ez. ez.
331
BLOG

Walka z alkoholizmem jak „konwencja antyprzemocowa”

ez. ez. Społeczeństwo Obserwuj notkę 10

Rozumowanie autorów pomysłu na walkę z alkoholizmem polegającą na znacznej podwyżce cen piwa, wódki itd. jest proste: jak coś jest droższe, to kupuje się tego mniej. Niby logiczne ale tylko dla kogoś, kto z alkoholizmem zetknął się raz i to dawno, bo przy okazji oglądania filmu „Zostawić Las Vegas”. Od ludzi na co dzień stykających się z tą patologią powinno być oczywiste, że osoba uzależniona prędzej nie kupi chleba niż piwa a zamiast produktu chociaż przypominjącego mięso, zaopatrzy swoją rodzinę w najtańszy rodzaj pasztetowej z Biedronki. Bowiem alkoholicy, to ekonomiczni geniusze i na wódkę zawsze mają fundusze.

Biurokraci ze Światowej Organizacji Zdrowia muszą się jednak czymś wykazać więc przedłożyli swoją rekomendację różnym politykom i, co nie dziwi mnie wcale, znalazła ona swoich admiratorów w Polsce. W imię nie burzenia europejskiego ładu i Zgody, akceptujemy ostatnimi czasy każdą bzdurę, czego świadkami byliśmy także kilka dni temu gdy Prezydent ratyfikował tzw. „konwencję antyprzemocową”, wprowadzającą do polskiego porządku prawnego pojęcie płci kulturowej. Bo jakby nie ratyfikował, to byłby wstyd jak sto… mililitrów czystej po pięć złotych. I oczywiście dałby jasny sygnał elektoratowi, że mimo zgolonych wąsów, opowiada się za biciem kobiet.

W przypadku zaleceń ŚOZ zadziałał najprawdopodobniej ten sam mechanizm jak w przypadku wspomnianej wyżej Konwencji: nie popierasz, to sprzyjasz rozwojowi alkoholizmu w Polsce. Zwalnia to naszych polityków z myślenia, bo proces koncepcyjny odbywał się w gabinetach niezależnej organizacji. Tym lepiej, bo za parę lat kolejny minister zdrowia lub polityki społecznej nie będzie musiał obwiniać siebie za rosnący odsetek ludzi umierających na marskość wątroby.

Ponadto, mało fortunny pomysł, któremu poświęciłem niniejszy wpis, zakłada także całkowity zakaz reklamy napojów alkoholowych, tak jakby potrzebowały one w ogóle jakiejś reklamy. Owszem, w ramach walki koncernów piwowarskich reklama może skierować uwagę konsumenta na ich marki jednak jaki to będzie miało wpływ na świadomość ludzi na temat istnienia czegoś takiego jak piwo, wino lub wódka? W koszyku tak czy inaczej jakiś alkohol wyląduje, a czy zarobi na tym Heineken, SABMiller, czy rodzimy Ciechan, to już przecież kwestia, z perspektywy walki z alkoholizmem, drugorzędna. Dobry produkt nie potrzebuje reklamy a skoro, jak powiedział Benjamin Franklin: „piwo jest dowodem na to, że Bóg nas kocha i chce, byśmy byli szczęśliwi”, to powodzenie kampanii antyalkoholowej ŚOZ jest raczej wątpliwe.

Jednak nawet jeśli po wprowadzeniu opisanych zmian spadnie sprzedaż wyrobów alkoholowych, to przecież nie musi to oznaczać spadku spożycia. Polak od dawna potrafił sobie radzić z absurdami otaczającego go świata więc opanowanie tak prostego procesu jak przydomowa produkcja bimbru nie będzie dla niego stanowiła większego problemu, zwłaszcza, że jest to czynność bardzo prosta, szczegółowo opisana w Internecie i co najważniejsze, nie wymagająca wielkich nakładów finansowych. Co prawda, wyrób taki nie będzie przechodził żadnych testów ale przecież alkoholikowi nie chodzi o to aby było smacznie i zdrowo, tylko tanio i skutecznie. I tak też będzie.

Ku obojętnemu wzruszeniu ramion polityków, zajętych już „rozwiązywaniem” kolejnego problemu.

ez.
O mnie ez.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo