Gogotur i Apszina (cz. 2)
Wiamo,że za babską duszę
Nikt zlamanego grosza nie da;
Kobiety są zazwyczaj próżne
A mądre wtedy,gdy nie trzeba.
I to i siamto chce mieć baba,
A choćbyś ją smarował miodem,
NIe dojdziesż ładu,tylko gada
Albo mamrocze coś pod nosem.
Słów nie zrozumiesz ale wiesz,
Że sławę męża ma na względzie
A wszystko inne-"gdzieś ".
Niech nawet zwykłym zbójem będzie.
Niechaj morduje,grabi,łupi,
Miecza co chwila niech dobywa'
Byle do domu zwoził łupy
A żona wita go szczęśliwa.
Przyparła baba Gogotura;
"Po kiego licha ci ta krzepa,
Na co drakole* i franguli **,
Gdy w domu siedzisz jak kobieta ?
Spójrz; bułat sam ci z rąk ucieka
A ty wałkonisz sie i czekasz,
Co los za ciebie postanowi.
Po to jest miecz,by ścinał głowy.
Jeśli prawdziwy z ciebie chwat,
Junacka w tobie drzemie dusza,
Każdego bij,co się nawinie,
Zetnij choć jeden łeb Ingusza,
Albo dobytek jego wez.
Od dawna mowi cała wieś,
Że w srebrze chodzi koń Apsziny..
Dlaczego mamy gorzej mieć ?"
" A co ty pleciesz,głupia babo?
-Gogotur odpowiada w gniewie-
Chyba rozumem władasz słabo
Albo lenistwo zżera ciebie.
Dopiero życie by mi zbrzydło,
Gdybym po cudzy sięgnął kęs.
Nie tobie radzić,czarownico,
Przeciwko komu zwrócę miecz
Lepiej się wez do kołowrotka,
Czesz wełnę,buty dzieciom szyj.
Mężczyzna rusza w bój na wroga,
Gdy król zawoła; Obcych bij!!
I zaraz w całej sennej Pszawii
Rycerski zastęp schodzi z gór,
Świętej gruzińskiej bronić sprawy
A ja ich wiodę, Gpgotur,
Nie! Jeszcze nie nastały czasy,
Żebym spokojnie wyjął miecz.
On tylko hufce wroga razi,
Ale przyjaciół zawsze strzegł.
Pamiętam,ongiś bisurmanie
Grozili nawet nam niewolą.
Jak irbis,który goni łanie
Tak ja ich przepędziłem z pola.
I siedem mieczy po rękojeść
Straciłem w boju-kindżał ósmy,
Więc powiedz,wiedzmo,jakże pojąć
Ten zarzut głupi,zamysł pusty? "
" Do tego zmierzam,nieszczęśniku,
Że nie wyżywisz już rodziny,
Bo ile z tego jest pożytku,
Że cię haniebny los Apsziny
Nic nie obchodzi? Pomyśl sam;
Coś wynióśl z wojen, oprócz ran ?
A trudno chwałą z opowieści
Nakarmić bydło,odziac dzieci."
Rozgoryczony powstał rycerz.
Przekasał swoją czochę ***łykiem.
Zatknął za pas frankoński miecz,
Umilkł,by nie rozjątrząć sporu,
Na lewe ramię tarczę wziął.
Na prawe strzelbę swą skałkową.
I tak przemówił;Babo,dość !..
Jadę,po świecie się rozejrzę.
A kiedys,pewno, twe zachcianki,
Jak tylko zechcę zaspokoję.."
Uśmiechnął się na pożegnanie
I zaraz ruszyl drogą swoją"
Objaśnienia * -tarcza, ** miecz Franków czyli genueński. W Gruzji znany od czasu wypraw krzyżowych, *** bluza męska,rodzaj "czerkieski"



Komentarze
Pokaż komentarze