Ochłapczyca Ochłapczyca
37
BLOG

Holiday Special

Ochłapczyca Ochłapczyca Rozmaitości Obserwuj notkę 1

 Nadesłane przez pana o imieniu jackhandleman.

Czytajcie i komenćcie.

 

 

Bóg umarł.


Mam takie jedno samochodowe marzenie. Marzenie ma długą nazwę: Dodge Ram
1500 5,7 Hemi 4x4 i nikt, absolutnie nikt- poza fascynatami- nie zada
sobie zapewne trudu zapamiętania jej. Słusznie- bo i po co? I tak nie
kupicie, ja zresztą też nie. Dlaczego? Wyjaśnimy zaraz w  trymiga.

Skąd się ono u mnie wzięło- nie mam pojęcia. Być może chciałbym mieć
coś, co będzie jeszcze brzydsze, większe, mniej rozsądne i praktyczne
nić ja. Możliwe. Więcej- prawdopodobne. Oczywiście, jako samo-
proklamowany ekspert mógłbym zapluć sobie brodę próbując udowodnić, że
chodzi o coś więcej, niż zachciankę, o jakąś zasadę, niezawodność,
kaleko pojętą wolność osobistą, czy detale techniczne. Przejdźmy jednak
do sedna.


Mieszkam sobie radośnie za granicą- precyzyjniej- na łonie Matki Rzeszy.
Mówcie, co chcecie: że jestem zgermanizowanym zdrajcą, niewdzięcznikiem
wobec mojego (ha-ha, nomen- omen) własnego Vaterlandu, zaplutym karłem
reakcji, czy splugawicielem krwi patriotycznych przodków.

Prawda jest o wiele bardziej trywialna. Otóż Ojcowizna nie może mi
zapewnić wykształcenia w pożądanym przeze mnie kierunku, tym bardziej
później pracy zgodnej z magicznym zaklęciem wypisanym przed moim
imieniem na papierku voodoo- zwącym się niniejszym dyplomem
inżynierskim. Stąd też zrobiłem to, co Polacy umieją niezaprzeczalnie
najlepiej- wyemigrowałem- i dlatego będę podawał wszystkie dane liczbowe
w jewro, zwanym niniejszym Nowym Rublem Transferowym (NRT gwoli
prostoty).


Hipotetyczna sytuacja numer jeden: wygrywam sto tysięcy NRT na loterii.
Ok, świetnie. Furka kosztuje około 38 tysięcy. Robimy z tego 40-
wiadomo, opłaty rejestracyjne, ubezpieczenie (pełny pakiet, nie będę
ryzykował, spełniam marzenie- i tak okaże się z czasem, że pełny pakiet
mam według warunków umowy tylko wtedy, kiedy występuje koniunkcja Marsa
i Jowisza, zaćmienie księżyca a samochód został uszkodzony przez
klawesyn spadający z pogodnego nieba). Pozostaje 60 tysięcy. 20 odkładam
sobie na fundusz inwestycyjny stabilnego wzrostu- system emerytalny w
Europie epoki post- socjalnej nie należy do budzących zaufanie w
przyszłość. Kolejne 20 pakuję w skarpetkę- po ukończeniu studiów jak
znalazł na początek życia: jakąś tam kaucję pod wynajem mieszkania i
podobne trata-tata. 10 tysięcy- 10% od wygranej- pakuję pod materac. Na
wypadek wojny, ataku obcych, ciężkiej choroby, ataku kobiety chcącej się
zaręczyć. Wymieniłem wszystkie plagi? Chyba tak. Zostaje ostatnie 10
tysięcy gwoli utrzymania samochodu. Liczymy dalej (teraz zacznie się
robić skomplikowanie). Zanim podejmę pracę i się rozruszam- miną ze trzy
lata, stąd konsumował będę tylko w przybliżeniu pieniądze z loterii
zgodnie z ich przeznaczeniem (pomijam koszty życia itp., które- jak
dotąd- pokrywam i bez loterii). Załóżmy, że przez trzy lata „nawinę” 100
tysięcy kilometrów. A co! Wymarzyłem, to i jeździł będę!


Dobrze- 100 tysięcy przebiegu. Co 15 tysięcy wymieniamy olej. Czyli
sześć razy. Koszt materiałów (optymistycznie zakładam, że za robociznę
płacił nie będę, tylko sam znajdę zawsze trochę czasu, żeby pogrzebać):
sześć razy jakieś 70 NRT- 420 jewro. Co 30 tysięcy- filtr powietrza.
Trzy razy, co daje łączy koszt materiałów 30 NRT. Co 50 tysięcy-
okładziny hamulcowe- dwa razy po 200 NRT, czyli- po trudnych rachunkach-
400 NRT. Przy stu tysiącach przebiegu- tarcze i bębny też pójdą do
wymiany. Do tego końcówki drążków kierowniczych, amortyzatory, łożyska w
piastach, inne drobne elementy zawieszenia, elementy wydechu
(przestańcie sypać solą, sadyści!). Ogółem totalny remont od spodu. 2000
NRT lekką ręką. Kolejne 2000 NRT- komplet opon (małe nie są...). Po stu
tysiączkach zajrzymy też pod maskę- świece zapłonowe (osiem sztuk,
portfel się kurczy)- 400 NRT, kable świec (i znów osiem sztuk, cholera,
potężny motor)- 160 NRT. Łokej. Tyle tytułem poważniejszych
zaplanowanych rzeczy mechanicznych. Suma: 5410 jewro.


Dodajemy roczny koszt kosmetyków automobilistycznych (tak, będę kochał
to auto) pomnożony przez trzy. 300 NRT. Koszt polisy ubezpieczeniowej za
pozostałe dwa lata po zakupie- 2000 NRT. Dalej: moi drodzy, to
hamerykan. Nie łudźmy się. Drobiazgi będą się psuć, bezpieczniki i
żaróweczki przepalać, klimatyzacja wymagać konserwacji, serwomotorki
padać. W Dodge-u spodziewana jest także awaria pompki wspomagania
kierowniczego. Zatem dodajemy 1500 NRT gwoli drażniących drobiazgów.
Summa summarum: 9210 jewro. Dorzućmy płyny eksploatacyjne poza olejem i
zróbmy okrąglutkie dziesięć koła. Niby wszystko cacy, ale... ale...
Zapomnieliśmy o meritum! Sto tysięcy kilometrów przebiegu- znaczy, przy
(optymistycznym, jak cholera) spalaniu 17 l/ 100 km pójdzie w atmosferę
17 t, słownie siedemnaście ton, paliwa! Przy obecnym koszcie- 1,41
jewro/ litr- wychodzi w rachunku 23 970 jewro. Przy założeniu, że nie
będzie drożeć (to już nie optymizm, to czysta głupota). Dziękuję Wam,
cholerni ekolodzy i socjaliści! 75% kosztu paliwa to akcyzy i
ekopodatki! Dzięki Wam emerytura poszła mi w diabły! Pierścionek
zaręczynowy też, ale to nieszczególnie mnie rusza.


Dobrze. Zakładamy zatem scenariusz numer dwa: nie wygrywam na loterii.
Powoli dorabiam się w lukratywnym zawodzie i mam w końcu kryzys wieku
średniego (inaczej- syndrom zmęczenia babą, która zapewne do tej pory
usiądzie mi na karku). Kupuję auto- dokładniej coś około roku... 2034.


Moment. Mamy rok dwa tysiące trzydziesty czwarty. A ja chcę zakupić
potwora z prawie sześcioma litrami pojemności- który po odpaleniu
silnika robi wir w baku a po wyłączeniu odbija mu się radośnie. Do tego
czasu zapewne ludzie przesiądą się na ekologiczne rowery, bądź coś
rozmiaru kosiarki do trawy (i o podobnych żywotności i frajdzie z
jazdy). A ja chcę zakupić hamerykańca. Słodki Panie! Dyć, do tego czasu
nawet na ulicach San Francisco będzie jeździć coś, czego mało
entuzjastyczne mamrotanie będzie ledwie słyszalne spod poświstu turbin!
Benzyna będzie kosztowała za litr tyle, ile dziś paczka fajek z półki
premium, a ubezpieczenie czegoś, co ma więcej pojemności, niż szalka
Petriego będzie równie drogie, co trzymiesięczny urlop all- inclusive w
pięciu gwaizdkach na Fidżi.

Pomijając już fakt, że zostałbym pewnie zlinczowany publicznie za
nieekologiczną beztroskę.


Nie, nie da rady. Ale zemszczę się i zemszczę się srodze. Najlepsza
zemsta jest na stare lata- co potwierdzają wielopokoleniowe sycylijskie
vendetty. Właśnie wtedy wskrzeszę bestię- potwora z lat 50-tych, który
pod maską mógłby pomieścić dziecinną wanienkę, a w bagażniku Smarta-
jako kapsułę ratunkową. Znajdę największego pro- ekologicznego chyzia
spośród moich sąsiadów i z pełną, złośliwą premedytacją będę stawiał mu
tego Frankensztajna przed domkiem. Na biegu jałowym, niechaj ssie z
destrukcyjnym apetytem benzynę z nalepką „premium” a produkty spalania
wypluwa entuzjastycznie przez wydech z epoki, kiedy słowo „katalizator”
nie mieściło się w słowniku inżynierów. I tak przez cenne godziny...
minuty... sekundy...


Mam do tego święte prawo! Zabiliście mi marzenie!


Bóg umarł. Bóg wysokooktanowej...

Ogłoszenie patrymonialne: Brzydka, otyła i pryszczata córeczka tatusia pozna pięknego, bogatego i inteligentnego pana, który będzie ją kochał po wsze czasy, nawet jak mu Lexusa o słupek rozwali. Żąda biżuterii i dowodów miłości. Najlepiej tak trzy razy dziennie... Zgłoszenia proszę zostawiać w komentarzach wraz z informacją o miesięcznych zarobkach. Nie usuwam komentarzy trolli. No co, własne będę kasować...? Jestem piwniczna. Nigdy nie ląduję na stronie głównej Salonu. ochlapczyca@gmail.com

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (1)

Inne tematy w dziale Rozmaitości