A n d r z e j Tchórzewski
FAJERANT
/słuchowisko/
OSOBY:
ON - malarz lat około 50
ONA - samotna kobieta ,ponad lat 70
GŁOSY
X X X
/ Plusk wody. Szczęk wiadra. Chlastnięcie pędzla. /
ON:
Janek, Ja-neeek. Żle trzyma. Mówiłem, że bez kleju będzie źle trzymało. Trudno, musisz jechać do miasta. Janek! Słyszałeś? Do miasta. Bo staniemy z robotą.
/ Skrzypnię cie drzwi /
ONA:
A czegój się Pan tak drze. Przecie nikogo nie ma.
ON:
I gęby też nie ma do kogo otworzyć. Miałem kiedyś pomocnika.
I wołam go tak jakby był. Poradzić się go muszę. Chyba staniemy z robotą. Farba nie trzyma.
ONA:
Ano stawajcie, stawajcie. Ucieszę się tylko.
ON:
Nie dosypaliście czegoś do farby? Co, gosposiu?
ONA:
Skądby!
ON:
Dziwne. Wsypałem ile trza. I okazuje się - za mało. A kleju już nie mam.
/ Słychać wycie wilka /
ON:
Co to?
ONA:
A toć wilk.
ON:
Wczorajszy?
ONA:
Skądże, inny. Po głosie poznaje, że inny.
ON:
Motoru się nie ulęknie, myślę.
ONA:
One lękliwe nie są, w tych stronach. Kiedyś, zimą jak szłam to mnie koło samego przystanku...obskoczyły
ON:
Już pani to raz opowiadała. Postraszyć mnie pani chce? Żebym się wyniósł. Nic z tego. Zresztą, wyniosę się to przyślą innego. Może nawet gorszego. Zacznie pić, dziewczyny sprowadzać. Dziki i wilki wystraszy. Różni ludzie w naszej branży pracują. Dawniej to nawet to nawet bladzie znaczy się prostytuki przysyłali. Na resocjalizację. Żeby się jakiegoś fachu nauczyły i nie musiały dawać tyłka. ani zarażać mężczyZn Prawda,Janek ?
GŁOS:
Nieprawda.
ON: (refleksyjnie, do Kobiety )
To, dobrze. Nie ja to inny. Robota musi być zrobiona. Zdążę do miasta?
ONA:
Motorem? Chyba tak.
/ Skrzypnięcie drzwi /
ON:
0, choroba. Dziura na samym tyłku. W roboczych nie pojadę. Siodełko pobrudzę. Nie! Gosposiu, gosposiu. Nie macie to jakiejś igły?
/ Znów skrzypnięcie drzwi /
ON:
Poszukam, gdzie pan te spodnie tak rozharatał?
ON / śmiejąc się /:
Młode lata mi się przypomniały. Z drzewa zjeżdżałem.
/ po chwili zastanowienia /
Oj, czy nie koło kopca, albo przy świniarni. Tam jest drut kolczasty...Po co?
ONA:
Koło kopca? Na dziki. Ryją. Ziemniaków im się zachciewa.
A przy świniarni od wilków. Żeby się nie podkopały...
ON:
Wiem, wiem. To aż takie są groźne?
ONA:
Groźne, nie- groźne. Głód ich czasami przygarnia. Na sam próg.
ON:
I po co to tutaj siedzieć? Wilki, dziki. niebezpiecznie. Nie lepiej to u syna, w mieście?
ONA:
Poszukam tej igły. Ale nici to nie wiem czy takie nici będę miała, żeby pod kolor były.
/ Tykanie zegara /
ON:
Nie mogła pani dłużej szukać?
ONA:
Pan jest jeszcze młody człowiek podług mnie. Nie za bardzo już dowidzę.
ON:
I tak się pani guzdrze. Chyba już nie zdążę. Sklep zamkną.
ONA:
Jutro też otwarty.
Muszą mi dać takie same mieszkanie, w lesie: z dala od ludzi. I żeby wilki były. Żeby zarobek był. I żmije. Nie mogę stracić, a co? I tak żmije giną.. Kocą się jak dawniej. ale mają takie cherlawe .potomsrwo
ON:
Żmije też pani łapie?
ONA:
Gruczoły im wycinają, na szczepionkę. Po osiemdziesiąt złotych od sztuki płacą. Ile kiedyś żmij w tym domu było: zatrzęsienie.
ON / przestraszony /:
I wszystkie jadowite?
ONA:
A co mi po niejadowitych?
/ wycie wilka /
ONA:
Pójdę sprawdzić.
ON:
Niedługo będzie całkiem ciemno... Mam latarkę.
ONA:
Tutaj niech pan sobie poświeci. Żarówek jeszcze nie ma.
/ śmieje się /
I nieprędko będą. Chyba, że nowy leśnik z sobą przywiezie. My już tych czasów nie doczekamy. Kupi pan skórę tego utrapieńca?
ON:
Za dwieście złotych?
ONA:
Dam darmo. Jak się pan stąd wyniesie i napisze pan, że tu nie . było warunkow do wykonania zleconej pracy.
ON:
Jutro, jutro... tak codziennie. Ciągle coś wypada, ciągle jakieś przeszkody. Jeszcze nigdy tak długo na jednym obiekcie nie robiłem. No bo i są utrudnienia poważne. Do miasta dwadzieścia kilometrów z hakiem. Las, głusza. A w mieście i farb nie ma odpowiednich... No, na leśniczówkę, na polowania to dobre miejsce. Ale mieszkać bym tutaj nie chciał.
ONA:
A ja chcę.
ON:
Pani to co innego.
ONA:
U leśniczego za sługę nie będę.
0N:
Można objąć leśniczówkę . Jeszcze nie jest powiedziane kto tu będzie mieszkał.
ONA:
Mnie nie dadzą. Szkoły nie mam. Tera na wszystko trzeba mieć szkołę. Ale na lesie się znam. I na na zwierzynie.
ON:
Wiem, wiem. I psiakostka, nie zdążę. Dziękuję . Ostatecznie mogłem jechać z dziurą. Nikt mnie tutaj nie zna.
/ Słychać wycie wilka /
Ależ wyje. Co mu się mogło stać?
ONA:
Wpadł, to i braci woła na pomoc.
ON:
Wpadł? Pani zastawia sidła, kopie doły, czy jak?
ONA:
ZA wilki nawet płacą. Po dwieście złotych od skóry. Ale już niedługo. Wejdą pod ochronę i skończy się cały ten raj .
ON:
I przyjdą mu z pomocą?
ON / śmiejąc się /:
Najpierw przyjdą tutaj. Pożyczyć od pana drabiny.
ON / też się śmieje, po chwili /;
To pani poluje? Dzielna z pani kobieta.
ON:
Inaczej bym nie wytrzymała. Pomóc nikt nie pomoże. Po prawdzie i nie ma komu. A nawet jak jest. Sam pan po sobie widzi.
ON:
Mnie tu przysłali. Nie napraszałem się. Przedtem malowałem apteczki. 0, takie, jaką pani ma w domu. Różne rzeczy robię, co każą.
ONA;
Apteczki - ładne. I na pożytek. Ale kogoś z domu wyganiać?
ON:
Skończę swoje i odejdę.
ONA:
Elektrycy też tak mówili. I ci co z gazem przyjechali. I jak parkiet kładli. A po panu już nikt nie przyjdzie.
0N:
Malarz przychodzi zawsze na ostatek.
ONA;
Jak ksiądz.
ON:
To może przesada.
ONA;
Ale stąd mnie nie wysiedlą!
ON:
Nie znam się na tym.Nie ma warunków do zakończenia prac,, Napiszę że tu się na leśniczówkę nie nadaje....( po chwili, tonem usprawiedliwiającym ) Nasza firma jest tylko wykonawcą. "Nadaje się, nie nadaje .." My sie na tym nie znamy, Nie nasz byznes. W nadleśnictwie powiedzieli,że się nadaje.. Twierdzą,że ten las jest za duży i musi mieć kilku leśników,zeby w nim gospodarzyli....
ONA;;
We wsi mówią,że niedługo wszystkie lasy pojdą pod młotek.Sprzedadzą. Ostatnie cielę z obory by sprzedali...Wiedzą co mówią. Skończy się zbieranie chrustu,grzyby ,jagody. A i wyrzucanie śmieci też. Prywaciarz las ogrodzi,nikogo nie będzie wpuszczał.Drzewa zacznie wycinać...żeby to na meble...na tarcicę,bo tak najłatwiej..
ON;
W Skandynawii też sa prywatne lasy. W takiej Szwecji na przykład...
ONA
Ogrodzone. zgoda. Ale muszą wpuszczać,wszystkich, każdego kto tylko ch ce wejsć. I mozna zbierać. co się chce.. Znajomi tam na grzyby jeżdzą..Zatrzęsienie: prawdziwkow,koźlaków, " pociech ".W mieście na trawnikach rosną. I nikt tego nie zbiera,bo się boją. Trucizny się boją..Tną tylko takie podobne do naszyc h kurek.Łatwe do rozpoznania. A owoców tylko takie małe ,zółte jagódki. Na bagnach rosną,Zapomnialam jak się nazywają po ichniemu..Po rusku to "moroszki ". I same nie zbierają tych moroszków..Tajów wynajmują.Są specjalne firmy od tego. (Iśmieje się ) Co to jest; male schylone i przez caly dzień "moroszkę" zbiera. ( niby z dumą ) Obywatel Tajlandii , ( refleksyjnie ) Ze im się opalca,z drugiego końca świata do ciężkiej harówki latać. I za bilet na samolot muszą zapłacić.. Ta moroszka musi u nich dużo kosztować.Znajomi opowiadali,ze przez dwa miesiące na grzybach i moroszce za cały rok zarobią.. A Tajowie mają przecież mniejsze wymagania. (przerywa jakby zachłysnęła się wlasnymi słowami )..I to chcą zniszczyć. Przez cale tysiąclecia las żywił czlowieka...Słuchać go trzeba. Obmyślać nowe sposoby skorzysrtania z jego uprzejmości..
ON;
Ja się na tym nie znam. .
ONA
Każdy tak mówi byleby za nic nie odpowiadać.
ON;
Niew musi pani iść na służbę ani łapać żmij. A co , emerytury po mezu nie wystarczy? Dzieci nie chcą pomagać?
ONA; (I uparcie ); Lasu nie wolno sprzedawać.Nie nasz. Przed wojną był pastwowy,a za cara-carski.
( zmiana planu. Najpierw slychac chrapanie, pózniej ryk lwów
GŁOS DZIECKA;
Dziadku, a dlaczego lwy tak ryczą ?
GŁOS DZIADKA ;
A, bo im zimno
GŁOS DZIECKA:
A może dlatego, że już ogród zamykają. I że się słoneczko chowa.
ON:
Właśnie dlatego.
GŁOS DZIECKA!
To one chcą nastraszyć słoneczko, żeby się nie chowało.
ON:
Możliwe.
GŁOS DZIECKA;
A nas nie chcą nastraszyć? bo wiedzą, że się nie boimy.
ON:
Chyba wiedzą.
GŁOS DZIECKA;
A o słoneczku nie wiedzą, bo słoneczko jest za daleko. Musiałoby mieć pojazd pojazd kosmiczny, prawda?
/ chrapanie /
Patrz.A antylopy się boją jak lwy ryczą. Myślą, że lwy zaczną polowanie.Ładnie ryczą, ładnie. Adaś się chwali, że on chodzi na koncerty i że to go nudzi. A mnie nie nudzi jak słyszę lwy. Pst! I nawet się troszeczkę boję. Ale one o tym nie wiedzą , prawda?
GŁOS DZIADKA:
Nie wiedzą.
GŁOS DZIECKA :
Jakby się dowiedziały to mogą napaść. Tatuś mówi, że nawet psy
są agresywne jak wyczuwają strach. Po zapachu. Bo wtedy człowiek się poci...
/ chrapanie /
GŁOS;
Pan żartuje*.Podwójne rozłąkowe? Za co? Za rozłąkę z lasem? I to nie pańską? Nieporozumienie. Płacimy tylko pracownikom spółdzielni.
/ syk żmiji /
ON:
Dodatkowe utrudnienie. Z farby ciągle musiałem wyławiać żmije. Dziki zużyły mi wszystek klej na zabawki dla warchlaków. Z żołędzi...
/ dźwięk budzika /
Nawet jajek nie ma?
ONA:
Mówiłam już.
ON:
Chce mie pani zamorzyć. I tak dokończę swojej pracy.
0NA/ ironicznie/:
Nie swojej ale firmowej. Nie pan to ktoś inny. Skórę juz zdjęłam. Musi sie dobrze wysuszyć.
ON:
Nie szkodzi. W mieście kupię coś do żżarcia.To nie ma sensu. I tak musi się pani stąd usunąć.
X X X
Głos:
I co mamusia będzie robiła w tej głuszy ?A tutaj pokój dostanie dostanie mamusia na spółkę z siostrą ..Telewizję można oglądać.Zabawy są w mieście,rózne imprezy
ONA:
Zwariowałeś ? Mam 78 lat.
GŁOS:
Jest Koło Emerytów. Zawsze to weselej. W towarzystwie koleżanek.
ONA:
Czy Ty uważasz, że już całkiem zniedołężniałam ?
/ trzaśnięcie drzwiami/
X X X
GŁOS:
Tam nie ma żadnych wygód.Średniowiecze. Nawet elektryczności tam nie ma
ONA:
Ale stamtąd pochodzisz.Dziadowie tam twoi żyli.W wojnę tylu ludzi schronienie znalazło.
X X X
Głos :
Mamusia ich nie słucha. Chcą mamusię w konia zróbić. 0 niańkę teraz trudno. A tak za damo i niańkę i kucharkę będą mieli. Taki los. zgotowala mamie
ONA:
Jaki?
GŁOS:
Piękny. Można na weekendy przyjeżdżać. No, trochę za daleko.
I dojazd nieszczególny. Mie mogą to u was postarać o jakąś drogę?
ONA:
To niby ja sama mam tę drogę budować?
GŁOS:
no, nie... Nie tak myślałam, ale...
0NA:
Do najbliższej wsi dobra mila. A do wsi droga jest.
GŁOS:
Prżyjedziemy kiedyś, przyjedziemy. Mad morzem - tłok, w górach szpilki nie można wcisnąć. A u mamusi taki spokój, taka cisza cudowna. Tylko, żeby nie te wilki. I żmije... paskustwo.
ONA:
Zwyczajnie, Boże stworzenia. Trzeba umieć z nimi żyć.
GŁOS:
Mam znajomych myśliwych. Przyjadą całym kołem. Ale ze żmijami gorzej.
ONA:
.
Niech idą do leśniczego, ci znajomi. Ja lasem nie rządzę. Poresztą na zabijanie też jest miara.
GŁOS:
Tak mamusia mówi: nie mój, nie rządzę, państwowy las. A prawo zasiedzenia to co? Zresztą, kto tam będzie wiedział?
ONA:
Ludzie jeszcze słuch mają.
GŁOS:
Sama mamusia podobno poluje.
ONA:
E dwie, trzy skóry rocznie. Nie warto nawet wspominać. Jelenia nie ruszam, łosia .Wilki i dziki odpędzam. Z czegoś muszę żyć. Hodowlę prowadzić, ziemniaki zbierać.
GŁOS;
Ja, to panią podziwiam.
GŁ0S:
A ja - nie.
ONA:
Nie interesuje mnie wasze zdanie.
/ Zmiana planu.Dźwięk zapuszczanego motocykla/
ONA:
Panie?.. Jajka... to się znajdą.
ON
I tak muszę. Do farbę, po klej. Inaczej nie skończę tej roboty.
ONA;
Co to jest prawo zasiedzenia? Czy Ja mam jakieś prawo, bo mieszkam tu już siedemdziesiąty rok.
ON
Nie wiem, nie jestem prawnikiem. Znam jednego moczynosa..
/ śmieje się /
taki lepszy korytarzowiec. Pomyślunek jednak ma. Jeśli nie brać pod uwagę sumienia...
ONA:
Pan zapyta!
ON:
Jak wrócę do domu. Kiedy? To zależy od pani.
ONA
Można pojechać. Za moje pieniądze.
ON
0, iskry nie chce podać, czy co? Do diabła...
/ Śpiew ptaków /
I nie wiem co się stało, jakiś poważniejszy defekt. Gosposiu, gosposiu!
ONA
Idę , id ę
ON:
Nie ma pani cukru i trochę chleba. Zgłodniałem . Ze trzy godziny babrzę się przy tym motorze...
ONA
W mieście jest mechanik.
ON:
Ba, w mieście!
ON A:
Za dzień obróci. A pekaesem to szybciej. Zdążyć jeszcze można.
Do wsi 9 kilometrów.
ON
Lubię chleb z cukrem.Tak sobie posypać cukrem dobrze namoczonym w źródlanej wodzie chleb,chociaż cukier nie na wszystko jest zdrowy. Na benzynę na przykład nie. Za okupacji to Niemcom cukier do baków wsypywano...
ONA
I niby ja miałabym teraz....
ON:
Bo pani jest w tym zainteresowana. Żebym nie skończył. Kleju też więcej miałem. I farby. Jakoś wszystko zniknęło.
ONA:
Złodziejką nie jestem.
ON:
Nie byłbym ja to byłby kto inny.
ONA:
Powtarzać mi też ciągłe tego samego nie trzeba. Przygłucha nie jestem. Każdy tak mówi: nie ja to ktoś inny.
0N:
Pani zrozumie.
ONA;
Ja tam się tłumaczyć nie będę.
/ Zmiana płanu /
ON:
Całe szczęście, że jutro będzie można odrobić. Cztery dni w jednej leśniczówce to trochę za długo.Dzisiaj, Jasiu nie zarobiliśmy nawet na papierosy. Łatwo powiedzieć: daj spokój. Wiesz przecież, że muszę skończyć.Stara bruździ? Przetrzymamy. A po nią nyska zajadzie. Graty zapakują i - wio! Sam dobrze wiesz, że nikomu źle nie życzę.Ale jaki sens, jaki to ma sens? Baba w lesie? Strzyga. Jaki, powiedz...
/ zmiana planu/
GŁOS:
I po co mamusi tam siedzieć, na tym odludziu?
GŁOS DZIECIĘCY:
BabcIu, tatuś mówił, że babcia jak Baba Jaga z wilkami rozmawia.
GŁOS:
Po co?
ONA:
Wszyscy odeszli. Pokończyli szkoły, pożenili się, odeszli.
A ktoś musi zostać tam , gdzie byliśmy tyle wieków. W królewskich,w cesarskich lasach....tam gdzie byliśmy... nawet stara też się przyda. Jak nikt innny nie chce... przyjadą z dziećmi, posłuchają lasu, oduczą się krzyku, chełpliwości, odpoczną.
/ Zmiana planu /
ONA
Panie, panie ! Obiad gotowy!
ON
Obiad?
ONA
Zmęczył się pan tym motorem.Jest chłodnik i przyzwoity kawał mięsa.
(dźwięk talerzy i sztuććów )
ONA:
W drewutni stoi rower. Po mężu. Jeszcze dobry. Jak pan wyjadzie zaraz po deserze to we wsi złapie pan pekaes.
ON:
Nie mam już interesu. ...jechać . Ze mną po dobroci dużo można, zrobić. Naprawdę pani nie wie co się stało z klejem?
/ zmiana planu /
ON / śmiejąc się, później konfidencjonalnie/:
I tak trzeba zrobić... Wapno i kreda nigdy się nie pogodzą. Postaram się, żeby przysłali jakiegoś młodzika.A ci młodzi malarze! Na taki prosty kanał dadzą się nabrać a w razie czego zrobi pani jeszcze inaczej... to nie ma silnych, będzie odpryskiwać. Jak nie zakończę roboty, nikt się nie wprowadzi.
A w międzyczasie popytam prawników. Nie można przecież człowieka wysiudać z lasu trzeba mu dać taki sam las.
/ warkot motocykla /



Komentarze
Pokaż komentarze