a co!), którzy się jakoś dziwnie tej wiosny rozdokazywali.
I co?
Jak dla mnie nic.
Kiedy się widzi „suche kalendarium” od razu biję po oczach że polski Marzec ’68 był wewnętrzną wygryzanką partyjną wywołaną międzynarodową sytuacją i czyszczeniem po stalinizmie. Społeczeństwo za bardzo się na tą akurat zadymę nabrać nie dało i nie uważam, aby marcowe wydarzenia odegrały jakąś szczególną role w naszej drodze do wolności, taką jak poznański czerwiec ’56, gdański grudzień ’70 czy sierpień ’80.
Jest Marzec ‘68 raczej aktem założycielskim pewnego wpływowego środowiska i dlatego nadaję mu się taki „kultowy” charakter. Jest na pewno ważny dla tej grupy, ale czy dla całego społeczeństwa, które masowo w nim udziału nie brało bo nie czuło się w nim stroną?
Śmiem wątpić.
Niedawno, któraś ze stacji telewizyjnych powtórzyła film „Osada”. Film taki sobie, ale wydarzenia i sytuacja w tym filmie coś mi przypominają. Otóż żyję sobie, odcięta od świata i otoczona ponurym lasem mała społeczność. W zasadzie żyję sobie spokojnie, ale jest jeden element tej egzystencji, który sprawia że nie wszystko jest zupełnie w porządku. Otóż gdyby ktoś się chciał wychylić i na przykład pójść do lasu na spacer (czyli skorzystać z jednej z wolności, przysługującej wolnemu człowiekowi – wolności przemieszczania się) to zostałby zaatakowany przez dziwne i bardzo drapieżne stworzenia, które przez starszyznę plemienną kierującą całym życiem grupy nazywane były: „ci o których nie mówimy”. Z jednej strony to straszne, ale z drugiej strony dla takiej starszyzny, która co tu kryć jest czymś w rodzaju naszej administracji państwowej wydaję się szalenie wygodne. Jak łatwo jest utrzymać społeczność w ryzach i nią kierować! My jesteśmy ci dobrzy, chcemy waszego dobra. A tamci? No tamci, wiadomo – źli jak cholera, ale lepiej o nich nie mówmy.
I jakież zaskoczenie! Na końcu filmu okazuję się że „ci o których nie mówimy” to ci sami, którzy zakazują „o nich” mówić!
Cały las dla nas!


Komentarze
Pokaż komentarze