Józef Słoneczny Józef Słoneczny
241
BLOG

Czego nie ma w aktach Epsteina?

Józef Słoneczny Józef Słoneczny Polityka Obserwuj notkę 5
Dystansując się od nagromadzonych emocji, spróbujmy zobaczyć nie do końca dobrze rozumiany sens zjawisk opisanych przez szokujące akta, a także spojrzeć jeszcze głębiej i zobaczyć czego w nich nie ma. I co to wszystko właściwie znaczy?

Po pierwsze, zastanówmy się.

W kakofonii ostatnich wydarzeń należy zachować ostrożność i pewien dystans. Niniejszy artykuł proponuje czytać jako zestaw tez ułatwiających zrozumienie wydarzeń, zjawisk i struktur wyłaniających się z ujawnionych akt przestępcy seksualnego, jakim był Jeffrey Epstein. To, że w tym momencie nie poświęcam miejsca na ich uzasadnienie, nie znaczy, że nie mogę ich szerzej obronić, albo uargumentować. Przejdźmy do sedna. Czego widać i czego nie widać w aktach Epsteina?

Co widać? Ludzkie tragedie, wpływy, znajomości, zainteresowania.

Ze słów tysięcy ujawnionych maili wynika z wielką pewnością co najmniej kilka rzeczy. Jeffrey Epstein był przestępcą seksualnym, a wielu ludzi z najwyższych szczebli władzy również. Jeffrey Epstein interesował się wieloma rzeczami, od kryptowalut na ich wczesnym stadium po politykę takiego kraju jak Polska. Znajomości tego człowieka sięgały naprawdę wysoko, uderza choćby to, iż spotykał się prezydentami kilku krajów, politykami na najwyższym szczeblu, znamienitymi biznesmenami, ludźmi świata show-biznesu i prawdopodobnie również służb (być może nawet kilku krajów). 

Znajomości tego człowieka prawdopodobnie gwarantowały mu bezkarność, to bezapelacyjne. Przestrzegam jednak przed traktowaniem tej osoby niczym ziemskiego Demiurga, istnego Boga-Człowieka, który we wszystkim brał udział (chociaż wiele rzeczy miał na sumieniu) i o wszystkim wiedział (chociaż wieloma tematami się interesował, choćby najnowszą filozofią, co też rzuca interesujące światło). Innymi słowy; zachowajmy zdrowy umiar w osądach.  

Wreszcie jest jeszcze płaszczyzna ludzkiego cierpienia i symetrycznych niegodziwości ludzkich postaci, jakie te cierpienia zrodziły. Dla wielu to było oczywiste. Równie wielu jednak żyło fałszywymi ułudami. To też należy podkreślić. Wreszcie mamy dość mocny dowód na spaczoną naturę ludzi o najwyższej władzy na tym świecie. Coś, co dla nas tak oczywiste, kiedy czytamy choćby o okrucieństwach średniowiecznych królów, albo perwersyjnych orgiach nowożytnych arystokratów, okazuje się pasować równie dobrze do dzisiaj. Zwyczajnie straciliśmy liberalną ułudę pewnej nieskazitelności i wyjątkowości naszych czasów.  

https://m.salon24.pl/98fa390d284f286ac1b6545cc14c7e18,860,0,0,0.png 

Czego w ujawnionych aktach Epsteina nie ma, a co równie ważne?

W ujawnionych mailach i dokumentach równie ważne poza tym, co jest ich treścią, jest również to, czego tam nie ma. O ile pewne wątki styku tego człowieka z Izraelem zostały bardzo słusznie podkreślone i wciąż badane i dlatego pozwolę sobie nie poświęcać temu wątkowi większej uwagi, przepraszam czytelników. O tyle spróbuję postawić sprawę z głowy na nogi i skupić naszą uwagę na tym, na co powinniśmy spojrzeć inaczej. 

Czy służby specjalne werbują współpracowników, jeśli mają na nich obciążający materiał, gwarantujący podległość współpracowników ich oficerom prowadzącym? Tak. Gwarantują. To reguła werbunku służb niejawnych na całym świecie. Czy sprokurowanie materiałów pedofilskich z najbardziej wpływowymi biznesmenami i celebrytami gwarantuje ich posłuszeństwo w rękach tych, którzy mają takie nagrania? Absolutnie. Moim zdaniem ten model teoretyczny najlepiej wyjaśnia rolę Epsteina i całej śmietanki towarzyskiej wizytującej jego wyspę.  

Epstein pewnie współpracował ze służbami izraelskimi, niemal na pewno prokurował bardzo silne materiały kompromitujące dla amerykańskich służb. Kim byli oficerowie prowadzący Epsteina? Kto nagrywał pedofilskie ekscesy elit, by trzymać rzeczone elity na smyczy? Kto jest dziś w posiadaniu tych nagrań? Kto o całej sprawie wiedział w ciągu tych lat, kogo posiadającego tę wiedzę pozbawiono życia? Kto wie więcej niż my, bo na pewny nie wiemy wszystkiego? I wreszcie.

Po co to wszystko? Dlaczego administracja Trumpa to robi?

Tu odpowiedź jest chyba najtrudniejsza i przyznam, nie mam jej. Wydaje mi się, że kluczem jest na pewno zarządzanie debatą publiczną, to teraz w pewnym sensie temat zastępczy, odwracający uwagę od pewnych problemów administracji Trumpa. Z drugiej strony pozwala oczyścić się jej i pokazać jako najbardziej transparentna, odkrywająca ukryte przez lata tajemnice przed współobywatelami i wyborcami. O kim informacje jednak ocenzurowano? Wydaje mi się, że to też mocny sygnał wobec tych współpracowników, zwerbowanych przez materiały nagrane na wyspie Epsteina, że są winni bezwzględne posłuszeństwo. Inaczej ich po prostu nie będzie. Wreszcie, na całą sprawę może należy patrzeć na jako wypadkową pewnego konfliktu w amerykańskich służbach specjalnych. Czy jedni oficerowie, dozując informacje o całej sprawie, pokazują swoim zdegradowanym przez administrację Trumpa kolegom z pracy, że to oni są teraz u władzy i do nich należy glob? Dowodu w ręce nie mam, ale wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka