* * *
(pamięci Borysa Conrada)
Nie widzisz jak drzewo rośnie
Coraz bardziej zostając cieniem
W który później bezwiednie wchodzimy
Odchodząc niepostrzeżenie
Dla drzewa; ono postęka potrwa
Do następnego wyrębu
Komentarzyk:
Z Borysem Conradem, synem naszego wielkiego rodaka, w drugiej połowie lat siedemdziesiątych, odbyłem "sponsorowaną" tzn. "slużbową podróż do Krakowa i Zakopanego. W PRL-u do podróży slużbowych zwlaszcza z cudzoziemcami zazwyczaj się dokladało. Borys ( bo na jego wniosek przeszliśmy na "ty" wypijąjąc przepisowego brudzia) chciał już po siedemdziesiące, będąc już na emeryturze, odbyć podróż śladami powojennej podróży ojca, a więc do Krakowa i Zakopanego. W Krakowie mieszkaliśmy w bardzo (wtedy ) staroświeckim hotelu "Pod rózą ", gdzie mu się szalenie podobało. Zwłaszcza stare umywalki i woda w dzbankach. W Zakopanem załatwiłem nam dom pracy twórczej ZLP w Dolinie Bialego. Bardzo podobała mu się jazda dorożkami. To tu dowiedziałem się w muzem Kenara, że pasją Borysa jest rzeźba w drewnie, zwlaszcza świątki. Dostałem od niego na pamiątkę .już w Warszawie, kilka jego świątków, które rozdałem ludziom. Nie jestem kolekcjonerem, ani znawcą sztuki ludowej, ani też zbieraczem czegokolwiek. Dziś tego żałuję. Świątki miały swoisty l'esprit i zalecały się jakąś melancholią. Borys chciał jechać "śladami rodzinnymi" na Ukrainę i na Syberię, Nie wiem czy mu się to udalo, bo rozstaliśmy się na Okęciu, a on miał bilet do Londynu. Interesowała mnie raczej jego psychika niż jego hobby. Rozmawialiśmy po angielsku. Po polsku nie znał ani "słówieczka" i nie zdradzał żadnych inklinacji do nauczenia się chociażby podstaw tego języka. Był raczej mrukliwy i dużo trzeba było od niego "wyciągać". O ojcu mówił z dużym entuzjazmem, chociaż niewiele pamiętał. Zwlaszcza szczególów, ktorych ja bylem (wtedy ) ciekaw. O matce mowił źle, jako o osobie dość prymitywnej.
Tę podróz przypomniałem sobie po latach,w kilka godzin po gorącej dyskusji w której wieszano psy na progeniturze słynnych ludzi, wysnuwając z paru przypadków dość zdumiewające wnioski i oceny. Ja broniłem stanowiska, że życie potomków sław jest trudniejsze, bo jest to życie"w cieniu" i nie każdy to wytrzymuje oraz , że nie trzeba mieszać genetyki do spraw edukacji i psychiczności. U Borysa zdumiewalo mnie to, że nie znając polskiego, był zorientowany w twórczości dziadka, a zwlaszcza dobrze znał "Kollokację". Wybierał się nawet w podróż do Lublina, gdzie w/g Niego znajdował się grób dziadka, wielkiego patrioty i zapomnianego dziś prozaika i dramaturga. Z tym nie mógł się pogodzić, gdyż w/g Niego, dziewiętnastowieczni pisarze powinni spoczywać w polskim odpowiedniku "Poets' Corner ". Nie mógl też uwierzyć, że czegoś takiego nie mamy, że nonszalancko traktujemy własną literaturę.



Komentarze
Pokaż komentarze