Kiedyś, w dawnych czasach PRL-u niektórzy ludzie tytułowali prywatnie Jerzego Łojka per profesorze, choć oficjalnie takowego nie posiadał. Jednak ci, którzy znali jego książki i dorobek naukowy wiedzieli doskonale że ten tytuł mu się należy jak mało komu, a nie posiadał go oficjalnie tylko dlatego że był jednostką myślącą samodzielnie i nie gotową do głoszenia poglądów niezgodnych z własnym sumieniem.
Dzisiaj dowiedziałem się z salonowych notek o kłopotach Marka Migalskiego.
To symboliczne że w tym samym czasie kiedy niezależnie myślący Migalski ma takie kłopoty ze swoją habilitacją pewien kapuś i donosiciel odbiera własnie nominację na ministra. Historia zatoczyła koło i w pewneym sensie wracamy do punktu wyjścia - porządnych ludzi mogą w dzisiajszej Polsce niszczyć pieszczochy PRL-u, mentalne mendy i kanalie. Zupełnie jak 30 - 40 - 50 lat temu.
Przypomina się stare porzekadło: jak wiele musi się zmienić, żeby wszystko zostało po staremu.


Komentarze
Pokaż komentarze (17)