Żył sobie kiedyś proboszcz o złotym sercu. Kochał ludzi i zwierzęta, pocieszał chorych, pomagał słabym. Jego dni były całkowicie wypełnione - od świtu aż do późnego wieczora był poza domem.
Kiedy pewnego wieczora zmęczony kolejnym ciężkim dniem wracał proboszcz do swej plebanii usłyszał cichutkie wołanie:
- Księże proboszczu!
Ksiądz zatrzymał się, rozejrzał ale nikogo nie było. Już miał ruszyć w dalszą drogę gdy znów usłyszał:
- Księże proboszczu!
Ksiądz poszedł za głosem i na skraju drogi ujrzał kamień, a na nim siedzącą małą zieloną żabkę.
- Księże proboszczu... - szepnęła żabka.
- Co, malutka? - Zatroskanym głosem odezwał się proboszcz.
- Księże proboszczu, nie mnie ksiądz ratuje! Zostałem przemieniony w żabkę przez diabła!
- Ale jak Ci mogę pomóc?
- Niech mnie ksiądz zabierze ze sobą na plebanię, położy do łóżka, pocałuje i przytuli na dobranoc a rano zmienię się na powrót w pięknego, czternastoletniego ministranta...
Ulitował się proboszcz. Wziął żabkę, zaniósł na plebanię, położył do łóżka, pocałował, przytulił, położył się obok a gdy rano się zbudził zobaczył leżącego obok siebie pięknego, czternastoletniego ministranta.
I tej wersji będziemy się trzymali, Wysoki Sądzie!


Komentarze
Pokaż komentarze (7)