Jeśli ktoś może zapomniał - tutaj pocztówka z przeszłości:
Czy chce pan teraz powiedzieć, że w razie konieczności dokonania wyboru między Niemcami a Polską lub między Rosją a Polską Ameryka wybierze raczej Niemcy albo Rosję?
To jest bardzo teoretyczne pytanie, bo nie bardzo wiem, na czym dziś miałby polegać ten wybór. Ale jeśli idzie o znaczenie, jakie Waszyngton przywiązuje do stosunków z różnymi krajami, to dla wszystkich jest jasne, że Niemcy – a w sposób negatywny też Rosja – stoją dużo wyżej niż Polska. To nie jest całkiem komfortowa pozycja, ale w swojej historii Polska rzadko miała lepszą. To trzeba docenić. I trzeba tej pozycji bronić albo ją umacniać, a nie pogarszać nierozsądnym działaniem. Mam wrażenie, że polska polityka ostatnio raczej Polsce szkodzi i ją osłabia w środowisku międzynarodowym.
Co pan ma na myśli?
Zwłaszcza stosunki z Niemcami i bardzo złe skutki ich pogorszenia dla pozycji Polski w Waszyngtonie.
Czy to pogorszenie rzeczywiście jest tylko winą Polski, czy może odzwierciedla jakieś nowe tendencje w polityce międzynarodowej albo wewnątrzniemieckie?
Ja myślę, że zamiast szukać winnych dokoła, lepiej jest się dobrze zastanowić, co trzeba zrobić we własnym interesie.
A może mając kłopoty w stosunkach z sąsiadami i nie mogąc się dorobić statusu pierwszorzędnego sojusznika Ameryki powinniśmy – jak zapowiada Jarosław Kaczyński – szukać oparcia gdzie indziej. Na przykład inwestując w stosunki z Azją Wschodnią, czyli przede wszystkim z Chinami, albo z Ameryką Łacińską, czyli głównie z Brazylią. W XXI w. środek ciężkości świata będzie się przecież przenosił daleko na południe.
O strategicznych przemianach pisałem w mojej ostatniej książce, która po polsku nazywa się „Wybór”. Do Polski zaraz dojdziemy, ale najpierw trzeba postarać się zrozumieć, jakiego rodzaju wybór stoi dziś przed światem. A on w istocie wydaje się dość prosty. Możemy się dalej obsuwać w kierunku światowego chaosu. Ale może też nam się udać stopniowo stworzyć taki system międzynarodowy, który może nie będzie oparty na całkowitej równości poszczególnych państw, bo to jest niemożliwe, ale w którym rola siły militarnej czy ekonomicznej potęgi będzie mniej istotna, a międzynarodowy konsens i prawo międzynarodowe będą odgrywały w dużym stopniu decydującą rolę. To jest istota przyszłej sytuacji Polski. Dla kraju takiego jak Polska, leżącego między dwiema wielkimi potęgami, ten wybór ma specyficzne znaczenie. Bo w świecie chaotycznym Polska – biorąc pod uwagę jej historię i geografię – będzie zagrożona szczególnie. Natomiast jeśli uda się popchnąć świat w kierunku współpracy, Polska jako wiarygodny członek Wspólnoty Europejskiej i jeden z sześciu jej największych krajów będzie w stosunkowo dobrej sytuacji. Zwłaszcza jeżeli pozostanie w sojuszu z Ameryką.
Nawet jako trzeciorzędny sojusznik?
Nawet trzeciorzędny sojusznik najsilniejszego państwa na ogół ma się lepiej niż ten, kto do grona sojuszników nie jest zaliczany. Bo jednak jego interesy są jakoś uwzględniane przez tego, kto ma najwięcej do powiedzenia.
Ale można powiedzieć tak: globalna pozycja Ameryki słabnie ze względu na Chiny, Indie, Brazylię, ceny ropy i przebudzenie islamu. Dynamika integracji w Europie też słabnie, a może nawet przechodzi moralny kryzys. Na dłuższą metę euroatlantycki układ odniesienia nie musi być stabilny. Może trzeba szukać rezerwowego wsparcia, jak sugeruje Jarosław Kaczyński.
A jak to Polskę wzmocni? Ja myślę, że nie ma ucieczki od zasadniczego wyboru. Na krótką metę polski interes wydaje się oczywisty. Zagrożenie ze Wschodu powoduje, że Polska musi szukać silnego wsparcia z Zachodu wzmocnionego przez sojusz z Ameryką.Sojusz z Ameryką jest tylko o tyle efektywny, o ile dobre są polskie stosunki z Niemcami, które Ameryka uważa za najważniejszego partnera w Europie. Tu nie ma pola dla jakichś istotnych manewrów. W dającej się przewidzieć przyszłości ani osamotnienie, ani szukanie innego układu nie będzie Polsce efektywniej służyło.
(Z wywiadu z Zbigniewem Brzezińskim, Polityka nr 33 z dnia 2006-08-19)


Komentarze
Pokaż komentarze (4)