floryda floryda
143
BLOG

W stronę przypowieści

floryda floryda Kultura Obserwuj notkę 0


(Szkic recenzyjny)

Nowoczesność a postmodernizm

Piotr Wojciechowski (ur.1938) jest jednym z najlepszych
polskich prozaików współczesnych. Otrzymał wiele prestiżowych nagród, m.in. Kościelskich, Wilhelma Macha, polskiego PEN-Clubu. Od wydania swoich dwóch pierwszych powieści; „Kamienne pszczoły" i „Czaszka w czaszce" (obie w PW „Iskry" resp. 1967 i 1970) w oczach jednych uchodzi za pisarza nowoczesnego, innych
nawet – „kultowego" (1,344). To ostatnie słowo bywa nadużywane i właściwie nie ma żadnych konotacji socjologiczno-literackich. Należy raczej do slangu reklamowego niż do języka krytyki artystycznej. Z nowoczesnością też nie jest najlepiej. Była kiedyś synonimem wszelkich poczynań awangardowych, dziś, kiedy wszystkie chwyty formalne są dozwolone, awangarda stała się po prostu niemożliwa, a za nowoczesne należałoby uznać ztypologizowane i modne artefakty. Naturalnie, modne w dłuższym przedziale czasowym, kilkunastu lub kilkudziesięciu lat. Proza nowoczesna zrezygnowała z podziału na formę i treść. Niepotrzebne okazało się też zaklinanie jedności obu złożonych struktur. W kategoriach budowy tekstu oznaczało to prozę o większym natężeniu fabuły (plot) i odejście od klasycznej „równowagi" między fabułą i akcją (story). Dodajmy „równowagi” raczej przybliżonej, zdeterminowanej treścią. Rozróżnienie między akcją i fabułą funkcjonuje również w polszczyźnie. Nie jest ono jednak tak wyraziste jak w j. angielskim. Wiele fragmentów recenzji, szkiców wywiadów itp. wskazuje na to, że zarówno krytykom, jak i pisarzom pojęcia „plot” i „story” mylą się. Po prostu mamy do czynienia z innym stanem świadomości zawodowej”. Rozbudowana fabuła stwarza lepsze warunki do jej potoczystego prowadzenia narracji i eksperymentów, zaś fakt, że proza artystyczna jest głównie sztuką prowadzenia opowieści może być niepojęty tylko dla współczesnych panów jourdinów, czytających tylko Kraszewskiego lub jakieś „kopsanki” Na pewno jest oczywistością dla dobrych prozaików. reprezentujących znaczną biegłość warsztatową. Pisze, więc, Piotr Wojciechowski, na początku swojej najlepszej powieści; ”Kiedy wiem, że opowieść musi być opowiedziana nie próbuję zaczynać od początku. Początek zawsze zapyta - co było wcześniej. Jak się zaczęło. Trzeba więc wejść
w opowieść bocznymi drzwiami, otworzyć je tam, gdzie nie ma gwaru, pośpiechu, ostrych świateł….” (1, s. 7). Trudno o wyraźniejszą deklarację na temat fabularnego charakteru sztuki narracyjnej. Z jednoczesnym zaznaczeniem, że na ogół nie miewa ona charakteru liniowego, a więc strzałka czasowa akcji nie musi przebiegać od wydarzeń wcześniejszych ku późniejszym.
Nie neguję "nowoczesności" wyłącznie prozy Wojciechowskiego czy Myśliwskiego, neguję nowoczesność prawie (2) całej polskiej prozy fabularnej przed - i - powojennej oraz tej tworzonej, już w III RP, w warunkach stałego kontaktu ze światem i braku restrykcji politycznych, Jest to logiczne; Polacy nie wymyślili monologu wewnętrznego, strumienia świadomości czy przeplatanej narracji kilku podmiotów strukturalnych (np.
w „Zielonym domu" Vargasa Llosy jest aż 6 narratorów) „Nowinki" przenikały powoli. Do prozy Brezy. Buczkowskiego, Macha, Otwinowskiego, Schulza... Gdyby Buczkowski swoje „Wertepy" ukończył i wydał w 1937, a nie w 1947 byłaby to pierwsza „faulknerowska" powieść w Europie, porównywalna z „As I lay dying" (1930) - arcydziełem, które dopiero w ubiegłym roku doczekało się ekranizacji (3). Zagranicą polską poważną prozę artystyczną reprezentowały przekłady książek Dąbrowskiej i Iwaszkiewicza. Nie cieszyły się one zbytnim powodzeniem. Jeszcze w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia u bukinistów nad Sekwaną za kilka franków można było kupić trzytomowe wydanie „Nocy i dni". W większości recenzji tych polskich książek podkreślano archaiczność takiej prozy. Sytuacja nie zmieniła
się również obecnie. Jeśli za typowe powieści nowoczesne, a zarazem postmodernistyczne uznać „Słownik chazarski" (1984) Pavicia czy
„Terra Nostra" (1975 ) Fuentesa, to po stwierdzeniu, że nie mają one polskich odpowiedników,musimy uznać, że polska proza nowoczesna i postmodernistyczna nie istnieje. Jeśli komuś nie odpowiadają te stereotypowe przykłady może on sięgnąć do twórczości Donalda Barthelmego, Pamuka, Martina Amisa, czy Juana Rulfo. Istotą powieści pomodernistycznej jest intertekstualność i ...nieuchwytność - „odporność" na analizy. Pewien znany mi intelektualista-dowcipniś twierdzi, że ów typ powieści wprowadzono po to, aby skończyć wreszcie z krytyką literacką i wypromować teorię literatury, zwłaszcza strukturalizującą umatematyzowaną, flirtującą z teorią gier.
Trwają spory kiedy i od czego zaczął się postmodernizm. Od filozofii czy od literatury? Ci, którzy dają intelektualne pierwszeństwo filozofii i stawiają na jej przemożny wpływ, wymieniają nazwiska G. Deleuze’a (1925-1995), J. Derridy (1930- 2004), M. Faucoulta (1926-1984), J.F. Lyotarda (1924-1998) R. Rorty’ego (1931 - 2007), a więc, raczej przełom lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych minionego stulecia. Ciekawe i obszerne jest hasło „postmodernizm” zamieszczone w Słowniku filozofii (4, s. 407-410). Znajdziemy tam rzetelną informację o tym przeciwko jakim zjawiskom
i wartościom był /jest ten prąd umysłowy, a także słynne sformułowanie;
„W literaturze i sztuce postmodernizm wiąże się najczęściej z kulturą wyczerpania” (ibd. 410). Odsyła nas to koncepcji znakomitego pisarza amerykańskiego Johna Bartha (1930), który przedstawia różnice między artystą staroświeckim technicznie, technicznie nowoczesnym amatorem i artystą technicznie nowoczesnym, opowiadając się po stronie tego trzeciego (5, s. 46-54) Z tego szkicu dowiemy się, że Amerykanin podziwiał pisarstwo J.L. Borgesa i Samuela Becketa uważając ich za mistrzów literatury pomodernistycznej, którzy z powodzeniem zastąpili Kafkę i Joyce’a. O ile tylko niektórzy filozofowie postmodernistyczni zajmowali się literaturą, omawiając przykłady zaczerpnięte z dzieł fabularnych jako tło do rewizji tradycyjnych pojęć epistemologicznych i ontologicznych, o tyle krytycy literaccy i badacze literatury bardziej wszechstronnie analizowali pojawiające się wówczas dzieła, szukając w nich odbicia ówczesnej rzeczywistości społecznej. Zaczęło się to na przełomie lat pięćdziesiątych
i sześćdziesiątych w US, a więc dziesięć lat wcześniej niż w środowisku filozofów. Ale też „diagnostycznie” Np. Irving Howe po stwierdzeniu, że ”współczesne społeczeństwo zostało już sportretowane w sposób aż zanadto wyczerpujący…. i że zadaniem pisarza stało się obecnie badanie chaotycznej wielości znaczeń zamiast dalszego
przedstawiania zewnętrznych form powszechnego doświadczenia” (5,17) i paru socjologicznych odniesieniach, zauważa, że społeczeństwo amerykańskie tego okresu stało się tworem masowym o zunifikowanej kulturze. A to stawia przed
pisarzami zupełnie inne zadania. Właściwie nie muszą już szukać, skoro (prawie) wszystko zostało powiedziane, ale obserwować zjawiska zachodzące
w społeczeństwie masowym, które Howe określa jako ”stosunkowo zamożne,
w połowie oparte na systemie szerokich ubezpieczeń społecznych, a w połowie na systemie koszarowym. Taka organizacja życia społecznego - stwierdza dalej Howe - prowadzi do jego atomizacji, do wykształcenia się postaw bierności i obojętności, osłabienia lub całkowitego zaniku tradycyjnej lojalności oraz poczucia wspólnoty i więzi. Jednolite społeczeństwo, opierające się na określonych interesach i opiniach, stopniowo ulega rozpadowi, człowiek zaś staje się konsumentem tak samo zuniformizowanym jak towary, rozrywki i wartości, które przyjmuje za swoje” (5,22). Zapewne konkretyzację tych tez, krytyk powierza prozaikom, których przeważnie beszta za niespełnianie pisarskich obowiązków. Jak widać proza postmodernistyczna, a osobliwie powieść, od samego początku miała być zwrócona przeciwko alienacji Człowieka. Można w tym widzieć wpływ Adorno lub innych myślicieli neomarksistowskich. Albo raczej Nietzschego.
Tu, trawestując niemieckiego myśliciela dzięki postmodernizmowi lata 1950-2050 nie będą ani stuleciem tryumfu metod naukowych nad nauką, ani wiekiem całkowitego zaniku literatury pięknej. Dla mnie i dla tysięcy polskich miłośników literatury amerykańskiej, a zawsze u nas cieszyła się ona dużym uznaniem, na co nieprzychylnie patrzyły komunistyczne władze opóźniając przekłady i selekcjonując tytuły, lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte nie oznaczały pierwocin postmodernizmu, który dotarł do Polski ze znacznym opóźnieniem, ale przejście od zwięzłej, zmitologizowanej
i zarchetypizowanej prozy Hemingwaya do rozbudowanych opowieści Faulknera traktujących niezmiennie o zawiłościach ludzkiego losu w kontekście tradycyjnych wartości amerykańskiego Południa. Przejście od prostoty do skomplikowania narracji było zaledwie pierwszym krokiem w stronę prozy postmodernistycznej. Podniesiony przez Bartha problem nowoczesnego warsztatu pisarskiego jest aktualny również dzisiaj, 47 lat po publikacji prasowej Literatury wyczerpania (5, 38). Odwołam się tu do przykładu omawianej książki Piotra Wojciechowskiego. Rekwizytornia cywilizacyjna już dawno wymusiła na pisarzach montowanie tekstu literackiego także z listów elektronicznych (maili ?), SMS-ów, MSM-ów. Na gruncie polskim pionierem tego chwytu był bodajże Janusz Leon Wiśniewski; autor powieści „Samotność w sieci” (6). Wojciechowski też chętnie korzysta z tekstów proweniencji internetowej.

Początek „Tratwy manekina” stanowi bieżąca narracja trzecioosobowa wprowadzająca postać Jacka Sztarmaka, konserwatora zabytkowych organów
i biznesmana, Polaka zamieszkałego w Austrii, a podróżującego expresem na trasie Warszawa - Jelenia Góra. Opowieść jest przetykana dialogami w mowie pozornie zależnej, monologiem wewnętrznym pierwszego bohatera świata przedstawionego oraz listami elektronicznymi zacytowanymi In extenso. Powieść w listach? Skądże, nie żyjemy przecież w osiemnastym wieku. Zapisywanie w laptopie, odpowiadanie na maile koleżanki z czasów szkolnych, wysyłanie, czytanie elektronicznych listów, współorganizują akcję powieści. Ale sama korespondencja przeważnie opowiada
o przeszłości lub jej refleksach w bieżących wydarzeniach powieściowych. Sztarmak nie jedzie bowiem na pogranicze Dolnego Śląska i Czech w interesach, lecz z powodów emocjonalno-sentymentalnych. Właściwie nie podjął tej podróży z własnej inicjatywy, ale na skutek nacisków terapeuty u którego leczy się z choroby alkoholowej. Ten psychologiczny wątek jest ogromnie ciekawy i dyskusyjny.

Powieść inteligencka

Wydana w 2013 „Tratwa manekina” stosuje jedynie niektóre tricki zadomowione
w prozie nowoczesnej. Dlatego nazwałbym ja prozą półnowoczesną. Z punktu widzenia zarówno odbiorcy jak i wydawcy stanowi ona pożądany rodzaj dzieła; czytelnik przy trochę zwiększonej uwadze wszystko zrozumie i nie musi zanadto „główkować”, wydawca nie straci na publikacji, bo tego typu literatura ma ciągle zbyt ,przynajmniej w kręgach inteligenckich. I tu trzeba wyraź nie zaznaczyć, że jest to powieść inteligencka, Nie tylko dlatego ,że większość jej bohaterów to inteligenci Np. Bronek Szmit – pracownik naukowy Politechniki i konstruktor jachtów, jego żona Teresa (Tesia) - kierowniczka laboratorium. Notabene ta para za bardzo przypomina Karwowskich
z Czterdziestolatka. Naturalnie w sytuacji społecznej, a nie w rysach psychicznych czy ideowych. Tesia jest działaczką katolicką, organizatorką różnych grup laikatu, wierzącą i praktykującą ale chyba dość odległa od kruchty czy dewocji. Inteligentem jest szkolny kolega Szmitów-Jacek Sztarmak ich zięć-Kacper Haziaj.. i wielu, wielu innych. najważniejszy jednak jest inteligencki styl życia; nieokreślone przejścia między pasjami (hobbies) a działalnością zawodową; kwalifikowana turystyka
górska i wysokogórska, regaty oceaniczne i jakby tego było mało
mamy zajęcie typowo inteligenckie; leczenie psychicznych zadr na kozetce
u psychoanalityka. Ten wątek z pozoru „realizują tylko dwie osoby: lekarz – dr Pogruda
i pacjent Jacek Sztarmak. Jednak jest i trzecia – Tesia Szmit z sarkazmem wyrażająca się o polsko-austriackim specjaliście „Psychonaciągacz” (1,14). Czytelnik tradycyjnej powieści musiałby otrzymać informację, z jakich względów p. Teresa odrzuca (potępia) psychoanalizę, czy dlatego, że już nie chce wracać do wydarzeń sprzed trzydziestu lat, czy dlatego, że jest katoliczką, a katolicyzm np. nie znosi tej konkurencji ideowej.

Tu polemika jest zaledwie zamarkowana. W każdym bądź razie na podstawie stosownie dobranych fragmentów nie da się napisać wypracowania: Stosunek katolicyzmu do terapii Gestalt wg powieści Piotra Wojciechowskiego „Tratwa manekina”. Warto odnotować, że polemika to ważny składnik etosu inteligenckiego.

Gdybym nie był zwolennikiem bardziej współczesnych pomodernistycznych nurtów jak indykacjonizmu, w którym wskazuje się na przypadki odrębne umykające schematom i algorytmom, przeszedłbym do porządku dziennego na dwoma nazwami jachtów. Obie szeleszczą papierem. Miłośnikom tradycyjnej prozy trudno byłoby uwierzyć, że Manolo - Manfred Homa, postać wielce szemrana, o niezbyt lotnym umyśle, nadał swemu wycackanemu jachtowi taką nazwę.

W powieści nie ma najmniejszej wzmianki o tym, kto zaproponował nazwy jachtów „Patusan” i „Regina Olssen”. O ile pierwsza nazwa dałaby się wyjaśnić conradowską mitologią rodem z „Lorda Jima”, o tyle z drugą byłyby pewne kłopoty. Olsen-Schlegel (1822-1904) – kochanka teologa i filozofa Sorena Kierkegaarda (1813-1855) oraz żona gubernatora duńskich Indii Zachodnich (vel Antyli) zapewne nie zostałaby ikoną żeglarskiego światka. Pomijając już fakt, że powieściowy Manolo miał dwie kobiety życia, a historyczny Kierkegaard tylko jedną, między tymi postaciami nie da się przeprowadzić żadnych paranteli. Po cóż, więc, taka nazwa jachtu nacechowana „semantyką kultury”?

Przypomnijmy sobie innego bohatera literackiego Raskolnikowa. Czym jest ten czyn, który jemu samemu wydaje się bezsensowny? Demonstracją duszy i niczym więcej. Inteligenci tak bowiem mają, że stać ich na działania nieoparte o fakty, czyny wynikające z pobudek duchowych! Takiej postawie często towarzyszy pogląd, że życie zawiera większą głębię czy tajemnicę niż cały zbiór faktów. Wiele wskazuje na to, że obie nazwy pochodzą z nadania Bronka Szmita – inteligenta dbającego o więzi grupowe, pilnującego, żeby Manolo się nie wysferzył. Wyrażającego też nadzieję, że pod wpływem Marty, żeglarki – narzeczonej zwycięzca wielu regat Manolo - Manfred Homa skończy tę swoją polibudę (1, 33) i wraz z dyplomem inżyniera czy inżyniera magistra otrzyma inteligenckie papiery… A może sama nazwa „Regina Olsen”, podobnie jak cognomen „Szewaljemoris” pochodzi też ze świata piosenki. Tym razem innej, nie francuskiej, lecz amerykańskiej - „Soren loved Regina”.

Postaci, struktura

Nie zamierzałem układać synopsy „Tratwy manekina”. Od streszczania utworu uchronił mnie nie tylko szacunek dla Czytelnika ale również pierwsze zdanie Autora, cytowane już powyżej. Dualizm większości powieściowych struktur nie ulega wątpliwości; dwie opowieści o zagładzie i znalezieniu, dwa namioty nad Wiartlem. dwa usiłowania gwałtu w męskiej odnodze rodziny Sztarmaków, dwa przypadki choroby alkoholowej, dwójka chłopców pragnących umknąć przed powodzią na tratwie skonstruowanej przez starszego z nich (dziewięciolatka ), kukła w przedziale kolejowym i manekin, mający zapewnić stateczność tratwie, córka jak wykapana matka, konstruktor jachtów i żeglarz, dwójka małolatów po swojemu troszcząca się o dwudziestoletnią matkę i jej nieślubne
dziecko, młode bezdzietne małżeństwo bezskutecznie starające się o adopcję w końcu porzuconego synka tej dwudziestolatki. Itd., itp… To właśnie nazwałbym jakąś komplementarnością postaci powieściowych. Konstrukcją kontrapunktową.
Jedną z największych zalet powieści „półnowoczesnej” jest podatność na stosowanie
w analizie wielu różnych kategorii. W tym również tradycyjnych. Jak np. klasyczny postulat zachowania równowagi między fabułą i akcją. W wersji starszej oznacza to prawie dosłowną dbałość o proporcję w nowszej chodzi o dynamiczną równowagę tzn. uzależnienie proporcji od przedstawionej historii.

Doskonale można by zilustrować to na przykładzie rozdziału czternastego zatytułowanego „Powrót szmacianego samobójcy (1, 281-304), w którym Marcela Szmit Haziaj rezygnuje z wieloletnich starań o adopcję chłopca zwanego w powieści „Szewaljermorisem” i oświadcza, że chociaż jest bezpłodna nie chciała zabierać dziecka Marii (1, 282). W tym rozdziale akcja aktualna to ratunkowa wyprawa grupy osób autem na polską stronę oraz rozmowa Jacka Sztarmaka z Marcelą pozornie na tematy dawnych wydarzeń i życia ich uczestników. Wyjaśnia się wiele minionych faktów, ale „nie do końca”, bo jak np. rozumieć deklarację Sztarmaka, że incydent na Wiartlem, który tak zaważył na jego życiu „ to nie był wybryk erotyczny” ( 1, 286).

Sztarmak reprezentuje tu jakiś rys manichejski, swoistą metafizykę zła twierdząc, że nie jest zdolny do czynienia dobra, a nieudana próba gwałtu wynikała… no właśnie z czego? „Ja wtedy traciłem nadzieję” (1, 286) powie biznesmen w akcie spóźnionej samowiedzy. I wreszcie; last but not least, należy wspomnieć o takiej kreacji świata przedstawionego, w której nie ma miejsca na postaci epizodyczne, pojawiające się
w utworze tylko jeden raz, stanowiące właściwie tło osobowe
i niereprezentujące sobą żadnej idei czy pomysłu np. na dalszy rozwój akcji bądź wprowadzenie nowego wątku. Nazwałbym to zasadą figuratywności bohaterów powieściowych, co w praktyce oznacza zakaz pakowania wszystkiego do worka, jakim rzekomo jest powieść.

Wymownym przykładem może tu być wątek jednej z drugoplanowych postaci fryzjerki i koleżanki Marii Jelonek. „Wiewiórka” po raz pierwszy wspomniana jest
w powieści na s. 103, później odnaleziona przy okazji poszukiwania informacji o matce Szewaljeramorisa”. Ponownie pojawia się w XII rozdziale już jako zona polityka
z pierwszych stron gazet. Zabieg ten służy Autorowi do dość powściągliwej, ale rzetelnej charakterystyki typowego przedstawiciela tzw. klasy politycznej. Bufonada, pozerstwo, slogany, nastawienie na lansowanie swojego wizerunku.

