Nygus Nygus
83
BLOG

Co zrobi doktor House?

Nygus Nygus Polityka Obserwuj notkę 5

Jest taki serial.

Pewnie każdy wie, bo my tu nad Wisłą lubimy seriale.

Ja akurat nie lubię, ale ten czasem oglądam. Bo tam jest taki jeden doktor – straszny oprych i arogant - co to traktuję każdego pacjenta jak pojemnik na chorobę, a swoich podwładnych jak stado laboratoryjnych szczurów na których przeprowadza wymyślne eksperymenty dotyczące granic ludzkiego posłuszeństwa.

Tak naprawdę to właściwie wydaję się że tego oberdoktorka fascynuję tylko ta konkretna  choroba, którą w każdym z odcinków przynosi do szpitala inny pacjent i on ją (tą chorobę) traktuję jako takiego godnego siebie przeciwnika, z którym trzeba walczyć wszelkimi metodami, podchodzić i rozpracowywać rozmyślnymi fortelami aby na końcu ją bezwzględnie zwyciężyć i  pokonać nawet gdyby ceną zwycięstwa było również jednoczesna eksterminacja nieszczęsnego nosiciela.

Oczywiście jak to w serialu bywa: dobro zwycięża i generalnie pacjenci na ogół przeżywają końską terapię, jaką im serwuję doktor House (bo o nim oczywiście tutaj do Was stukam w klawiaturę co oczywiście jako ludzie inteligentni wiecie już z tytułu notki) wraz ze swoim zespołem bystrych asystentów.

Piszę „na ogół” bo raz na trzysta odcinków jakiś nieszczęśnik jednak zejdzie aby uwiarygodnić serial, że to niby takie jest życie – my tu robimy co możemy, ale przecież zdarza się, sami wiecie - no nie? Ces`t la vie!

Otóż zwykle, jak znam życie (w moim wieku niestety już się je co nieco zna- a już zwłaszcza życie u nas) takie zejścia zdarzałyby się w nim nie raz na trzysta odcinków a raczej trzy na odcinek.

I to jest ten moment mojej opowieści, w którym chciałbym na marginesie zaznaczyć  że świat seriali w żaden sposób nie przystaję do prawdziwego życia, choć scenarzyści „Na Wspólnej”, „M jak Miłość” czy każdego innego starają nam się wmówić że to właśnie życie samo piszę scenariusze tych seriali.

A wracając do terapii jaką serwuję swoim nieszczęsnym pacjentom dr House - otóż rzeczony doktor i jego zespół to tzw. diagności. I to najlepsi z najlepszych.

Wiadomo – aby pokonać chorobę trzeba ją najpierw właściwie rozpoznać czyli zdiagnozować. I ta ekipa robi to naprawdę świetnie, zwłaszcza jeśli się weźmie pod uwagę że trafiają do niej zawsze najcięższe przypadki najbardziej wrednych i podstępnych gangren, krętków gruźlicy bydlęcej i innych wymyślnych jednostek chorobowych o jakich sobie tylko współczesna medycyna może zamarzyć.

I oni z tym walczą. Czasem ten pojedynek przypomina wyrafinowaną rozgrywkę szachową a wredne choróbsko zachowuje się w tym pojedynku często jakby miało osobowość prawną i co najmniej 250 IQ.

Ale doktor House się nigdy nie poddaję!

Wysiadła wątroba?

Nie wiemy dlaczego?

To uszkodzimy teraz dla odmiany trzustkę – jeśli pacjent to przeżyję to już wiemy że to nie atak wirusa (@#$1C$), a  w takim razie rozwalając następnie dwunastnicę udowodnimy że pacjent potajemnie palił trawkę 30 lat temu na studiach i to uszkodziło mu nieodwracalnie siatkówkę oka. A że notorycznie na tych studiach uciekał z WF-u to i w siatkówkę nie grał przez co ma jedną nogę krótszą więc prosty wniosek – to nie bakteria (W@Q12C) wykańcza mu właśnie lewe oko i osierdzie.

I kiedy tak pacjent leży konając na szpitalnym łóżku w otoczeniu zrozpaczonej rodziny, z lewego (teraz już jedynego) oka sączy mu się oleista wydzielina, krwawi z odbytu i ledwie zipiąc czeka na dawcę wątroby, śledziony i uszkodzonej przez Hausa dwunastnicy nagle dochodzi do zwrotu akcji.

Doktor House grając na elektrycznym sitarze w swoim gabinecie bądź sprytnie podkradając kanapkę ze smalcem swojemu gamoniowatemu przyjacielowi - onkologowi - wpada na genialne rozwiązanie i za jakieś trzy minuty pacjent na nowo wita się z rodziną a szczęśliwy i zmęczony zespół diagnostów udaję się do pobliskiego baru popić i poflirtować.

Sam zaś doktor House odjeżdża na swoim inwalidzkim eko-skuterku do pustego domu, bo jak przystało na spełnionego zawodowo, nowoczesnego bohatera serialu jest szczęśliwym singlem i wieczorami słucha koncertów Prokofiewa z winylowych (a jakże!) płyt w czym nie przeszkadza mu żadna staroświecka żona.

Napisy…

 

Po co ja tutaj zawracam głowę sobie i czytającym (z moich prywatnych statystyk wynika że na szczęście jednak głównie sobie) tym streszczaniem serialu, który pewnie i tak wszyscy znają?

Ano przyszło mi do głowy że szczytem inteligencji i erudycji byłoby z mojej strony porównać naszą biedną Polskę do takiego pacjenta, który właśnie trafił w ręce szalonego diagnosty.

I jak wyglądałby taki odcinek popularnego serialu przy założeniu że ma on oddawać wiernie naszą rzeczywistość a nie ubarwiać serialową fabułę o niewiarygodne zwroty akcji?

Otóż trafia w ręce człowieka mającego się za pana życia i śmierci pacjent, którego stan po serii specjalistycznych badań wygląda mniej więcej tak:

Układ krwionośny w całkowitej zapaści goni mniej więcej na 10% potrzebnej do normalnego funkcjonowania mocy. Krew pompuje zagraniczne urządzenie z demobilu a niedokrwione narządy już zaczynają po kolei odmawiać posłuszeństwa. Organizm ma łączność ze światem zewnętrznym jedynie za pomocą zmysłów nastrojonych na zupełnie obcą falę przez co bodźce zewnętrzne docierają do końcówek nerwowych pacjenta tak zniekształcone że nie są w stanie podjąć jakiejkolwiek korzystnej dla organizmu decyzji prowadząc do chaotycznych odruchów przypominających atak epilepsji. W tym wszystkim nie pomaga sprzęt kontrolny, który jest tak zakłamany że sczytuję z organizmu całkowicie zafałszowane dane co do stanu pacjenta zawyżając aktualne wskaźniki i tworząc iluzje że jest lepiej niż w rzeczywistości. Dodatkowo rozsiane po całym organiźmie przeciwciała niszczą ostatnie własne komórki zdolne do jako-takiego funkcjonowania.

I co robi w tym naszym wyimaginowanym, specjalnym odcinku nasz również specjalny, swojski odpowiednik doktora Hous`a?

Gra na elektrycznym sitarze bądź słucha winylowych płyt zastanawiając się jak postawić pacjenta na nogi?

Tego się w tym odcinku nie dowiemy ponieważ gabinet doktora wydaję się być pusty. Personel pomocniczy szpitala bąka coś że nasz doktor poszedł pograć z kolegami w piłkę.

Nygus
O mnie Nygus

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka