Podczas medialnego onanizmu, który się rozgrywa od kilku dni na wszystkich antenach, portalach i szpaltach na temat: kto komu bardziej, czy nasz Prezydent może jechać czy nie może, czy powinien czy absolutnie nie, nikt jakoś głośniej nie zastanowił się nad tym, o co naprawdę w tym chodzi?
Dlaczego ekipie lemingów tak bardzo zależy aby nasz Prezio nie był obecny w Brukseli i co oni, i z kim chcą ugrać skoro tak bardzo boją się że obecność Lecha Kaczyńskiego mogłaby być dla nich nie na rękę.
No bo z czysto pijarowskiego punktu widzenia (a ten punkt widzenia jest w „miracle teamie” najważniejszy) chyba nikt przy zdrowych zmysłach w Platformie nie zakładał że można na tym złapać choć jeden punkt w jakimś tam SMG-KRC czy innym Pentorze.
Deal musi być naprawdę spory skoro Blady Donek i jego przyboczna mafia zwana dla niepoznaki Rządem Najjaśniejszej zaryzykował jazdę po samej krawędzi bandy bez trzymanki i chyba dodatkowo z mokrym zmywakiem na oczach. Znając życie prędzej czy później i tak się „bydło” dowie o co szło, bo prawda ma wredną cechę - jest jak bąk pod kołdrą: tak czy siak, tą czy inną szparką prędzej czy później wyjdzie na powierzchnię.
Kto wie czy właśnie dzisiaj, na naszych oczach nie przełamują się dwie złe tendencję : właśnie dzisiaj być może odbiły się od dna giełdy na prawie całym świecie. I właśnie dzisiaj być może zaczęło spadać Naszemu Słoneczku. Usłużne merdia będą to maskować ale "trynd jest trynd" więc za długo się nie da.
I choć co prawda niewykluczone że największa rozpierducha jest jeszcze przed nami (Prezio zapowiedział twardo że jednak poleci do Brukseli) to chyba cała ewentualna odpowiedzialność za ewentualne konsekwencję spadnie w ostatecznym rozrachunku na stronę rządową, choć jeszcze kilka godzin temu nie dla wszystkich to było takie pewne.
Mało było w mediach nagłośnione, choć trochę, półgębkiem tu czy tam jednak było że nasz Prezio miał imienne zaproszenie od męża Carli Bruni, a zważywszy że właśnie żabojady mają aktualnie tzw. prezydencję to alibi dla Kaczyńskiego jest moim skromnym zdaniem dość mocne.
A już całkiem prywatnie: mając o ekipie Tuska zdanie jakie mam, cieszę się że Prezydent jeździ gdzie się da aby patrzeć lodziarzom na łapy. Sprawa tarczy antyrakietowej, Gruzji, „ocieplanie” Putina i randki z Merkel tylko mnie w tym utwierdzają.


Komentarze
Pokaż komentarze