Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski
80
BLOG

Rzecz o stadzie lwów czyli szacunek dla lewicy

Andrzej Zbierzchowski Andrzej Zbierzchowski Polityka Obserwuj notkę 5
30 czerwca o godzinie 13.20 salonowicz Eumenes popełnił był wpis, w którym przeczytać możemy co następuje:

„Moja opinia jest taka - dyskusja wymaga w pierwszej kolejności szacunku dla dyskutanta. W zbieraninie Nicponiowej tego szacunku nie ma, dlatego też żadnej dyskusji z Sierakowskim czy kimkolwiek innym z lewicy - nie będzie”.

I pięknie.
Tylko trzeba by uściślić jedną kwestię: O jaki szacunek chodzi? Werbalny czy rozciągnięty na całość działań w ramach swojej doktryny, swojego światopoglądu? Bo jeśli to pierwsze, to prawdę mówiąc niezbyt mi odpowiada Wersal w towarzystwie osób, które brak szacunku do innych mają w programie, często wcale o tym nie wiedząc. Jeden przykład takiego braku szacunku podał Nicpoń. Sto innych – Ziemkiewicz w „Polactwie”, kolejne setki dorzucają następni, z JKM na czele. Ja ze swej strony wrzuciłem o kaftanie bezpieczeństwa i o talerzu zupy (w kontekście ochrony zdrowia, ale zupka jest multi purpose). Wszystko to lewica – zabrać produktywnym, dać obibokom i ofiarom losu. Zabrać tym, co się dorobili – oddać tym, którzy jedyne, czego się dorobią to marskość wątroby… O jakim szacunku można rozmawiać z ludźmi, którzy określają się mianem lewicowców ergo – wspierają mechanizmy we wzmiankowanych blogach naszkicowane?

Sawanna. Wysoka, spieczona słońcem trawa, w stronę sadzawki w której stoi nieco mętnej wody podąża stadko antylop. Nie wszystkie dotrą – wysoka trawa dobrze kryje płowe cielska, czujne żółte ślepia śledzą każdy ich ruch. Nadchodzi moment – z trawy zrywaj się lwice. Atak jest błyskawiczny i doskonale skoordynowany – niektóre odcinają antylopom drogę ucieczki inne – atakują wybrane sztuki. Wkrótce walka jest skończona – stado pierzcha w panice, na placu boju pozostaną dwie – te, którym już się nigdzie nie spieszy. Lwice zbierają się przy zdobyczy, z trawy wyłania się samiec – dominujący władca stada. On nie polował. Tylko przyglądał się łowom ale teraz, kiedy jest co jeść on ma pierwszeństwo przy stole. Lwice czekają cierpliwie aż samiec zakończy posiłek, to co zostanie – jest ich. Jeśli zostanie za mało, jeśli lwice po obiedzie pozostaną głodne będzie to oznaczało, że się nie spisały, że upolowały za mało. Stan ich brzuchów jest zależny tylko od nich. Muszą się starać – jeśli nie będą dojadały – będą słabły. Jeśli będą słabły to nie będą w stanie polować. Takie życie.

No a co z samcem? Dlaczego nie poluje a ma pierwszeństwo?

Ależ to oczywiste: Samiec naraża się na znacznie większe niebezpieczeństwo. Jest dominatorem, a jeśli chce nim pozostać musi być silny i wypoczęty. Nie da się tego osiągnąć nie jedząc. Kiedy w okolicy pojawi się inne stado samiec będzie musiał bronić swojego terenu, swojej wody, swoich lwic i łowisk. Zmierzy się z dominatorem obcego stada, porażka to śmierć nie tylko dla niego ale i dla jego lwic. W walce – lub z głodu. W razie potrzeby on pierwszy naraża swoje życie.

Ale na razie trwa uczta. Starczyło i dla samca, i dla lwic, i dla potomstwa. Dookoła krążą stada hien i szakali. Przyglądają się zdobyczy upolowanej przez wielkich i na razie pożerają ją wzrokiem, rozszarpują, wyrywają lwom z paszczy, z przełyków wręcz. Ale nikt się nie zbliża – cios lwiej łapy to nie jest to, o czym hieny marzą najbardziej. Obserwują więc – może zostanie też coś dla nich? Wygląda na to, że tak. Lwy podnoszą się leniwie, niespiesznie oddalają się i nikną w zaroślach. Na resztki rzucają się hieny, wyrywają szarpią. Gryzą się między sobą o każdy ochłap – niektóre pozostaną przy ścierwie już na zawsze, zabite przez pobratymców. Tymi zajmą się później ścierwniki…

W życiu – jak na sawannie. Są tacy, którzy zdobywają środki do życia własnym trudem. Są tacy, którzy żywią się odpadkami z ich stołów. Każdy ma swoje należne miejsce w życiu – takie, jakie sobie wypracował. Nic mniej i nic więcej. I nagle pojawia się lewak. I wciela w życie swoje idee – skutecznie, bo tych którzy mają na widoku doraźną (o długoterminowej nie ma w ogóle co gadać) korzyść z działalności lewaka jest więcej i są bardziej zdeterminowani od tych, którzy starych porządków bronią. I w ramach "Wyklęty powstań ludu Ziemii" pierwszeństwo przy stole otrzymują hieny. I lewak. Efekty? Jak przy wszystkim, co postawiono na głowie łatwe do przewidzenia i pięknie zilustrowane w filmie „Król Lew” Disneya – bo ta kreskówka jest modelowym przykładem funkcjonowania lewicy i prawicy.

Więc o jaki szacunek chodzi, panie Eumenes? I o jakiej dyskusji w ogóle mowa? O czym? O ustawowym wydłużeniu ciąży do 12 miesięcy?

O, jakże szybko nastrój prysnął wzniosły! Albowiem w kraju tym zaczarowanym gdzie – jak w złej bajce – ludźmi rządzą osły jakież tu mogą być właściwie zmiany? Tu tylko szpiclom coraz większe uszy rosną, milicji – coraz dłuższe pałki, i coraz bardziej pustka rośnie w duszy, i coraz bardziej mózg się robi miałki. Tu tylko może prosperować gnida, cwaniak i kurwa, łotr i donosiciel... Janusz Szpotański (ok. 1975) Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób. — Oscar Wilde Madness Of The Crowds - Helloween Sightless the one who relays on promise Blind he who follows the path of vows Deaf he who tolerates words of deception But they who fathom the truth bellow Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Guilty the one with his silent knowledge Exploiting innocence for himself Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game Dangerous he whom our faith was given Broad is the road leading straight to hell Shout! Shout! The madness of the crowds hail insane The madness of the game „...czasem mam ochotę powiedzieć prawdę, ale to zabrzmi dziwnie, w tej mojej funkcji mówienie prawdy nie jest cnotą, nie za to biorę pieniądze, i nie to powinienem tu robić” Donald Tusk, Przekrój nr 15/2005 Lemingi maszerują do urn Tam gdzie gęsty las, a w lesie kręta ścieżyna kończą się raptownie, zaczyna się ogromne urwisko. Stromy, idealnie pionowy brzeg opada ku skłębionemu morzu parskającemu bryzgami piany i bijącemu wściekle o skały. Nad tą przepaścią siedziały beztrosko dwa lemingi i wesoło majtały nóżkami. - No i widzisz? - mówi jeden - Wiele nas to kosztowało, balansowaliśmy na granicy instynktu i zdrowego rozsądku, walczyliśmy z nieznaną siłą, na naszych oczach tysiące pobratymców runęło w dół ale my nie! Nam się udało! Jesteśmy ostatnimi żyjącymi przedstawicielami gatunku. Jesteśmy debeściaki hi hi hi... Tymczasem nieopodal, uważnie przepatrując knieję, przedzierał się przez gąszcze strażnik leśny Edward - przyjaciel i niezastąpiony opiekun wszystkich leśnych stworzeń. Właśnie usłyszał dziwne popiskiwanie i głęboka bruzda troski przecięła jego ogorzałe czoło. "Pewnie jakieś zbłąkane maleństwa kręcą się tu samotne" - pomyśał - "Czas po raz kolejny udowodnić swą szlachetność - i pomóc w potrzebie!". - Hop hop! - zawołał. Lemingom nie trzeba było dwa razy powtarzać...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (5)

Inne tematy w dziale Polityka