Sugestia jakiejś bliżej nieokreślonej moralności. Ale czy zmetaforyzowanie i społeczna nieprzydatność tego typu polegają tylko na posiadaniu trzeciej żony i ukraińskiej służącej? Jednak głównym motywem powieści jest poszukiwanie chłopca nazywanego często dzieckiem, a nawet „dzieciątkiem” (1, 229). Czy to nie jest prosta metaforyzacja religijnych poszukiwań Jezusa? Jakaś postechniczna przypowieść. Zdarzenie zamykające całą historię – odnalezienie „Szewaljeramorisa” (transliteracja niekonsekwentna) wygląda trochę na moralitet, a całość na przypowieść. O filozoficznych i teologicznych wnioskach z tej przypowieści można by sporo napisać i raczej w tonie polemicznym (7), ale to przecież jest literatura, gdzie rządzą prawa narracji ustanowione przez Autora. Wojciechowski jest świetnym stylistą, operującym żywym, potocznym językiem. Niektóre za zdań zawarte w tej powieści mogłyby z powodzeniem zdobić jakąś księgę aforyzmów czy bonmotów, np. „Pamięć jest dla starych. Młodym pasują marzenia” (1,217).

Taka charakterystyka współtowarzyszek kolejowej podróży Jacka Sztarmaka; „(…) dwie wysłanniczki kolorowych tygodników napełniły przedział sobą, torbami, torebkami. Popychały na siebie manekina (…)” mówi więcej o żeńskiej młodzieży niż niejedna praca socjologiczna.


-------------------------------------
Przypisy:
1. Piotr Wojciechowski: Tratwa manekina, Oficyna Wydawnicza Volumen 2013 r., s. 349 wraz z niepodpisaną notką o Autorze i Posłowiem Pawła Dunina-Wąsowicza, krytyka i wydawcy pt. Historia tak kolorowa i realna…. Tu i dalej przy cytowaniu jakiejś publikacji czy powoływaniu się na wyrażoną w niej opinię, będę w odpowiednim miejscu tekstu podawać najpierw adres bibliograficzny, a następnie stronę. I tak np. zapis „1,344 oznacza, że na s. 344 omawianej powieści czyli w anonimowej notce, znajdziemy opinię, że dwie pierwsze książki Wojciechowskiego stały się „powieściami kultowymi”.
2. Tzn. pomijając niektóre gatunki literatury popularnej: powieść sensacyjną, kryminał, reportaż, SF i fantasy oraz niektóre „ambitne” powieści historyczne.
3. Film amerykańskiego reżysera Jamesa Franco wg jego własnego scenariusza opartego na powieści Williama Falknera As I lay dying poniósł klęskę. Na festiwalu w Cannes 2013. Recenzje, zwłaszcza w Necie były nieprzychylne. Mnie interesowały problemy techniczne, związane z ekranizacją skomplikowanej narracyjnie (zawierającej siedemnaście monologów wewnętrznych) powieści.
4. „Slownik filozofii: pod redakcją Adama Aduszkiewicza, wyd. „Świat Książki”, Warszawa 2004, s. 556 + 4 nlb (mapy). Wymieniane są wprawdzie nazwiska autorów haseł, ale pod wszystkimi hasłami brak podpisów.
5. W: „Nowa proza amerykańska”. Szkice krytyczne, wybór i opracowanie oraz wstęp Zbigniew Lewicki, wyd. Czytelnik 1983, s. 434. Przywołany szkic nosi tytuł „Literatura wyczerpania”. Inny szkic pióra Irvinga Howe’a – „Społeczeństwo masowe a proza postmodernistyczna.
6. Janusz Leon Wiśniewski: „Samotność w Sieci”, Wyd. Prószyński i Spółka , Warszawa 2001, powieść wielokrotnie rozszerzana, przenoszona na ekran filmowy i telewizyjny, serializowana.
7. 7 Np. wierząca i praktykująca katoliczka Tesia Szmit w liście elektronicznym do Jacka daje zupełnie zenistyczną radę. „Samo nic nie najlepsze. Nic nic nic. To powiedz swemu psychonaciągaczowi: Niech ci włoży do głowy wielkie nic” (1,14)

 

 

 

 

floryda
O mnie floryda

Pisarz uprawiający prawie wszystkie dyscypliny literatury, od poezji do przekładów z paru języków. Z wykształcenia -filozof i socjolog.Od marca1961 do 30grudnia 2006 członek Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Biogram ( pod nazwiskiem,które na blogu widnieje przy publikacji materiałów literackich, nie pod nickiem "Floryda " ) - w "Wikipedii " oraz we wszystkich wydaniach słownika L.M. Bartelskiego i w słowniku iblowskim ,a także w angielsko-amerykańskim " Who is who in poetry " .(Profilowe zdjęcie zrobiono na działce 23 maja 2017 r. ,5 dni po jubileuszu 80- lecia . )

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura