floryda floryda
113
BLOG

Fajerant / słuchowisko/

floryda floryda Kultura Obserwuj notkę 0

A n d r z e j Tchórzewski
                                                                          FAJERANT
                                                                         /słuchowisko/


OSOBY:
ON - malarz lat około 50
ONA - samotna kobieta  ,ponad     lat 70
GŁOSY

                                                                            X X  X

/ Plusk wody. Szczęk wiadra. Chlastnięcie pędzla. /


ON:
Janek, Ja-neeek. Żle trzyma. Mówiłem, że bez kleju będzie źle trzymało. Trudno, musisz jechać do miasta. Janek! Słyszałeś? Do miasta. Bo staniemy z robotą.
/ Skrzypnię cie drzwi /


ONA:
A czegój się Pan tak drze. Przecie nikogo nie ma.


ON:
I gęby też nie ma do kogo otworzyć. Miałem kiedyś pomocnika.
I wołam go tak jakby był. Poradzić się go muszę. Chyba staniemy z robotą. Farba nie trzyma.


ONA:
Ano stawajcie, stawajcie. Ucieszę się tylko.


ON:
Nie dosypaliście czegoś do farby? Co, gosposiu?


ONA:
Skądby!


ON:
Dziwne. Wsypałem ile trza. I okazuje się - za mało. A kleju już nie mam.
/ Słychać wycie wilka /


ON:
Co to?


ONA:
A toć wilk.


ON:
Wczorajszy?


ONA:
Skądże, inny. Po głosie poznaje, że inny.


ON:
Motoru się nie ulęknie, myślę.


ONA:
One lękliwe nie są, w tych stronach. Kiedyś, zimą jak szłam to mnie koło samego przystanku...obskoczyły


ON:
Już pani to raz opowiadała. Postraszyć mnie pani chce? Żebym się wyniósł. Nic z tego. Zresztą, wyniosę się to przyślą innego. Może nawet gorszego. Zacznie pić, dziewczyny sprowadzać. Dziki i wilki wystraszy. Różni ludzie w naszej branży pracują. Dawniej to nawet to nawet bladzie  znaczy  się  prostytuki przysyłali. Na resocjalizację. Żeby  się  jakiegoś fachu nauczyły i nie musiały  dawać  tyłka. ani zarażać mężczyZn Prawda,Janek ?


GŁOS:
Nieprawda.


ON: (refleksyjnie, do Kobiety )
To, dobrze. Nie ja to inny. Robota musi być zrobiona. Zdążę do miasta?


ONA:
Motorem? Chyba tak.
/ Skrzypnięcie drzwi /


ON:
0, choroba. Dziura na samym tyłku. W roboczych nie pojadę. Siodełko pobrudzę. Nie! Gosposiu, gosposiu. Nie macie to jakiejś igły?
/ Znów skrzypnięcie drzwi /


ON:
Poszukam, gdzie pan te spodnie tak rozharatał?


ON / śmiejąc się /:


Młode lata mi się przypomniały. Z drzewa zjeżdżałem.
/ po chwili zastanowienia /
Oj, czy nie koło kopca, albo przy świniarni. Tam jest drut kolczasty...Po co?


ONA:
Koło kopca? Na dziki. Ryją. Ziemniaków im się zachciewa.
A przy świniarni od wilków. Żeby się nie podkopały...


ON:
Wiem, wiem. To aż takie są groźne?


ONA:
Groźne, nie- groźne. Głód ich czasami przygarnia. Na sam próg.

ON:
I po co to tutaj siedzieć? Wilki, dziki. niebezpiecznie. Nie lepiej to u syna, w mieście?


ONA:
Poszukam tej igły. Ale nici to nie wiem czy takie nici będę miała, żeby pod kolor były.
/ Tykanie zegara /


ON:
Nie mogła pani dłużej szukać?


ONA:
Pan jest jeszcze młody człowiek podług mnie. Nie za bardzo już dowidzę.


ON:
I tak się pani guzdrze. Chyba już nie zdążę. Sklep zamkną.


ONA:
Jutro też otwarty.
Muszą mi dać takie same mieszkanie, w lesie: z dala od ludzi. I żeby wilki były. Żeby zarobek był. I żmije. Nie mogę stracić, a co? I tak żmije giną..  Kocą się jak dawniej. ale mają takie  cherlawe  .potomsrwo


ON:
Żmije też pani łapie?


ONA:
Gruczoły im wycinają, na szczepionkę. Po osiemdziesiąt złotych od sztuki płacą. Ile kiedyś żmij w tym domu było: zatrzęsienie.


ON / przestraszony /:
I wszystkie jadowite?


ONA:
A co mi po niejadowitych?
/ wycie wilka /


ONA:
Pójdę sprawdzić.


ON:
Niedługo będzie całkiem ciemno... Mam latarkę.


ONA:
Tutaj niech pan sobie poświeci. Żarówek jeszcze nie ma.
/ śmieje się /
I nieprędko będą. Chyba, że nowy leśnik z sobą przywiezie. My już tych czasów nie doczekamy. Kupi pan skórę tego utrapieńca?


ON:
Za dwieście złotych?

ONA:
Dam  darmo. Jak się pan stąd wyniesie  i napisze pan, że tu nie . było warunkow  do wykonania  zleconej pracy.


ON:
Jutro, jutro... tak codziennie. Ciągle coś wypada, ciągle jakieś przeszkody. Jeszcze nigdy tak długo na jednym obiekcie nie robiłem. No bo i są utrudnienia poważne. Do miasta dwadzieścia kilometrów z hakiem. Las, głusza. A w mieście i farb nie ma odpowiednich... No, na leśniczówkę, na polowania to dobre miejsce. Ale mieszkać bym tutaj nie chciał.


ONA:
A ja chcę.


ON:
Pani to co innego.


ONA:
U leśniczego za sługę nie będę.


0N:
Można objąć leśniczówkę . Jeszcze nie jest powiedziane kto tu będzie mieszkał.


ONA:
Mnie nie dadzą. Szkoły nie mam. Tera na wszystko trzeba mieć szkołę. Ale na lesie się znam. I na  na zwierzynie.


ON:
Wiem, wiem. I psiakostka, nie zdążę. Dziękuję . Ostatecznie mogłem jechać z dziurą. Nikt mnie tutaj nie zna.
/ Słychać wycie wilka /

Ależ wyje. Co mu się mogło stać?


ONA:
Wpadł, to i braci woła na pomoc.


ON:
Wpadł? Pani zastawia sidła, kopie doły, czy jak?

ONA:
ZA wilki nawet płacą. Po  dwieście złotych od skóry. Ale już  niedługo. Wejdą pod ochronę i skończy się cały  ten raj .


ON:
I przyjdą mu z pomocą?


ON / śmiejąc się /:
Najpierw przyjdą tutaj. Pożyczyć od pana drabiny.

ON / też się śmieje, po chwili /;
To pani poluje? Dzielna z pani kobieta.


ON:
Inaczej bym nie wytrzymała. Pomóc nikt nie pomoże. Po prawdzie i nie ma komu. A nawet jak jest. Sam pan po sobie widzi.


ON:
Mnie tu przysłali. Nie napraszałem się. Przedtem malowałem apteczki. 0, takie, jaką pani ma w domu. Różne rzeczy robię, co każą.


ONA;
Apteczki -  ładne. I na pożytek. Ale kogoś z domu wyganiać?


ON:
Skończę swoje i odejdę.


ONA:
Elektrycy też tak mówili. I ci co z gazem przyjechali. I jak parkiet kładli. A po panu już nikt nie przyjdzie.


0N:
Malarz przychodzi zawsze na ostatek.


ONA;
Jak ksiądz.

ON:
To może przesada.


ONA;
Ale stąd mnie nie wysiedlą!


ON:
Nie znam się na tym.Nie ma warunków do zakończenia prac,, Napiszę że tu się na leśniczówkę nie nadaje....( po chwili, tonem usprawiedliwiającym  ) Nasza  firma jest tylko wykonawcą. "Nadaje się, nie nadaje  .."  My sie na tym nie znamy, Nie nasz byznes. W nadleśnictwie  powiedzieli,że  się nadaje.. Twierdzą,że ten las  jest  za duży i musi mieć kilku leśników,zeby w nim gospodarzyli....

ONA;;

 We  wsi mówią,że  niedługo wszystkie lasy  pojdą pod młotek.Sprzedadzą. Ostatnie cielę z obory by sprzedali...Wiedzą co mówią. Skończy się zbieranie  chrustu,grzyby ,jagody. A i wyrzucanie śmieci  też. Prywaciarz  las ogrodzi,nikogo nie będzie wpuszczał.Drzewa zacznie wycinać...żeby to na meble...na tarcicę,bo tak najłatwiej..

ON;

W Skandynawii  też sa  prywatne lasy. W takiej Szwecji na przykład...

ONA

Ogrodzone.  zgoda. Ale muszą wpuszczać,wszystkich, każdego kto tylko ch ce wejsć. I mozna zbierać. co się chce.. Znajomi tam na grzyby jeżdzą..Zatrzęsienie: prawdziwkow,koźlaków, " pociech ".W mieście  na trawnikach rosną. I nikt  tego  nie  zbiera,bo się boją. Trucizny się boją..Tną tylko  takie podobne  do naszyc h kurek.Łatwe  do rozpoznania. A  owoców tylko takie małe ,zółte jagódki. Na bagnach rosną,Zapomnialam  jak się nazywają  po ichniemu..Po rusku to "moroszki ".  I same nie zbierają tych moroszków..Tajów wynajmują.Są specjalne firmy od tego. (Iśmieje  się  ) Co to jest; male schylone i przez caly dzień  "moroszkę" zbiera. ( niby z dumą  ) Obywatel Tajlandii , ( refleksyjnie ) Ze im się opalca,z drugiego końca  świata do   ciężkiej   harówki latać. I za bilet   na samolot  muszą zapłacić.. Ta moroszka musi  u nich dużo kosztować.Znajomi opowiadali,ze przez dwa miesiące na grzybach i moroszce za  cały  rok zarobią.. A Tajowie  mają przecież mniejsze wymagania. (przerywa jakby zachłysnęła  się wlasnymi słowami   )..I to chcą zniszczyć. Przez  cale tysiąclecia  las żywił czlowieka...Słuchać go trzeba. Obmyślać nowe sposoby skorzysrtania  z jego uprzejmości..
ON;

Ja się na tym  nie znam. .

ONA

Każdy  tak mówi byleby  za nic  nie odpowiadać.

ON;

Niew  musi pani iść  na służbę   ani  łapać żmij. A co , emerytury po mezu  nie wystarczy? Dzieci  nie chcą pomagać?

ONA; (I uparcie  ); Lasu nie wolno sprzedawać.Nie nasz. Przed wojną był pastwowy,a za cara-carski.

( zmiana  planu. Najpierw  slychac  chrapanie, pózniej  ryk lwów

GŁOS DZIECKA;

Dziadku, a dlaczego lwy  tak   ryczą ?

  GŁOS  DZIADKA ;

A, bo im zimno

 


GŁOS DZIECKA:
A może dlatego, że już ogród zamykają. I że się słoneczko chowa.


ON:
Właśnie dlatego.


GŁOS DZIECKA!
To one chcą nastraszyć słoneczko, żeby się nie chowało.


ON:
Możliwe.

GŁOS DZIECKA;
A nas nie chcą nastraszyć? bo wiedzą, że się nie boimy.


ON:
Chyba wiedzą.


GŁOS DZIECKA;
A o słoneczku nie wiedzą, bo słoneczko jest za daleko. Musiałoby mieć pojazd pojazd kosmiczny, prawda?
/ chrapanie /
Patrz.A antylopy się boją jak lwy ryczą. Myślą, że lwy zaczną polowanie.Ładnie ryczą, ładnie. Adaś się chwali, że on chodzi na koncerty i że to go nudzi. A mnie nie nudzi jak słyszę lwy. Pst!  I nawet się troszeczkę boję. Ale one o tym nie wiedzą ,  prawda?


GŁOS DZIADKA:
Nie wiedzą.


GŁOS DZIECKA :
Jakby się dowiedziały to mogą napaść. Tatuś mówi, że nawet psy
są agresywne jak wyczuwają strach. Po zapachu. Bo wtedy człowiek się poci...
/ chrapanie /


GŁOS;
Pan żartuje*.Podwójne rozłąkowe? Za co? Za rozłąkę z lasem? I to nie pańską? Nieporozumienie. Płacimy tylko pracownikom spółdzielni.
 / syk żmiji /


ON:
Dodatkowe utrudnienie. Z farby ciągle musiałem wyławiać żmije. Dziki zużyły mi wszystek klej na zabawki dla warchlaków. Z żołędzi...

/ dźwięk budzika /
Nawet jajek nie ma?


ONA:
Mówiłam już.

ON:

Chce mie pani zamorzyć. I tak dokończę swojej pracy.


0NA/ ironicznie/:
Nie swojej ale firmowej. Nie pan to ktoś inny. Skórę juz zdjęłam. Musi sie dobrze wysuszyć.

ON:

Nie szkodzi. W mieście kupię  coś  do żżarcia.To nie ma sensu. I tak musi się pani stąd usunąć.

 

                                                             X X X

Głos:

I co mamusia będzie robiła w tej głuszy ?A tutaj pokój  dostanie dostanie mamusia na spółkę z siostrą ..Telewizję można oglądać.Zabawy  są w mieście,rózne imprezy

ONA:

Zwariowałeś ? Mam 78 lat.

GŁOS:

Jest Koło Emerytów. Zawsze to weselej. W towarzystwie koleżanek.

ONA:

Czy Ty uważasz, że już całkiem zniedołężniałam ?

/ trzaśnięcie drzwiami/

                                                               X X X

GŁOS:

Tam nie ma żadnych wygód.Średniowiecze. Nawet elektryczności tam nie ma

 

ONA:

Ale stamtąd pochodzisz.Dziadowie tam twoi żyli.W wojnę  tylu ludzi schronienie znalazło.

 

                                                                  X X X

 

Głos :
Mamusia ich nie słucha. Chcą mamusię w konia zróbić. 0 niańkę teraz trudno. A tak za damo i niańkę i kucharkę będą mieli. Taki los. zgotowala  mamie


ONA:
Jaki?


GŁOS:
Piękny. Można na weekendy przyjeżdżać. No, trochę za daleko.
I dojazd nieszczególny. Mie mogą to u was postarać o jakąś drogę?


ONA:
To niby ja sama mam tę drogę budować?


GŁOS:
no, nie... Nie  tak myślałam, ale...


0NA:
Do najbliższej wsi dobra mila. A do wsi droga jest.


GŁOS:
Prżyjedziemy kiedyś, przyjedziemy. Mad morzem - tłok, w górach szpilki nie można wcisnąć. A u mamusi taki spokój, taka cisza cudowna. Tylko, żeby nie te wilki. I żmije... paskustwo.


ONA:
Zwyczajnie,  Boże stworzenia. Trzeba umieć z nimi żyć.


GŁOS:
Mam znajomych myśliwych. Przyjadą całym kołem. Ale ze żmijami gorzej.


ONA:
.
Niech idą do leśniczego, ci znajomi. Ja lasem nie rządzę. Poresztą na zabijanie też jest miara.


GŁOS:
Tak mamusia mówi: nie mój, nie rządzę, państwowy las. A prawo zasiedzenia to co? Zresztą, kto tam będzie wiedział?

ONA:
Ludzie jeszcze słuch mają.


GŁOS:
Sama mamusia podobno poluje.


ONA:
E dwie, trzy skóry rocznie. Nie warto nawet wspominać. Jelenia nie ruszam, łosia .Wilki i dziki odpędzam. Z  czegoś  muszę żyć. Hodowlę  prowadzić, ziemniaki zbierać.


GŁOS;
Ja, to panią podziwiam.


GŁ0S:
A ja - nie.

ONA:


Nie interesuje mnie wasze zdanie.
/ Zmiana planu.Dźwięk zapuszczanego motocykla/


ONA:
Panie?.. Jajka... to się znajdą.


ON
I tak muszę. Do farbę, po klej. Inaczej nie skończę tej roboty.


ONA;
Co to jest prawo zasiedzenia? Czy Ja mam jakieś prawo, bo mieszkam tu już  siedemdziesiąty rok.


ON
Nie wiem, nie jestem prawnikiem. Znam jednego moczynosa..
/ śmieje się /
taki lepszy korytarzowiec. Pomyślunek jednak ma. Jeśli nie brać pod uwagę sumienia...


ONA:
Pan zapyta!

 

ON:
Jak wrócę do domu. Kiedy? To zależy od pani.


ONA
Można pojechać. Za moje pieniądze.


ON
0, iskry nie chce podać, czy co? Do diabła...
/ Śpiew ptaków /
I nie wiem co się stało, jakiś poważniejszy defekt. Gosposiu, gosposiu!


ONA
Idę , id ę


ON:
Nie ma pani cukru i trochę chleba. Zgłodniałem . Ze trzy godziny babrzę się przy tym motorze...


ONA
 W mieście jest mechanik.


ON:
Ba, w mieście!


ON A:
Za dzień obróci. A pekaesem to szybciej. Zdążyć jeszcze można.
Do wsi 9 kilometrów.


ON
Lubię chleb z cukrem.Tak sobie posypać cukrem dobrze namoczonym w źródlanej wodzie chleb,chociaż cukier nie na wszystko jest zdrowy. Na benzynę na przykład nie. Za okupacji  to Niemcom cukier do baków wsypywano...


ONA
I niby ja miałabym teraz....

ON:
Bo pani jest w tym zainteresowana. Żebym nie skończył. Kleju też więcej miałem. I farby. Jakoś wszystko  zniknęło.


ONA:
Złodziejką nie jestem.


ON:
Nie byłbym ja to byłby kto inny.


ONA:
Powtarzać mi też ciągłe tego samego nie trzeba. Przygłucha nie jestem. Każdy tak mówi: nie ja to ktoś inny.


0N:
Pani zrozumie.


ONA;
Ja tam się tłumaczyć nie będę.
/ Zmiana płanu /


ON:
Całe szczęście, że jutro będzie można odrobić. Cztery dni w jednej leśniczówce to trochę za długo.Dzisiaj, Jasiu nie zarobiliśmy nawet na papierosy. Łatwo powiedzieć: daj spokój. Wiesz przecież, że muszę skończyć.Stara bruździ? Przetrzymamy. A po nią nyska zajadzie. Graty zapakują i - wio! Sam dobrze wiesz, że nikomu źle nie życzę.Ale jaki sens, jaki to ma sens? Baba w lesie? Strzyga. Jaki, powiedz...
/ zmiana planu/


GŁOS:
 I po co  mamusi tam siedzieć, na tym odludziu?


GŁOS DZIECIĘCY:
BabcIu, tatuś mówił, że babcia jak Baba Jaga z wilkami rozmawia.


GŁOS:
Po co?


ONA:
Wszyscy odeszli. Pokończyli szkoły, pożenili się, odeszli.
A ktoś  musi zostać tam , gdzie byliśmy tyle wieków. W królewskich,w cesarskich lasach....tam gdzie byliśmy... nawet stara też się przyda. Jak nikt innny nie chce... przyjadą z dziećmi, posłuchają lasu, oduczą się krzyku, chełpliwości, odpoczną.
/ Zmiana planu /


ONA
Panie, panie ! Obiad gotowy!


ON
Obiad?


ONA
Zmęczył się pan tym motorem.Jest chłodnik i przyzwoity kawał mięsa.

(dźwięk talerzy  i sztuććów  )
ONA:
W drewutni stoi rower. Po mężu. Jeszcze dobry. Jak pan wyjadzie zaraz po deserze to we wsi złapie pan pekaes.

ON:
Nie mam już interesu. ...jechać . Ze mną po dobroci dużo można, zrobić. Naprawdę pani nie wie co się stało z klejem?
/ zmiana planu /


ON / śmiejąc się, później konfidencjonalnie/:
I tak trzeba zrobić...  Wapno i kreda nigdy się nie pogodzą. Postaram się, żeby przysłali jakiegoś młodzika.A ci młodzi malarze! Na taki prosty kanał dadzą się nabrać a w razie czego zrobi pani jeszcze inaczej... to nie ma silnych, będzie odpryskiwać. Jak nie zakończę roboty, nikt się nie wprowadzi.
A w międzyczasie popytam prawników. Nie można przecież człowieka wysiudać z lasu trzeba mu dać taki sam las.
/ warkot motocykla /

floryda
O mnie floryda

Pisarz uprawiający prawie wszystkie dyscypliny literatury, od poezji do przekładów z paru języków. Z wykształcenia -filozof i socjolog.Od marca1961 do 30grudnia 2006 członek Warszawskiego Oddziału Związku Literatów Polskich. Biogram ( pod nazwiskiem,które na blogu widnieje przy publikacji materiałów literackich, nie pod nickiem "Floryda " ) - w "Wikipedii " oraz we wszystkich wydaniach słownika L.M. Bartelskiego i w słowniku iblowskim ,a także w angielsko-amerykańskim " Who is who in poetry " .(Profilowe zdjęcie zrobiono na działce 23 maja 2017 r. ,5 dni po jubileuszu 80- lecia . )

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Kultura