ez. ez.
1901
BLOG

Jaki Eliot Ness, taki Al Capone. O dopalaczach, skaryfikacjach i denaturacie

ez. ez. Społeczeństwo Obserwuj notkę 65

Miał Donald Tusk swojego więźnia politycznego, czyli kibica o pseudonimie Staruch i wygląda na sto, że osobistego Starucha będzie miała także Ewa Kopacz. Areszt opuścił właśnie bardzo groźny gangster, polski Al Capone, czy jak mówią inni nadwiślański Escobar rynku dopalaczy, odpowiedzialny za handel jakimś syfem zwanym „Mocarz”. Zapowiada się elektryzujący pojedynek polskiego premiera, który mimo zagrożenia odryglował drzwi swego skromnego M-3 i stanął naprzeciw siłom bezprawia uosobionym przez 20-letniego szczyla z Górnego Śląska.

Mówiąc poważnie, to zgadzam się ze Stefanem Niesiołowskim, który stwierdził, że dopalacze biorą tylko debile. Nie da się bowiem inaczej tych ludzi określić dlatego moje współczucie dla poszkodowanych przez Mocarza jest ograniczone. Wydaje mi się, że do tej grupy należą m.in. małolaty tnący sobie facjaty w ramach upodabniania się do pseudoartystów tworzących odmóżdżającą muzykę dla nieletnich cierpiących na szereg zaburzeń psychicznych. Innymi słowy, problem dopalaczy to problem rodziców, którzy przespali gdzieś okres rozwoju swojego dziecka dopuszczając do sytuacji, w której fascynuje się ono Gangiem Albanii i innymi tego rodzaju patologicznymi bzdurami, których słuchać bez uprzedniego zażycia środków psychotropowych się nie da.

Angażowanie całego aparatu państwa na czele z premierem rządu w celu walki z handlarzami dopalaczami jest więc dla mnie, mając na uwadze powyższe, wielkim absurdem. Denaturat też nie służy do picia a jednak pewien segment konsumentów chwali sobie tą substancję jako doskonały trunek. I czy z tego powodu mamy wycofać go ze sprzedaży? Przecież po spożyciu denaturatu ludzie też umierają. Rozumiem, że w przypadku dopalaczy cierpi głównie młodzież a nawet dzieci jednak jak pokazuje pierwsza odsłona tej swoistej odmiany wojny z narkotykami, na miejsce Mocarza przyjdzie inny środek przeznaczony oficjalnie do czyszczenia kibli ale jako efekt uboczny dający kopa jak ta lala.

Show jednak must go on więc Ewa Kopacz z trwogą w głosie „walczy” z tym problemem, który jak zasygnalizowałem wcześniej nie jest problemem dopalaczy a porzuconych dzieci, które nie mając przy sobie okazujących im zrozumienie i cierpliwość rodziców uciekają w kolorowy świat narkotykowo-wódczanych wrażeń z podkładem muzycznym Popka i Alibaby. Nawet gdyby jakimś cudem udało się stworzyć ramy prawne skutecznie delegalizujące dopalacze, to bardzo szybko wynaleziono by coś, co zagubionym dzieciakom zapewni podobne atrakcje (ten chłopiec, który pociął sobie twarz by wyglądać jak swój idol, czuł przy tym pewnie niezwykły przypływ adrenaliny).

Jak więc problemowi zaradzić? Odbudowywać więzy między dziećmi i rodzicami, nie zmuszać ich do tyrania siedem dni w tygodniu za psie pieniądze by jakoś przeżyć w tych czasach „złotego okresu polskiej państwowości”. To jest powód tej patologii, której jednym z symptomów są dopalacze: brak czasu dla swoich dzieci. Banalne? Może i tak ale lepszy prawdziwy banał niż naiwne „leczenie objawowe”, w dodatku kompromitująco nieskuteczne.

Co zrobi Ewa Kopacz? Zamknie tego mafiosa spod Katowic i ogłosi w świetle kamer, że to już teraz definitywny i na serio, serio koniec tematu dopalaczy w Polsce? Od czasów jej popisów w Smoleńsku wiadomo, że każde kłamstwo przejdzie jej przez usta więc prawdopodobnie tak też się stanie a jak jednak nie uda się jej zapuszkować tego rozbójnika, to subtelnie zmieni temat, bo przecież nadszedł już czas na związki partnerskie albo inną „palącą kwestie”.

ez.
O mnie ez.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (65)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo