Blog
pismo sprawiedliwości społecznej
NOWY OBYWATEL
NOWY OBYWATEL http://nowyobywatel.pl/
88 obserwujących 541 notek 587277 odsłon
NOWY OBYWATEL, 12 grudnia 2008 r.

Januła, Jakubek: Tarcza antyrakietowa: prawdy i fikcje

W czasach prezydentury Ronalda Reagana powstała wybujała i dość fantastyczna, bardziej koncepcja niż konkretne przedsięwzięcie, doktryna pod szumną nazwą „gwiezdne wojny”.

W doktrynie tej zawarto plan uzyskania przewagi militarnej w technologiach rakietowo-jądrowych poprzez eliminację rakiet przeciwnika, czyli ZSRR. Wiara w nowe technologie pozwalała mieć nadzieje, że przy pomocy np. laserów można będzie szybko i skutecznie zestrzeliwać rakiety przeciwnika, nawet jeżeli będzie ich spora ilość i będą się poruszały błyskawicznie.

Realizm musiał zastąpić te wybujałe ambicje, bo wielkie lasery można oczywiście wyprodukować, wprowadzić na orbitę, wycelować itd. Pozostaje natomiast problem podstawowy: skąd taki laser ma czerpać energię potrzebną do wielokrotnych strzałów? Dlatego obecnie i przez przynajmniej następnych 30 lat, przy zestrzeliwaniu rakiet przeciwnika trzeba się będzie posługiwać klasycznymi technologiami sprzed pół wieku. Oczywiście znacznie ulepszonymi dzięki postępowi technicznemu oraz m.in. możliwościom nawigacyjnym, wynikającym chociażby z powszechnie już znanego systemu GPS.

Wyimaginowane zagrożenie

Obecna amerykańska doktryna obronna zakłada, że terytorium USA i przy okazji Kanady powinno być po zainstalowaniu głównych komponentów tzw. tarczy antyrakietowej całkowicie bezpieczne od ataku rakietowego jakiegokolwiek państwa. Nieprzypadkowo napisaliśmy „jakiegokolwiek”, bo zdaniem administracji George’a W. Busha zagrożenie stanowią „państwa bandyckie” jak Iran, Korea Północna czy Syria, ale za wroga uważa się tradycyjnego przeciwnika, czyli rosnącą w siłę Rosję, a poniekąd również i Chiny. To tylko propaganda amerykańska, a w ślad za nią niestety i polskie środki masowego przekazu usiłują wmówić opinii publicznej, że tarcza skierowana jest wyłącznie przeciwko rakietom Kim Dzong Ila czy irańskich ajatollahów.

Korea Północna, jeżeli chodzi o technologie rakietowe, nie osiągnęła poziomu, w którym jej rakiety mogłyby dolecieć na terytorium USA. Z kolei Iran ściśle kooperuje w dziedzinie rakiet balistycznych właśnie z Koreą Północną i posiadane przez niego rakiety są po prostu mutacjami rakiet koreańskich. Co prawda rakieta „Szachab III”, której próby ostatnio przeprowadzono w państwie ajatollahów, posiada zasięg nieco ponad 2000 km, ale to teoria, bo sterowanie nią pozostawia na razie dużo do życzenia. Eksperci twierdzą – i to bez złośliwości – że niemiecka A-4, popularnie określana jako V-2, sterowana przez dwa żyrokompasy, była bardziej celna. Chiny, które jeszcze w latach 80. udzielały Korei Północnej daleko idącej pomocy wojskowej, aktualnie ograniczają się do przekazywania niewielkiej ilości broni konwencjonalnej, a techników rakietowych z tego kraju wycofywały sukcesywnie od roku 1994.

Dlatego rozwój technologii rakietowej w wydaniu Koreańczyków dość gwałtownie przyhamował. Rakieta Taepodang 2, szumnie reklamowana jako pocisk, którym można zaatakować nie tylko Japonię, ale również Hawaje, okazała się w znacznym stopniu niewypałem technicznym – obie próby odpalenia zakończyły się zniszczeniem pocisku raz po trzech, a następnie po 19 minutach lotu. Syria ma natomiast wyłącznie stare poradzieckie rakiety przeciwlotnicze klasy „Wołchow” i „Oka”, te same zresztą, które zainstalowane są jeszcze w niektórych dywizjonach w naszym kraju. Analitycy sądzą, że ani Iran, który ma przecież zaplecze finansowe, ani głodująca Korea, przed upływem minimum 10-12 lat nie osiągną postępów w technice rakietowej na tyle istotnych, żeby zagrozić Stanom Zjednoczonym.

Sieć światowa

Stara zasada mówi jednak, że przezorny zawsze ubezpieczony. Trudno się zatem dziwić, że administracja amerykańska, mając perspektywę co najmniej dziesięciu lat w zapasie, stara się już teraz stworzyć antidotum na ewentualny atak rakietowy. Według planu, w czternastu punktach na całym globie mają zostać umieszczone bazy z wyrzutniami antyrakiet balistycznych. Dwie z tych baz już w zasadzie istnieją. Jedna na Alasce, druga w Kalifornii. Kolejne, o czym się za bardzo światowej opinii publicznej nie informuje, budowane są na wyspie Midway w archipelagu Hawajów, japońskiej Okinawie oraz amerykańskim Samoa. Prawdopodobnie kolejne będą zlokalizowane na japońskiej wyspie Hokkaido, Grenlandii i kanadyjskiej Ziemi Baffina. Później przyjdzie kolej na dalsze.

Natomiast radary dopplerowskie o wysokim stopniu rozdzielczości, współpracujące z systemem antyrakietowym, już istnieją w kilkunastu miejscach na ziemi. Najbliżej nas jest instalacja na Półwyspie Jutlandzkim i radary w Szkocji i brytyjskich Hebrydach. Instalacja w Polsce jest ważnym elementem w systemie, szczególnie po tym, jak Norwegia nie wyraziła zgody na wyrzutnie na Spitsbergenie. W tym rejonie Amerykanie na pewno zainstalują pływającą bazę – wyrzutnię antyrakiet, ale utrzymanie okrętu o wyporności około 70 tys. ton (byłego lotniskowca klasy Forrestal) w stałej gotowości oznacza duże koszty.

Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

O mnie

Blog pisma NOWY OBYWATEL

okładka aktualnego numeru kwartalnika „Nowy Obywatel” Piszą:
Krzysztof WołodźkoJarosław Górski

Kontakt Stowarzyszenie „Obywatele Obywatelom” ul. Piotrkowska 5 90-406 Łódź

Okładka książki E. Abramowski Braterstwo, solidarność, współdziałanie.

obywatel na facebook

Czy masz świadomość, audycja społeczno-ekologiczna

Banner serwisu lewicowo.pl

Ostatnie notki

Obserwowane blogi

Ostatnie komentarze

  • @PROROK.LEBIODA Oj, to niedobrze. Dzięki! :-) KW
  • @jazmig Że też Benedykt XVI nie zapytał jazmiga o zdanie przed publikacją encykliki. Skandal...
  • @Lubicz Dla spokoju sumienia burżuazja ma charytatywę nie lewicę. ;-) Zaś lListki figowe...

Tematy w dziale