Słynny bon mot z „Rejsu” przyszedł mi na myśl, kiedy wczoraj w jakimś tiwi-przekaziorze zobaczyłem migawkę na której Bruce Springsteen występował na scenie w intencji poparcia Obamy w jego kampanii prezydenckiej.
Zacząłem się zastanawiać jak to jest możliwe że mój ulubieniec, bard który od czasów Boba Dylana jak nikt inny potrafił w swoich piosenkach najlepiej i najcelniej opisać życie zwyczajnej Ameryki i jej szarych mieszkańców, mógł tak całkowicie i z całą mocą poprzeć wielką niewiadomą, „Pana Nikt” amerykańskiej polityki jakim jest Barack Obama?
Człowiek, który poza niewielką dozą specyficznej charyzmy, kolorem skóry, aparycją i wysokim wzrostem nie ma właściwie nic do zaproponowania Amerykanom, być może za kilka godzin stanie u steru najpotężniejszego państwa świata, a przyłożyli do tego rękę poprzez swoje poparcie dla niego ludzie, którzy byli symbolami U.S.A. w dziedzinach które reprezentowali, jak choćby wspomniany wcześniej „Boss”, aktorzy i reżyserzy: Redford, DeNiro, Woody Allen, aktorki Meryl Streep, Susan Sarandon i cały tabun pomniejszych gwiazd i gwiazdeczek Hollywood czy show biznesu.
Każdy z nich czymś mnie kiedyś zachwycił, każdy z nich ma swoje ważne miejsce w mojej pamięci i jeśli Obama jednak zostanie prezydentem będę się musiał bardzo starać żeby jak najdokładniej oddzielić artystę od wykwitu jego sztuki.
Cóż, jakoś chyba da się z tym żyć. Do dzisiaj mam sentyment do starych kawałków Black Sabbath i zawsze trochę podkręcam radio gdy leci „Paranoid”, choć przecież i tak w niedzielę pójdę do kościoła, a moim ulubionym malarzem przy którego obrazach tracę oddech jest pijak, morderca i homoseksualista Caravaggio.
Idealnym rozwiązaniem mojego dylematu będzie wygrana McCain`a, jeśli by się jednak okazało że jankeskie sondażownie troszkę przesadziły w słupkach. Pożyjemy, zobaczymy. To już tylko kilka godzin. A póki co niech się najbardziej martwią ci, co to „Born In The U.S.A”.
http://en.wikipedia.org/wiki/Obama_endorsements


Komentarze
Pokaż komentarze (8)