Ministerstwo Edukacji Narodowej postanowiło przełamać marazm w ekipie Tuska i sięgnęło do jednej z pełnych szuflad aby wreszcie dokonać czegoś wiekopomnego.
Istotnie, to czego chce dokonać aktyw na froncie edukacyjnym zasługuje w pełni na miano rewolucji w polskiej nauce i dydaktyce.
Otóż nasi licealiści oprócz rozgryzania trudnych zagadnień budowy atomu, właściwości funkcji wykładniczej, budowy zdań nadrzędnie złożonych i cudownych właściwości złotego trójkąta będą zgłębiać również tajemnice wahadełka, różdżki, cieków wodnych, fascynującej symboliki kart tarota i fenomenu UFO.
I całkiem słuszna to racja, bo w sytuacji w której coraz więcej ludzi wierzy w to że dobry fart w życiu i powodzenie w miłości zależy od tego z której strony monitora na biurku stoi popielniczka (Feng-Shui), a coraz mniej wierzy w staroświeckiego i niemodnego Boga, wiedza o tym co można uleczyć za pomocą jakiejś tybetańskiej mantry, hinduskiej czakry czy innego licha zdaję się być w XXI wieku kluczową. Tak więc w nowoczesnej szkole młodzież oprócz nauki nakładania koledze z ławki prezerwatywy będzie się równierz mogła nauczyć sprawnej obsługi wahadełka, trzymania poprawnie różdzki i sztuczek z talią kart.
Niewykluczone że pod wpływem tego trendu oświecona elita intelektualna narodu odnajdzie na powrót głębszy a nie tylko naskórkowy, cepeliowski sens w różnych starych, pogańskich rytuałach takich jak choćby noc kupały czy topienie marzanny?
Ale trzeba z tym co nieco uważać, bo zbytnio wyedukowana młodzież mogłaby co poniektóre obrzędy wziąć całkiem serio i dajmy na to pierwszego dnia wiosny chcąc wprowadzić w czyn hasło rzucone onegdaj w kierunku ministra oświaty zjawić się karnie z potrzebnymi rekwizytami pod gmachem Ministerstwa Oświaty.
I jak by miały zaprotestować ówcześni propagatorzy przez siebie ułożonego i spopularyzowanego hasła w momencie gdyby młodzież przybyła pod gmach ministerstwa próbowała wprowadzić w czyn postulat: „Hall do wora, wór do jeziora!”?
A 21 marca tuż, tuż…


Komentarze
Pokaż komentarze (3)