dedykowane autorowi "mea cuba"
na ostatnią podróż
ku wolności
macho
prawie złożony do grobu
żołnierz mafii
sparaliżowany
już nie sieje strachu
lecz litość
jeszcze pracują żyły i tętnice
coraz bardziej zwapniane
jeszcze w kraju króluje szept
a wrogowie ci maricones
nawet w celach mogą oddychać
bo strażnicy już wietrzą koniec
dla nich finał ma ludzką postać
papieroska towarzyszu więźniu
naturalnie staramy się pomóc
jednym uchem słuchamy rozkazów
drugim proroctw
młodszy bękart niby łagodniejszy
nawet czterech zamachów nie zdzierży
też już stary i odarty z nimbu
głodu brudu czy poświęcenia
najważniejsze;
nie umie nagradzać tych co
z warg potrafią
zdjąć mu myśl
zanim objawi
swoją wolę której może nie ma
dyktatura schodzi do podziemia
nastaje czas pisania podań
KOMENTARZYK:
Wierszyk o braciach Castro, napisany z okazji śmierci mojego przyjaciela, autora prawdziwych "Las Noches de Habana ", laureata nagrody im. Miguela de Cervantesa. W młodości dyplomaty komunistycznaj Kuby, pózniej emigranta. W księdze kondolencyjnej Guillermo Cabrera Infante znajduje się mój wpis chyba, jako jedynego Polaka, który potrafił docenić znaczenie tej twórczości. Niestety, u nas prawie nieznanej.



Komentarze
Pokaż komentarze