odys odys
38
BLOG

Dlaczego tu jest tak brzydko?

odys odys Polityka Obserwuj notkę 12
"Czy byłeś kiedyś w Kutnie na dworcu w nocy
Jest tak brudno i brzydko, że pękają oczy..." - Kult, "Polska" 

Nie będę pisał o PKP. Ani o Kutnie. Ale, wyłączając kwestię brudu (z tym jednak coraz lepiej), kwestia Kazika pozostała aktualna.

Załączam ilustrację problemu na przykładzie trzech fragmentów Warszawy. Tu widać jak na dłoni, co oznacza dzisiejszy brak planowania przestrzennego.

Włochy: miasto - ogród z lat 1930, rozparcelowany pod zabudowę podmiejski majątek ziemski

Włochy stanowią spójną jednostkę sąsiedzką; miasteczko. Tworząc plan wytyczono niewielkie działki w czytelnym układzie ulic przyjaznym pieszej komunikacji. Układ powiązano ze stacją kolejową łączącą z centrum Warszawy. Wyznaczono park, miejsce na szkołę, przychodnię, kościół, rynek, plac centralny (urządzono tam później klub sportowy). Wskutek historii (kryzys, wojna, polit. władz warszawy) dzielnica zamiast willami zarosła brzydkimi bieda-domami, nierzadko czynszowymi. Mimo dziesięcioleci zaniedbań i problemów komunikacyjnych (degeneracja kolei), dziś nieruchomości są tu drogie. Wielu chce kupić - prawie nikt nie sprzedaje.

Skorosze: osiedle z lat 2000, rozparcelowany pod zabudowę majątek ziemski

Ten sąsiadujący z Włochami majątek przeznaczono pod zabudowę obecnie. Plan był prosty: pola podzielono na duże kwartały, sprzedawane developerom pod osiedla. Miejska sieć ulic jest rzadka, każde osiedle ma własną, prywatną sieć uliczek osiedlowych. Wszystkie te osiedla są strzeżone; wszystkie mają częściowo zagłębione parkingi, wszystkie mają po kilka bloków, po kilkaset mieszkań. Na osiedlu nie wyznaczono żadnych przestrzeni współnych, nie przewidziano lokalizacji szkół, przedszkoli, nie mówiąc o kościele. Nie ma żadnego placu miejskiego. Żadnego centrum. Zapomnijmy o zieleni i sporcie.

Mieszkańcy się nie znają i nie poznają: dzieci wożą do różnych szkół w innych dzielnicach, czas wolny spędzają w centrach handlowych nie związanych z osiedlem.

Choć mieszkania drożeją, jest duży ruch migracyjny. Mało kto chce tam się wprowadzić "na zawsze".

Puławska: przedmieścia z lat 2000, odrolnione i rozparcelowane "łany kmiece"

Tu prywatni drobni właściciele indywidualnie zabudowywali swoje pola. Nikt nie mślał o uporządkowaniu nieracjonalnego podziału nieruchomości o rolniczej genezie. Powstała chaotyczna plątanina długich ślepych ulic, gdzie nie sposób dotrzeć inaczej niż prywatnym samochodem. Każde osiedle domeczków jest inne, w dodatku poprzetykane mikro - biurowcami i jakimiś magazynami. Tu również zapomnijmy o jakiejkolwiek użyteczności publicznej.

Wszyscy mieszkańcy tego rejonu wszędzie (do pracy, sklepu, parku, kina - w jakiekolwiek miejsce) muszą dojechać samochodem, jedną ulicą Puławską.

Kto winien?

Powszechne sarkania na archiektów, co to takie brzydactwa projektują, nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Architekt ma zaprojektować na działce inwestora to co inwestor chce. Za to mu się płaci. Reszta - rzecz gustu. Ale jeśli nie ma żadnych regulacji urbanistycznych?

Nikt tu nie próbuje stwrzyć całościowej wizji rozwoju miasta. W międzywojniu (1920-39) wokół Warszawy zbudowano wianuszek charakterystycznych dzielnic: Mokotów, Żoliborz oficerski, urzędniczy, WSM, kolonia uniwersytecka na Ochocie... Każda z własnym centrum, każda o innym charakterze. Plus ileś-tam podmiejskich miasteczek - Jak Włochy, Podkowa Leśna. Teraz mija od upadku komuny 17 lat. Ile dzielnic powstało? Buduje się nieustannie, ale nie tworzy to miasta.

Po co nam władze?

Zwróćmy uwagę na jeszcze jedną różnicę między Włochami a Skoroszem. Jeśli policzyć powierzchnię dróg, ulic, dojazdów, będzie pewnie podobna. Ale na Skoroszu 70% z nich jest "prywatna". Włochowiacy utrzymują ulice, policję która je patroluje i służby które je sprzątają - z podatków. Mieszkańcy Skorosza płacą także podatki, ale na sprzątanie, remonty i pilnowanie ulic osiedlowych składają się w czynszu. Jeśli miasto nie daje im parku, rynku, szkół, jeśli wszystko to kupują na wolnym rynku - po co im władza?

Słyszałem, że strasznie krytykowani inwestorzy Mariny Mokotów - wielkiego, wygrodzonego, "miasta w mieście" - proponowali władzom przekazanie głównych ulic osiedla. Miasto odmówiło. Urzędnicy zaoszczędzili.

Róbcie plany!

Władze samorządowe mają ustawowy obowiązek planowanie przestrzennego. Nie wywiązują się z niego. Nie ma za to żadnych konsekwencji. Plany, jeśli powstają, są "puste": pozwala się tam budować w zasadzie wszystko, jakkolwiek. Nie wyznacza żadnych publicznych terenów i inwestycji prócz głównych dróg.

A tu czytam na żóltych stronach Rzepy, że szykuje się ustawę o masowym odrolnieniu gruntów w granicach miast i łatwiejszym ich zabudowaniu bez planów!

Gdzie demokracja?

Ale nie można dziwić się politykom, jeśli ich wyborcy mają to... no właśnie. Na czym skupiała się kampania wyborcza w Warszawie? Jej treść jest pochodną pogłądów każdego z nas na planowanie przestrzenne. A sprowadza się do hasła:

Więcej dróg, ale żadnej pod moim oknem!

Memento

Miasto to nie tylko nieruchomości przeliczalne na $. To przede wszystkim ludzie. Zbudowanie Ursynowa i innych wielkich blokowisk zaowocowało wykreowaniem poważnych zjawisk społecznych. Niejeden doktorat z socjologii powstał. Problemy społeczne nie znikły.

Dziś fundujemy sobie poważne problemy społeczne za 30 lat. A może szybciej.

Ale zamiast tego zajmujemy się dziadkiem Tuska, czy przynależnością partyjną p. Gardias...

odys
O mnie odys

Wybaczcie, odpowiadam na komentarze niewiele częściej niż piszę.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Polityka