Waldemar Maszewski z Naszego Dzienniku jest bulwersowany. Dlaczego? Ano dlatego, ze w internecie istnieje takie coś jak encyklopedia internetowa Germanica:
Germanica to encyklopedia internetowa wykorzystująca oprogramowanie Wikipedii, gdzie granice zachodniej i północnej Polski przedstawione są jako tymczasowe. Czytając o polskiej historii, dowiadujemy się, że w latach dwudziestych rozwinął się nad Wisłą nieprawdopodobnie agresywny nacjonalizm, który doprowadził m.in. do ataku na Rosję w 1920 roku...Encyklopedia zafałszowuje także obecną granicę państwową Rzeczypospolitej Polskiej. Terytoria należące do Polski są zaznaczone jako niemieckie. Szczecin (Stettin), Wrocław (Breslau), Kołobrzeg (Kolberg), Olsztyn (Allenstein) czy Gdańsk (Danzig) pisane są wyłącznie po niemiecku, ewentualnie z polskimi odnośnikami.
Bulwersuje mnie to rowniez i do tego punktu jestem zgodna z p. Maszewskim. Nie zgadzam się jednak z dalszymi wywodami p. redaktora. Cytując dr Musiała:
To konsekwencja odpowiednio prowadzonej polityki historycznej w Niemczech..ciągle w Niemczech zakłamywany jest nie tylko czas wojny i okres powojenny, ale także lata osiemdziesiąte
implikuje, ze encyklopedia internetowa Germanica wyraża jakiś ogólno niemiecki konsens co do treści tego dzieła.
Dalej sugeruje, ze to publikacja pod prawnym zezwoleniem Niemców:
Zdaniem dr. Musiała, Niemcy coraz częściej posuwają się do publikacji tego typu fałszerstw, bo Polska nie protestuje...To nie jedyne przypadki fałszowania historii w Niemczech. Nawet w konstytucji niemieckiej jeden z paragrafów odnosi się do granic niemieckich z 1937 r. - twierdzi Małoszewski. - Pewne środowiska nie przyjmują po prostu do wiadomości, że druga wojna światowa się skończyła, że jest traktat polsko-niemiecki, oraz że kilka ważnych kwestii, w tym także granice, zostały pomiędzy Polską a Niemcami uregulowane - dodaje.
I na koniec wmawia nam p. redaktor, ze ta encyklopedia - mimo ze jest prywatnym przedsięwzięciem - cieszy się powszechnym uznaniem w internecie:
Germanika jest portalem popularnym, notuje coraz więcej wejść. Na niemieckich portalach internetowych można przeczytać tysiące wpisów chwalących pomysł pokazywania historii w jakoby "prawdziwy i niezakłamany" sposób.
Uważny czytelnik jednak dowiaduje się rowniez w jakimś zdaniu podrzędnym, ze portal nie jest zarejestrowany na niemieckim serwerze. Pan redaktor Maszewski dowiadywał się o tym z odpowiedzi niemieckiego MSZ-u. Bez wielkiego trudu sam mógłby sprawdzić, ze serwer tej encyklopedii stoi w Stanach Zjednoczonych.
Jak to się ma do polityki historycznej Niemiec, która jest rzekomą przyczyną takich portalów, p. redaktor już nie wyjaśnia. Również nie dowiadujemy się, ze właściciel portalu, który rowniez jest wpisany w stopce redakcyjnej encyklopedii, Karl Goschescheck, Niemcem nie jest. Jest Austriakiem, który częściowo żyje w Strasburgu. W tym kontekście sam tytuł artykułu p. Maszewskiego Niemcy anektują i przekonujące zdjęcie z ściskającymi się Merkel i Tuskiem umieszczone obok artykułu wyglądają na probę fałszowania nie historii, ale informacje związane z tym portalem.
Sprawdziłam, czy można znaleźć tych tysiący wpisów chwalących tego portalu. Wrzucając nazwę tej encyklopedii do googla, znalazlam równo 44800 wpisów jej temat (dla porównania: Nasz Dziennik, gazeta kraju o mniejszą populację niż Niemcy, ma 379.000 wpisów). Oprócz linków kierujących bezpośrednio do encyklopedii, znalazlam około 10-ciu wpisów chwalących ten portal. Przeważająca większość piętnuje ten portal, w tym rowniez strony polskie. Ale może jakiś głośniejszy protest Naszego Dziennika przyczyniłby się do większej popularności portalu encyklopedii internetowej Germanica


Komentarze
Pokaż komentarze (25)