Ojciec 1500+
Ojcowie, nie drażnijcie dzieci, ale wychowujcie je stosując dyscyplinę i nauczając je tego, co się podoba Panu. Ef 6.4
21 obserwujących
142 notki
260k odsłon
  306   3

George Orwell "W hołdzie Katalonii" - najlepsza książka na współczesne czasy w Polsce

Pamiętam kilka książek, z różnych gatunków, od których trudno mi się było oderwać. Była to sensacyjno-kryminalna "Biała karawana" Juliusza Grodzińskiego (1980) napisana tak dynamicznym językiem, że po przeczytaniu pierwszego zdania chce się przeczytać drugie, po drugim trzecie i za każdym następnym chce się przeczytać kolejne. Była to także polityczna groteska z pogranicza fantasy "Agent dołu" Marcina Wolskiego (1988) w której wycieczka po różnych systemach politycznych jakie ludzie zgotowali ludziom (od ateistyczno-hedonistycznego kapitalizmu, przez różne formy komunizmu - ten w środkowoeuropejskiej wersji "light" w azjatyckiej wersji "hardcore" - aż po krwawe junty Ameryki Południowej) głębokie przemyślenia na temat kondycji ówczesnego świata były ubrane w tak nieprzeciętne poczucie humoru, że raz autentycznie musiałem wskutek gwałtownego ataku śmiechu biec do toalety. Pamiętam z dzieciństwa moją ukochaną "W w pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza. Ale wszystkie te książki przebił "Rok 1984" George'a Orwella. Pamiętam jak sięgnąłem po nią w bibliotece szkolnej, bo do lekcji fortepianu miałem jeszcze ponad godzinę. Kilka dni wcześniej przeczytałem "Folwark zwierzęcy" więc spodziewałem się czegoś mocnego. Ale nie nie aż tak mocnego - historia buntownika Winstona Smitha w matni osaczającego go zewsząd supertotalitaryzmu wciągnęła mnie tak, że nie dotarłem na lekcję fortepianu (więcej wagarów od Szkoły Muzycznej nie pamiętam). 

Znajomość George'a Orwella w Polsce od strony bibliografii jest, że tak powiem, "średnia" a od strony biografii tragicznie słaba. Większość Polaków nie potrafi sobie wyobrazić tego, że autor dwóch najsłynniejszych powieści antykomunistycznych był... radykalnym socjalistą... i pozostał wierny swoim marksistowskim poglądom do ostatnich dni życia. Słyszałem także inną herezję na jego temat, że był ponoć "antyprawicowcem" i zagorzałym przeciwnikiem konserwatyzmu. Jeśli ktoś chce się przekonać jakie było jego podejście do wartości konserwatywnych i prawicowych, to proszę sięgnąć do zbioru esejów, felietonów i szkiców literackich wydanego w Polsce pod tytułem "Czy naprawdę schamieliśmy". Wprawdzie jego lewicowość (w tradycyjnym znaczeniu - czyli socjalizm, a nie kult LGBT) bije po oczach, ale w jednym z nich ubolewa, że pod wpływem "nowoczesnych" nurtów w teologii rozmywa się wiara w życie wieczne - tak, Orwell sam będąc ateistą potrafił dostrzec potencjał społeczny wartości wynikających z wiary i głęboko przeżywanej religii. Bo taki właśnie był George Orwell - doskonały obserwator, który świadomy swego subiektywizmu potrafił wznieść się ponad własne poglądy i pokazać pozytywy drugiej strony. Jednak w książce "Folwark zwierzęcy" na komunistach nie pozostawił suchej nitki, zaś wiejąca grozą wizja supertotalitarnego superpaństwa opiera się na tym, że z przestrzeni publicznej wyeliminowano wszelkie partie prawicowe (strach pomyśleć jak to współcześnie brzmi - wystarczy popatrzeć na Unię Europejską w której "umiarkowana prawica" teoretycznie nie istnieje - jest tylko lewica, liberalizm, "bezobjawowa chadecja" nie mająca z chrześcijańską demokracją nic wspólnego, a wszystkie ruchy niezaliczające się do tego "mainstreamu" są wrzucane do wspólnego worka "skrajnej prawicy", "nacjonalistycznych populistów" a nawet "faszystów" - nawet jeśli są to takie umiarkowane partie socjalistyczne jak PiS).

Dlaczego radykalny marksista uznał komunizm za tak wielkie zagrożenie dla wolności i ludzkości? 

Na to pytanie nie sposób odpowiedzieć bez przeczytania książki "W hołdzie Katalonii". Książka jest bardzo osobistą relacją George'a Orwella - gotowego oddać życie za ideały ochotnika, który przyjechał walczyć w hiszpańskiej wojnie domowej przeciwko "faszystom" z bronią w ręku. Relacją zarówno z Barcelony w momencie jego przybycia, z frontu, ale przede wszystkim z wydarzeń majowych w Barcelonie oraz z represji, jakie po nich nastąpiły, przed którymi musiał uciekać z trudem ratując życie. Autor z rozbrajającą szczerością opisuje, jak na początku nastroje rewolucyjne wywoływały w nim zachwyt (niektóre fragmenty są szokujące - przykładowo ten, w którym pisze o podpalanych kościołach i bynajmniej się od tego nie dystansuje - w tonie relacji widać nawet fascynację). Następnie z czarnym poczuciem humoru pokazuje jak fatalnie uzbrojone i wyszkolone były oddziały socjalistów i anarchistów, jednak dzięki ogromnemu zapałowi, determinacji i woli walki odnosiły one pewne sukcesy. Pokazuje też, jak w miarę przebywania na linii frontu i w jej pobliżu jego ocena staje się coraz bardziej krytyczna (zaczyna dostrzegać absurd wandalizmu i przemocy). Centralnym punktem są dni majowe w Barcelonie przy których z niesamowitą dokładnością korespondenta wojennego zestawia to, co się działo w rzeczywistości z tym, jak to przedstawiła komunistyczna propaganda... i co od komunistycznej propagandy bezkrytycznie kupiła "demokratyczna" Europa. Ostatnie rozdziały to prawdziwy thriller od którego jeszcze trudniej się oderwać niż od "Roku1984". Co warto podkreślić, Orwell ma świadomość tego, że jego relacja może być jednostronna, bo przecież był uczestnikiem wydarzeń po jednej ze stron. Wielokrotnie o tym pisze w książce, więc nie może być w jego przypadku mowy o jakimkolwiek fanatyzmie i zacietrzewieniu. Autor nie "pudruje" swoich uczuć i przekonań z początku akcji książki ani nie ukrywa bólu i rozgoryczenia z końca akcji, a nawet pewnego rodzaju poczucia winy, że nie został z towarzyszami broni w komunistycznych kazamatach. Właśnie ze względu na tę SZCZEROŚĆ oraz na maksymalny OBIEKTYWIZM w SUBIEKTYWNYM PRZEDSTAWIANIU WYDARZEŃ książkę tę można uznać za ARCYDZIEŁO REPORTAŻU WOJENNEGO.

Lubię to! Skomentuj10 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale