O tym, co martwi Normana Daviesa i co myśli o pewnej polskiej sekcie w wywiadzie w 'Polityce'. Pyta Janina Janina Paradowska.
Dostrzegłem, że dzieje się coś dziwnego także dlatego, że zacząłem dostawać listy, jakich nie otrzymywałem nigdy wcześniej. W najgrzeczniejszych pisano: wprawdzie opublikował pan sporo pięknych książek, ale teraz żadnej pana książki już nie przeczytam, bo pan nie popiera propolskiej partii. Tak więc większość zostaje wykluczona nawet z dyskusji, nie ma do niej prawa, bowiem od razu jest niepolska. Dlatego używam określenia, że PiS to sekta polityczna, bo to jest właśnie cecha sekty. Ona będąc częścią całości uważa, że właśnie jest całością, a reszta niczym.
Można się domyślać, jak wyglądały te mniej grzeczne listy.
Ale najbardziej zaskakującą rzecz, który mówi jest ta:
Historia podpowiada mi, że retoryka takiego radykalnego ruchu, jaki tworzy dziś PiS – który już nie krytykuje, jak zwykle czyni opozycja, ale gwałtownie wszystkim i wszystkiemu się przeciwstawia, insynuuje, obdarza najgorszymi epitetami – używana jest zwykle w początkowym etapie założonego planu, przed ostatecznym uderzeniem. Trzeba najpierw obrzydzić, zniszczyć propagandowo istniejący porządek i wtedy uderzyć. Takie klasyczne uderzenie robi się zwykle wojskiem lub prowokując zamieszki. Tymczasem w Polsce sytuacja jest absurdalna – mamy retorykę poprzedzającą uderzenie, ale samo uderzenie jest więcej niż wątpliwe.
Oczywiście: Jeśli wybór Komorowskiego na prezydenta RP to nieporozumienie, to trzeba ta pomyłkę poprawić.


Komentarze
Pokaż komentarze (10)