Nie przypadam za Erikę Steinbach. Nie popieram jej ambicji. Ale uważam, ze spor na jej temat powinien się odbyć rzeczowo i bez fałszywych manipulacji. Takie manipulacje powodują, ze wtedy w Niemczech Erika Steinbach śluźnie jest postrzegana jako ofiar polskiego demonizowania.
Piotr Cywiński z tygodnika Wprost niestety wpada w taki schemat. Pod tytułem Dziesięć kłamstw Eriki Steinbach w Rzeczpospolicie rozprawi się z rzekomymi kłamstwami z życia Eriki Steinbach. Niestety przy tym sam nie jest zawsze ścisłe i składa dowolnie wybrane cytaty Steinbach insynuując z tym jakąś ciągłość czasową i powiązanie w jej wypowiedziach.
Kłamstwo pierwsze – życiorys wypędzonej
Erika Steinbach z uporem wpisuje się w szeregi wypędzonych. Nawet w informatorze Bundestagu podaje, że urodziła się 25 lipca 1943 r. w „Rahmel/Westpreussen”, skąd ponoć wygnano ją w bydlęcym wagonie.
Erika Steinbach urodziła się w Rahmel. Dokładnie tak pisze w jej aktach urodzenia. To jest niemiecka nazwa tej miejscowości. A na stronach Bundestagu nie ma żadnego słowa na temat wypędzenia, ani o wygnaniu, ani o bydlęcym wagonie. Oczywiscie Rumia była w tym czasie okupowana, ale była włączona do Rzeszy w Reichsgau Westpreussen. Tym się różniła Rumia n.p. od Krakowa, która należała do Generalgubernatorstwa. Dla jej statusu wypędzonego jednak jest to absolutnie nieważne, czy wypędzono jej z okupowanego miasta czy nie.
Kłamstwo drugie – wygnanie… ze Śląska
Szefowa BdV chętnie powołuje się na śląskie koneksje ojca Wilhelma Hermanna.
W RFN wygnanie przechodzi z pokolenia na pokolenie i wszystkich krewnych. Steinbach odkryła to w 1994 r., gdy wstąpiła do Związku Wypędzonych na takich samych zasadach jak inni figuranci – gdy liczba członków BdV spadła do pół miliona, zaczęto przyjmować urodzone w RFN potomstwo wysiedleńców oraz imigrantów z ostatnich lat.
Jest to sprzeczne nawet z zapisem stosownej ustawy, która brzmi: „Wypędzonym jest ten, kto jako niemiecki obywatel (…) miał miejsce zamieszkania na niemieckich terenach wschodnich pozostających dawniej pod obcą administracją lub terenach poza granicami Rzeszy według stanu terytorium z 31 grudnia 1937 r. i stracił je w związku z wydarzeniami II wojny światowej wskutek wypędzenia, w szczególności przez wydalenie lub ucieczkę”.
Nie wiem, na czym tutaj kłamstwo Eriki Steinbach polega? Steinbach niczego nie odkryła. Ona była niemal zawsze członkiem Landsmannschaft Westpreussen. A członkiem związku wypędzonych można być nawet nie będąc potomkiem wypędzonych. W Polsce jest podobnie. Mozna należeć do światowego Kongresu Kresowian nie pochodząc nawet z Kresów Wschodnich.
A Piotr Cywiński manipulował nie cytując tej ustawy w całości. W §2 tej samej ustawy pisze:
Jako wypędzony uważany jest rowniez współmałżonek wypędzonego lub potomek, który opuszczał tereny wypędzenia przed 1 styczniu 1993 roku.
Kłamstwo trzecie – apolityczność BdV
Nowe obawy Polaków przed Niemcami” – ostrzegał swego czasu „Stuttgarter Zeitung”. Dziennik zajął się listami wysyłanymi przez wysiedleńców za granicę. Zdaniem gazety wysyłkę inicjowały zrzeszenia wypędzonych. Sama Steinbach zapowiedziała walkę o „prawo do powrotu wypędzonych, ich dzieci i wnuków do utraconych ojczyzn, o odszkodowania dla wywłaszczonych oraz ukaranie gwałcicieli i morderców ciągle przebywających na wolności”.
Według „Kieler Nachrichten” wiele listów napisano na takich samych formularzach. Rozprowadzała je skrajnie prawicowa partia Bund für Gesamtdeutschland, której szef Horst Zaborowski szczycił się rozesłaniem ponad 40 tys. formularzy o zwrot majątków.
Pod naciskiem BdV Bundestag uchwalił rezolucję w sprawie nieprzedawnionej krzywdy wypędzonych, co skłoniło polski Sejm do stosownej riposty. Wysiedleńcy mają swe wpływowe grupy, zwłaszcza w chadeckich partiach CDU/CSU.
Steinbach nigdy nie rozesłała takich listów i nie inicjowała ich. Z premedytacją ("swego czasu") Cywiński unika tutaj dokładniej daty tej akcji. Okazałoby się bowiem, ze Horst Zabrowski rozesłał te listy zanim Steinbach stała się przewodniczącą Związku Wypędzonych. Sama Steinbach od dawna się dystansowała od "prawo do powrotu wypędzonych, ich dzieci i wnuków do utraconych ojczyzn".
Rezolucja Bundestagu nie mówi o "nieprzedawnionej krzywdzie wypędzonych". W tekście są niezobowiązujące sformułowanie jak "wielka krzywda" i "łamanie prawa narodowego" w kontekście wypędzeń. Sejm jednak zażądał ostrymi słowami gwarancje za nienaruszalność polskich granic, tak jakby Bundestag je podważał.
Kłamstwo czwarte – uznanie istniejących granic
..Deputowana Steinbach głosowała przeciw traktatowi o nienaruszalności istniejących granic, tę samą pozycję podtrzymuje BdV pod jej kierownictwem, który do dziś nie zweryfikował ustaleń berlińskich.
Steinbach juz czesto podkreslala, ze jej glos sprzeciwu nie dotyczylo nienaruszalnosci granic: "Wtedy natychmiast wyjaśniliśmy, ze z glosowaniem uznajemy granice nad Odrą i Nysę jako zobowiązującą granicę według prawa międzynarodowego."
Kłamstwo piąte – wspieranie europejskiej integracji
...Steinbach naciskała, by rząd uzależnił przyjęcie nowych członków do UE od spełnienia jej dezyderatów. Złożyła m.in. w Bundestagu formalny wniosek o wymuszenie na aspirantach wypłaty odszkodowań dla niemieckich jeńców, pouczyła też m.in. polskie władze, jak „załatwić sprawy z przeszłości”: „Jeśli zwrot mienia jest niemożliwy, są tereny państwowe, które mogą zrekompensować wypędzonym straty”.
Znowu Piotr Cywiński manipuluje. Erika Steinbach glosowała za przyjęcie Polski do EU, a we wniosku Bundestagu nie ma mowy o odszkodowaniach. Nawet nie ma wniosku. Istnieje jedynie dodatek do protokołu w którym Steinbach stwierdza, ze w niektorych wschodnioeuropejskich krajach istnieją ustawy, które nie są zgodnie z prawami człowieka i z prawem międzynarodowym.
Kłamstwo szóste – inicjatywa Pruskiego Powiernictwa
Gdy założyciel tej spółki komandytowej Rudi Pawelka usłyszał, że BdV odcina się od Pruskiego Powiernictwa, osłupiał ze zdumienia. Ów były szef policji, rajca i szef CDU w Leverkusen oraz szef Krajowego Związku Śląska niejednokrotnie powtarzał, że realizował cele „omawiane na zarządzie BdV”, a Steinbach „złożyła go na ołtarzu za polityczne poparcie dla jej centrum wypędzonych”.
Pawelka nie kłamał.
Czytelnik dotychczasowych rzekomych kłamstw Steinbach powinien się teraz dziwić. Dlaczego Steinbach miałaby odcinać się? Postępowanie Steinbach miałoby tylko sens, jeśli Steinbach publicznie już zajęłaby inną pozycję. Ale o tym Cywiński nie wspomniał w poprzednich punktach.
Kłamstwo siódme – powszechne uznanie dla BdV
Jakie kłamstwo? Kiedy Steinbach mówiła o "powszechnym uznaniu dla BdV"?
Kłamstwo ósme – poparcie zagranicy
„Jedynie Polska ma obiekcje” – twierdzi Steinbach. Czyżby? Niemcy sudeccy przez kilka lat blokowali porozumienie niemiecko-czeskie, co pisarz i sygnatariusz Karty 77 Pavel Kohout ocenił w Berlinie jako „próby wygrania przegranej wojny”.
Czesi i Niemcy porozumieli się długo zanim Steinbach została przewodniczącą Związku Wypędzonych. Teraz niemiecko-czeska fundacja Przyszłość nawet planuje odszkodowania dla bezprawnie wypędzonych Niemców. Rząd czeski funduje projekt, który dokumentuje los niemieckich antyfaszystów.
Kłamstwo dziewiąte – dystans do neonazistów
....Choć Paul Latussek już w 1995 r. znalazł się pod lupą Urzędu Ochrony Konstytucji, został zastępcą Steinbach i z ramienia BdV zasiadał w radzie przy MSW w Berlinie. Odszedł po procesie, w którym skazano go za podżeganie do nienawiści i tzw. kłamstwo oświęcimskie.
Cywiński znowu serwuje tylko półprawdy. Związek Wypędzonych pozbawił go wszystkich swoich funkcji. Erika Steinbach publicznie zarzuciła mu: Pan ze swoimi twierdzeniami i zeznaniami wyrządził Związku Wypędzonych i związkom krajowym znaczącą szkodę i to nie pierwszy raz.
Kłamstwo dziesiąte – pojednawczy ton wobec Polski
Gdy w Berlinie po raz pierwszy spotkały się prezydia naszych parlamentów, szefowa BdV oskarżyła polskie partie o szkalowanie jej i przyrównała je do ugrupowań neonazistowskich. Czy liczyła na zerwanie rozmów? Na apel posła Markusa Meckela (SPD), aby przeprosiła za tę „szkalującą wypowiedź”, zareagowała: „Nawet we śnie nie przyszłoby mi to do głowy”.?
Steinbach nie tylko tego powiedziała. Zanim powiedziała, ze nawet we śni nie przyszłoby jej to do głowy, powiedziała, ze nie będzie przepraszać partii(LPR), która uznaje Żydów za odmiennych biologicznie od reszty świata i wierzy, że powinni mieszkać w getcie.
Pytała również: "A gdzie był Markus Meckel kiedy w Polsce palono kukiełki z moją podobizną w mundurach SS?". A gdzie wtedy był Piotr Cywiński?


Komentarze
Pokaż komentarze (13)