Zatopienie przez radziecką łódź podwodną Wilhelma Gustloffabyło największą katastrofą morską. Z okrętem poszło blisko 9 tysiecy ludzi na dno Bałtyku.
Zal mi każdego, zarówno z załogi, która pod ryzykiem utraty życia popłynęła z całkiem przeładowanym statkiem, jak i oczywiscie z pasażerów, przeważnie kobiety i dzieci.
Ale uważam, ze zatopienie Gustloffa było potrzebne. Wyobraźmy sobie, co by było, jeśli wszystkie statki spokojnie mogłyby sobie popłynąć do Reichu, ba: wyobraźmy sobie, ze nie musiałyby płynąć, bo Niemcy nie musieliby uciekać! Wyobraźmy sobie, ze Rosjanie traktowali pokonanego wroga niemieckiego według wszystkich obowiązujących konwencji. Wyobraźmy sobie, ze Hamburg lub Drezno nie zostałyby bombardowane, ze Kościół Marii Panny w Dreźnie, nie zostałaby zniszczona i z tym nie odbudowana dopiero 50 lat po wojnie, a w centrum Berlina nie stałyby ruiny Kościoła Pamięci Cesarza Wilhelma, ale jeszcze cały budynek. Wyobraźmy sobie, ze nie przeżyliby Niemcy tego koszmaru, co przeżyli.
To co by Niemcom pozostało po wojnie? Z pewnością żadnych wspomnień z alarmów lotniczych, z spędzonych nocy we schronach przeciwlotniczych, z płonących się miast, z ucieczek przez Zalew Szczeciński i z tego strachu przed zwycięzców, przed gwałtami, przemocą i przed śmiercią.
Niemcy mieliby tylko wspomnienia z porażki, ze przegrali wojnę.
Ale te ogromne straty, przeżycia i koszmary powodowały, ze w takich rocznicach, jak ten, kiedy 65 lat temu okręt Gustloffzatonął, Niemcy tylko myślą: Nigdy więcej wojny!
(*) tytuł został zmieniony z 'Dlaczego zatopienie 'Wilhelma Gustloffa' było potrzebne' (uzasadnienie)


Komentarze
Pokaż komentarze (104)