Tym razem Marcin Gall, przewodniczący berlińskiego oddziału Polskiego Stowarzyszenia Rodzice przeciw Dyskryminacji Dzieci opowiadał bzdury w Naszym Dzienniku:
Jakie są główne powody odbierania dzieci polskim rodzicom?
- To przede wszystkim germanizacja. Rodzice z Polski są dla Jugendamtów bardzo łatwym kąskiem do "ogrania".
Po pierwszy to nie Jugendamt odbiera polskim rodzicom dzieci, ale sąd przyzna prawa rodzicielskie matce, która jest Niemką. Tak było w przypadku podanego przykładu p. Wojciecha Pomorskiego. Oprocz tego: we wszystkich podanych przykładach zapadła decyzja sądu, a nie Jugendamtu. A po drugie analogicznie musiałabym twierdzić, ze jeśli polski sąd przyzna prawa rodzicielskie polskiemu rodzicu, to jest to oczywiscie przykład polonizacji.
I nie ma takich dramatów w Polsce? Są!
Na przykład tu:
Ta strona internetowajest miejscem pomocy dla rodziców pokrzywdzonych poprzez uprowadzenie ich dziecka(ci) do Polski przez drugiego rodzica. Polski rząd jest cichym uczestnikiem tego okropnego czynu poprzez fakt nie wywiązywania się z zobowiązań zawartych w postanowieniach Konwencji Haskiej. Niech liczby mówią same za siebie. Od roku 1995, od czasu kiedy Polska podpisała traktat Konwencji Haskiej, tylko dwoje dzieci zostało zwrócone do ich domu w USA. W kilku przypadkach zdesperowani rodzice wybrali drogę samopomocy i odzyskali własne dzieci bez udziału polskich władz. Polska jest jednym z czołowych państw, które łamią postanowienia Konwencji Haskiej.
I Sad w Strasburgu skarżył Niemców, jako argument za wyjątkowością postępowania Jugendamtu i Niemców? Raczej nie. Prawie nie zauważony - bo te "liczne stowarzyszenia, które powstały na terenie Austrii i Niemiec" (Gall) nie czuja się w tym przypadku odpowiedzialne - był ten przypadek:
Europejski Trybunał Praw Człowieka skazał Polskę za "brak staranności" i "nieuwzględnienie prawa do poszanowania życia rodzinnego" skarżącego Norwega, którego rozwiedziona żona-Polka uprowadziła troje ich dzieci, choć to jemu sąd przyznał opiekę nad nimi...W sierpniu 1999 r. pani M. C. uprowadziła dzieci i wyjechała z nimi do Polski. Dwa dni później jej były mąż zwrócił się do polskiego Ministerstwa Sprawiedliwości o pomoc w odzyskaniu dzieci i ich powrocie do Norwegii...Postępowanie sądowe ciągnęło się ślamazarnie. Rozprawy były odraczane, opracowanie każdej ekspertyzy trwało miesiącami. Mimo wyroku sądu, nakazującego powrót dzieci do ojca, matka ukrywała się z nimi, podejmując nawet próbę sfałszowania dokumentów tożsamości. Dostarczane przez skarżącego informacje o tym, gdzie dzieci mogą się znajdować, nie spotykały się z reakcją sądu. W sumie sprawa ciągnęła się trzy lata, siedem miesięcy i szesnaście dni.
Innymi słowami: Polski rząd jest cichym uczestnikiem polonizacji obcych dzieci - tak by to Marcin Gall powiedział.


Komentarze
Pokaż komentarze (26)