Obserwuję w polskiej prasie dziwny spór o ocenę przyznania nagrody Karola Wielkiego polskiemu premierowi, Donaldowi Tuskowi.
Zdzisław Krasnodębski, socjolog żyjący i pracujący od 20 lat w Niemczech, twierdzi na przykład na łamach Rzeczpospolitej:
Wręczenie nagrody nastąpi 13 maja, gdy polska kampania prezydencka będzie w pełni. W najbliższym czasie można się spodziewać dalszych nagród i wyróżnień dla Donalda Tuska.
a Bronisław Wildstein pisze w tej samej gazecie:
Nagrodzenie premiera, który ma startować w wyborach prezydenckich nagrodą przyznawaną w trakcie kampanii wyborczej i to przez polityków, nie jest przypadkiem. Tzn. mogłoby ono być przypadkiem w Polsce, ale nie Niemczech. Kropkę nad i stawia uzasadnienie.
Czy tak jest rzeczywiscie? Czy Niemcy chcą i mogą w ten sposób wpłynąć na wybory prezydenckie w Polsce. Jesli rzeczywiscie nagroda dla Polaka wręczona przez Niemców miałaby taki ostentacyjnycharakter, jak twierdzi Wildstein, to znaczenie Niemców i uznanie dla nich musi być niezwykle wysoka wśród polskiego społeczeństwa.
Byc może sami Niemcy w roku 2005 podrzucili Kurskowi papiery o dziadku w Wehrmachcie z nadzieją, ze niemiecka przeszłość kandydata imponuje Polakom bardziej niż pochodzenie z Żoliborza.
A tak przy okazji Żoliborza:
Wcześniej tego dnia Lech Kaczyński otrzymał z rąk czeskiego prezydenta najwyższe państwowe odznaczenie - Order Lwa Białego. Klaus na uroczystości wręczania wyróżnienia powiedział, że uważa polskiego prezydenta za wyjątkową osobowość Polski, Europy, oraz czeskiego przyjaciela, który przyczynił się do rozwoju dobrych stosunków między obu krajami. Dodał, że szanuje jego odważny sposób prowadzenia polityki.
Co na to panowie Wildstein i Krasnodębski?


Komentarze
Pokaż komentarze (29)