88 obserwujących
541 notek
588k odsłon
627 odsłon

Krzysztof Wołodźko: Zróbmy sobie Polskę

Wykop Skomentuj8

Krzysztof WołodźkoSceny z dzieciństwa, pewnie na siebie nałożone. Dworzec PKP w Poznaniu, charakterystyczne drewniane, długie ławki w poczekalni, późna godzina, czarno-biały telewizor wysoko na stojaku. Byle jakie żółtawe światło niezbyt ostro maluje scenerię. Druga połowa lat osiemdziesiątych.

Zmęczeni ludzie, robotnicy, inteligencja, „niebieskie ptaki” Polski Ludowej, niektóre twarze prawie jak z „Korkociągu” Marka Piwowskiego. Czekam z Rodzicami na pociąg. Telewizor migocze jedynie słusznym śnieżeniem, partia czuwa i troszczy się, ludzie siedzą, przygaszeni, cisi. Mężczyzna oddaje mocz w rogu sali. – Nie patrz, synku – słyszę. Ale patrzę, patrzę, bo już kształtują się nawyki i matryca postrzegania rzeczywistości, kształtuje się zmysł wychwytujący turpizm, zaczyna obserwacja ojczystych cieni. Dobrze rozumiem frazę: „Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcunocy: / Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy”. I to był w dużej mierze PRL, nieprzefiltrowany przez bareizmy, socjal-resentymenty, propagandę postkomunizmu – niemartyrologiczny, cwaniacko-oślizgło-beznadziejny, zepchnięty do ogólnonarodowej podświadomości jako historyczna trauma i wstyd.

2013 rok, wiosna, dworzec PKP w Poznaniu, a właściwie dwa dworce: stary i nowy. Już po 22.00. Na zewnątrz nagła burza. Nie ma gdzie usiąść – na starym dworcu Straż Ochrony Kolei przegania ludzi z niewielkiej poczekalni, chyba cudem ocalałej obok małej kawiarenki. Zielony kolor ścian, niewygodne krzesła, kilka stolików. Poczekalnie, takie z prawdziwego zdarzenia, zlikwidowano na starym dworcu, a na nowym nie ma ich wcale. Są sieciowe kawiarnie, automaty z koncernowymi słodyczami i napojami. Zatem podróżni stoją, siedzą na walizkach w dworcowym hallu, jak intruzi, jak ludzie niepotrzebni. Bo nie ma przestrzeni publicznej na dworcach urządzonych wedle logiki realnego liberalizmu. Bo prawie nie ma przestrzeni publicznej w kraju realnego liberalizmu.

Myślę czasem, skąd to, ta dzisiejsza niechęć i niezrozumienie rzeczy wspólnych. I jedna myśl świta mi w głowie, gdy tak nakładam na siebie te obrazy – dziecięce i współczesne. Że to wszystko z choroby, z choroby wstydu i nieumiejętności, choroby ucieczki i niezadowolenia, z choroby bezradności i zobojętnienia – uciekliśmy od przestrzeni publicznej, wspólnej, jednoczącej. Zbiegliśmy w te wszystkie wsobności i odosobnienia, w strategie indywidualnego przetrwania, popychani kolanem, kuksańcami, marchewką, złudzeniem, sukcesem, gniewem, nadzieją – żeby już nie siedzieć w żółtomglistym świetle PRL-owskiej poczekalni. Wyrwaliśmy się ku światłu neonów i reklam, sycącym wzrok barwom opakowań batoników, proszków do prania, wyrwaliśmy się z piekiełka zapuszczonej przestrzeni publicznej do lepszego świata. Zatrzasnęliśmy drzwi za brudem, od którego pękały oczy, i za ciepłem przaśnych, ale wspólnych miejsc. Nie pytaliśmy – pytać nie było kogo – co właściwie urządzimy sobie w zamian.

Mamy zatem swój kraj. Wypasione bryki stoją na światłach, pada gwałtowny deszcz, drogi są dziurawe, nawet te wielkomiejskie. Wypasione bryki niemal jak amfibie, w tych dziurach zalanych zbełtaną deszczówką, która spływa niemrawo pod ziemię, rynsztokami. Mamy wypasione bryki i dziurawe drogi, mamy rosnący dobrobyt i rosnące ubóstwo oraz niedofinansowanie infrastruktury publicznej. Nasi dziadkowie i rodzice już dawno zostawili na złomie maluchy, sprowadzili sobie zachodnie auta z niemieckich złomowisk. Albo kupili coś na kredyt, albo za gotówkę – bo przecież dobrodziejstwo transformacji, przejście ze świata Gorzej-Być-Nie-Może do świata realnego liberalizmu, wielu jednak się opłacało.

Ale gdy trzeba było ciągnąć ku sobie, gryźć, drapać, ustawiać się, rozpychać – to w kurzu bitewnym Wielkiej Wojny Przepoczwarzenia Ustrojowego nie widać było za dobrze, jak znika przestrzeń publiczna. I – prawdę mówiąc – kto się dorobił, nie widział potrzeby, by za nią płakać. Bo na co dworzec kolejowy szczęśliwemu posiadaczowi sprawnego samochodu, sprowadzonego z Niemiec? Wreszcie można było się odseparować, wyłączyć z ogółu, który kojarzył się bardziej z kolejką niż z przygaszoną „Solidarnością”, wyjść z tej śmierdzącej poczekalni. Nareszcie można było zjeść batonika, popić słodkim napojem z plastiku, zmienić szarawy proszek „Ixi” na taki pachnący, z granulkami, wyremontować kuchnię, łazienkę, zacząć żyć, konsumować, być i tyć. O, błogosławiona wsobności życia w III Rzeczpospolitej! O, święta obojętności wobec śmierdzącej ojczyzny! Zróbmy sobie inną! No to zrobiliśmy…

Wiem, brzydko piszę. Wypadałoby trochę socjalistycznej litości dla Polski Ludowej i nieco prawicowego, mało zobowiązującego wzruszenia nad umęczoną ojczyzną. Kłopot w tym, że tak się nie da. Bo z ziemi peerelowskiej do trzeciopospolitej przeszliśmy jednak dość obrzydliwie, choć może trudno było inaczej. A skąd ta obrzydliwość? Bo tę Polskę nisko wyceniliśmy i szybko rozparcelowaliśmy, nie daliśmy sobie i jej większych szans, żeby coś wspólnego dla wszystkich z niej ocalić – fizycznie, nie nadrealnie. Przetransferowaliśmy tę Polskę do własnych kieszeni i ona tam teraz cicho pobrzękuje judaszowym groszem. I gdy się dobrze wsłuchać, słychać ją zarówno z kieszeni starych esbeków, jak i prawdziwych Polaków. I z kieszeni małomiasteczkowego urzędnika, i z portfela zasłużonych dla budowania społeczeństwa obywatelskiego. A o czym ta Polska brzęczy, o czym kwili? Kto wie, może o tym, że jej tam wygodniej i lepiej niż w peerelowskiej poczekalni. Bo przecież, powiedzmy to jasno, ona w ciągu stuleci chyba do tego przywykła, że trafia z kieszeni do kieszeni, a zakładam, że źle się jednak czuła w żółtym poblasku peerelowskiej poczekalni, pełnej ludzi, którzy przestali już wierzyć megafonom. A może i tam było jej nie najgorzej? Gdy parowała ciepłą strużką uryny na dworcowej poczekalni, gdy wzlatywała pod niebo robociarskimi modlitwami pod stoczniową bramą, gdy siedziała w szkolnej stołówce, przełykając szpinak i kożuch od mleka oraz drobiła fluoryzowanymi zębami cienko krojoną kiełbasę. Nie wiem, Polska jest małomówna, zamknięta w sobie jak latami poniewierana kobieta.

Wykop Skomentuj8
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale